Czarne chmury nad bobrowiskiem. Inspektorzy mówią o złamaniu prawa
Sytuacja wokół cennego przyrodniczo rozlewiska w rejonie ulic Obozowej i Zdunów na Ruczaju przybrała nieoczekiwany obrót. O ile jeszcze pod koniec października Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie po przeprowadzonej kontroli zapewniała, że bobrom nic nie zagraża, o tyle najnowsza wizja lokalna przyniosła całkowity zwrot akcji.
Tym razem RDOŚ oficjalnie potwierdził bezprawne naruszenie siedliska chronionych zwierząt i skierowała zawiadomienie na policję.
Napięcie przy ul. Obozowej sięgnęło zenitu w ostatnich dniach, gdy na podmokły teren – według relacji świadków – miał wjechać ciężki sprzęt budowlany. Alarm podnieśli mieszkańcy, aktywiści z Akcji dla Krakowa i Stowarzyszenia Nasz Bóbr, relacjonując w mediach społecznościowych rozjeżdżanie siedliska przez pracujące koparki. Na miejscu interweniowali strażnicy miejscy, jednak – według relacji społeczników – maszyny nie przerwały pracy.
Ziemia pod gąsienicami i interwencja z powietrza
W środę, 4 listopada, inspektorzy RDOŚ pojawili się na Ruczaju, przeprowadzając ponowne oględziny terenu oraz drobiazgowy rekonesans z drona. Jak zaznaczają, zebrany materiał nie pozostawił wątpliwości – prowadzone działania przekroczyły dozwolone granice i uderzyły w podlegający ochronie ekosystem.
– Zebrana dokumentacja potwierdza, że prowadzone prace ziemne wywarły istotny wpływ na siedlisko bobra europejskiego, naruszając zakazy z art. 52 ustawy o ochronie przyrody – poinformowała w komunikacie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie.
W konsekwencji krakowski RDOŚ podjął natychmiastowe kroki. Inspektorzy zapewnili, że skierują do policji zawiadomienie o ujawnieniu naruszenia zakazów określonych w ustawie o ochronie przyrody. Jednocześnie RDOŚ zapewnił, że wezwał wykonawcę prac do natychmiastowego wstrzymania działań w obszarze siedliska.
Co na to deweloper?
– Na chwilę obecną nie otrzymaliśmy oficjalnego pisma z RDOŚ, jak również nie braliśmy udziału w oględzinach z udziałem RDOŚ w ostatnich dniach, więc trudno nam się odnieść do tych zarzutów. Z całą pewnością możemy natomiast potwierdzić, że nasze działania nie obejmowały terenu bobrowiska – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Marek Thorz, PR manager firmy ATAL.
Od wniosku o odstrzał po budowę zbiornika
Obecna eskalacja to kolejny rozdział wielotygodniowej batalii o podmokły teren na Ruczaju. Konflikt wybuchł na początku września, gdy deweloper – pełniący w tym rejonie rolę inwestora zastępczego odpowiedzialnego za budowę miejskiego zbiornika retencyjnego – złożył do RDOŚ wniosek o zgodę na odstrzał sześciu bobrów oraz rozbiórkę ich żeremi.
Firma argumentowała wówczas, że działalność zwierząt prowadzi do podtopień i zalewania okolicznych nieruchomości.
Ruch ten wywołał potężną falę oburzenia wśród mieszkańców i organizacji ekologicznych, a po wezwaniu przez RDOŚ do uzupełnienia braków i przedstawienia dodatkowych ekspertyz, deweloper ostatecznie wycofał swój wniosek, deklarując chęć dialogu i szukania rozwiązań polubownych.
Spokój nie trwał jednak długo. Już w drugiej połowie października w mediach społecznościowych zawrzało po raz kolejny, gdy społecznicy zaalarmowali o wjeździe koparek bezpośrednio w rozlewisko i próbach osuszania gruntu.
W niedzielę, 25 października, inspektorzy RDOŚ przeprowadzili pilną kontrolę – pieszą oraz z powietrza. Wtedy wyniki oględzin wydawały się uspokajające. Inspektorzy informowali, że nie stwierdzili naruszeń ani ubytku wody, a poziom rozlewiska wręcz wzrósł dzięki… samym bobrom, które niestrudzenie powiększały swoje terytorium i zdążyły wybudować nową groblę.
RDOŚ zapewniał wówczas, że prace na sąsiedniej działce nie zagrażają akwenowi, zapowiadając stały monitoring.
Więcej na ten temat w tekście – Znów gorąco w sprawie ul. Obozowej. Mieszkańcy bili na alarm, urzędnicy weszli w teren