Terminarz nie oszczędza Wieczystej. Kazimierz Moskal mówi o końcu praktyki
Michał Knura, LoveKraków.pl: Jaka atmosfera była w tym tygodniu? Za wami wyczekiwany, natomiast wynik w Radomiu nie był taki, jakiego oczekiwaliście. To dodatkowa mobilizacja?
Kazimierz Moskal, trener Wieczystej: Nikt nie lubi przegrywać. Wszyscy wychodzą na boisko po to, żeby wygrać, ale – tak jak już kiedyś powiedziałem – powinniśmy się cieszyć z tego, gdzie jesteśmy. To jest dla nas najważniejsze. Teraz trzeba jak najlepiej przygotować się do spotkania z Lechem. Wiadomo, że to pierwszy mecz teoretycznie u siebie, w Krakowie. Liczymy na wsparcie kibiców. Zawsze dzień po przegranej jest trudny – trzeba go przeżyć, przeanalizować, a później wraca się do pracy i skupia na tym, co przed nami.
Dwie kary dla środkowych obrońców na początku meczu i pana zmiana w 33. minucie miały wpływ na postawę drużyny przeciwko Radomiakowi?
Żółte kartki mogły spowodować pewną niepewność. Nie chcę mówić o nerwowości, ale właśnie o niepewności. Jeśli chodzi o stałe fragmenty, przeciwnik się do nich przygotowuje, kombinuje i tym razem po prostu mu się udało. Chwała mu za to. Daliśmy się zaskoczyć, chociaż przy zachowaniu Jana Grzesika na początku akcji były pewne kontrowersje. Moim zdaniem nie było tam jednak takiego odepchnięcia, które kwalifikowałoby się do odgwizdania faulu.
My musimy być skoncentrowani na tym, co sami mamy zrobić i co sobie ustaliliśmy, ale jednocześnie przewidywać, co może wymyślić rywal. O to w tym wszystkim chodzi.
Jak na zmianę w pierwszej połowie zareagował Duje Dujmović i czy bierze pan pod uwagę wystawienie teraz Antonio Milicia od początku?
Zawodnik zdawał sobie sprawę z sytuacji i z tego, że kolejna interwencja mogła się skończyć drugą żółtą kartką. Tutaj nie ma się czego obawiać w kwestii jego podejścia. Jeśli chodzi o Milicia, to zobaczymy. Jest rywalizacja. Wiadomo, że dołączył do nas trochę później, ale to zawodnik, który bardzo dobrze zna tę ligę. Jest na tyle doświadczony, że nie powinien mieć problemów z przystosowaniem się do naszych wymagań i sposobu gry.
Jeszcze niedawno był w Lechu. Korzystacie z jego wiedzy o byłej drużynie?
Na razie skupiliśmy się na tym, co sami jako trenerzy widzimy. Pewne rzeczy w grze Lecha są powtarzalne, ale ostatecznie wszystko zależy od jakości piłkarzy. Odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów nie zmienia mojego zdania o tym, jakim zespołem jest Lech. To jest piłka i takie rzeczy się zdarzają. Skupiamy się na naszej analizie, ale Antonio na pewno będzie miał też swoje uwagi i podpowiedzi dla zawodników.
Czy duża wpadka najbliższego rywala paradoksalnie nie jest dla was gorszą wiadomością? Jest tam ogromna złość i mogą chcieć ją wyładować na Wieczystej.
Są dwie opcje. Ich ambicja została podrażniona i będą chcieli za wszelką cenę pokazać się z jak najlepszej strony – odrobić punkty stracone w pierwszej kolejce i zapomnieć o ostatnim meczu. Druga możliwość jest taka, że to spotkanie wpłynie na nich negatywnie. Myślę jednak, że wiele będzie zależało od tego, jaką postawę my pokażemy. Jeśli im ułatwimy, łatwiej będzie im się odbudować. Jeśli postawimy trudne warunki, będzie im znacznie trudniej.
To będzie otwarty mecz, czy raczej poczekacie na rywala?
Na pewno nie możemy być przestraszeni, bo jeśli będziemy, to Lech ma na tyle jakości, że to wykorzysta. Niezależnie od tego, czy będziemy grali niżej czy wyżej, w tym meczu będą różne fazy. Nie wyobrażam sobie jednak, żebyśmy całkowicie oddali inicjatywę. Trzeba znaleźć odpowiednie rozwiązania zarówno w fazie bronienia, jak i w ofensywie. Musimy być zdecydowani w swoich działaniach.
Czy Christopher Lungoyi jest już zawodnikiem gotowym do gry od pierwszej minuty?
Będzie brany pod uwagę, bo jest już zgłoszony. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z niego skorzystać. Z całą pewnością pojawi się w tym meczu, ale czy od początku, czy w jego trakcie – zobaczymy.
Co jest jego największym atutem? Sławomir Peszko wskazał na pojedynki.
W piłce to bardzo ważna cecha. Przy wyrównanym poziomie, kiedy przeciwnik broni się skomasowaną obroną i jest dobrze zorganizowany, zawodnik, który potrafi wygrać pojedynek i stworzyć przewagę, często przekłada to na wynik. Chris takie walory ma.
Na treningach widać, że jest również gotowy do pracy w defensywie? Niektórym zawodnikom to nie pasuje.
Generalnie kładziemy nacisk na to, że wszyscy bronią i wszyscy atakują. Oczywiście każdy ma inne predyspozycje. Od niego oczekujemy przede wszystkim dużej jakości z przodu, a w defensywie musi pomóc na tyle, na ile będzie w stanie.
Na lewej obronie trwa rywalizacja między Kamilem Pestką i Matusem Vojtko. Będzie pan rotował tymi zawodnikami w zależności od rywala?
Będziemy patrzeć na aktualną dyspozycję zawodników i tylko to będzie decydowało o wyborze pierwszej jedenastki.
Tobias Christensen zagrał na skrzydle. To efekt dużej konkurencji w środku pola?
Z jednej strony jest duży wybór i sporo jakości w środku pola, a z drugiej przed meczem w Radomiu mieliśmy problemy na skrzydłach. Lungoyi nie był jeszcze wtedy zgłoszony, więc możliwości były ograniczone. Opcją był Christensen albo ewentualnie Petar Pusić, który już wcześniej występował na tej pozycji. Wielkiego wyboru nie mieliśmy.
Był pan zadowolony z występu Christensena?
Rozmawiałem z nim już w okresie przygotowawczym, że może pojawić się taka opcja. Grał kiedyś na tej pozycji, więc nie było to dla niego zaskoczeniem. Cenię zawodników uniwersalnych, którzy potrafią występować na kilku pozycjach. Uważam, że jego wejście było pozytywne. Wniósł jakość, miał też sytuację, w której mógł doprowadzić do wyniku 2:2.
Nieudany mecz Lecha w pucharach coś zmienił w analizie rywala? Widać, że można z nimi powalczyć, co pokazała też Cracovia.
Mamy swój pomysł na grę. Rzeczy, które obserwowaliśmy, są dosyć powtarzalne. Do ostatniego występu nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi, bo we wcześniejszych Lech wyglądał inaczej. Nie wiadomo, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby pewne sytuacje zostały rozstrzygnięte inaczej. Tak samo było w naszym meczu w Radomiu – nie wiadomo, jak wyglądałoby spotkanie, gdyby pierwsza bramka została uznana.
W meczu Lecha też wiele mogło się zmienić, gdyby rzut karny został utrzymany, chociaż dla mnie od razu było jasne, że zgodnie z przepisami po kontakcie piłki z inną częścią ciała i dopiero później z ręką, karnego nie będzie. W takich spotkaniach o przebiegu meczu decydują małe rzeczy.
Dobrze, że pierwszy mecz z tak atrakcyjnym rywalem jak Lech gracie teraz, a nie na przykład z Radomiakiem, kiedy na trybunach byłoby znacznie mniej kibiców?
Kiedyś beniaminek zaczynał ligę u siebie. Szkoda, że tym razem nie było podobnie. Nieważne, czy byłby to Radomiak, czy ktokolwiek inny – pierwszy mecz u siebie zawsze jest większym wydarzeniem. Od jakiegoś czasu już się tego nie praktykuje. Pamiętam, że z ŁKS-em też graliśmy na wyjeździe.
Macie trudny terminarz na start.
W sześciu pierwszych meczach pięć razy gramy na wyjeździe. Dla beniaminka nie jest to najprostsza sytuacja.
W tym macie tydzień po tygodniu derby na Cracovii i Wiśle. Jak pan przyjął taki plan?
Nie wydaje mi się, żeby był to jakiś wielki problem. Oczywiście będą to kolejne mecze wyjazdowe, ale trzeba się do tego dostosować. W poprzednim sezonie w I lidze praktycznie wszystkie mecze graliśmy na wyjazdach, więc teraz i tak jesteśmy w lepszej sytuacji.