Manewr Wisły przed rzutem karnym. Francuz wziął na siebie tę rolę

Bramkarz GKS-u Katowice miał piłkę na rękach, ale siła strzału była tak duża, że Marko Bożić cieszył się z pierwszego gola dla Wisły Kraków po powrocie do ekstraklasy.

Rzut karny dla Wisły

W niedzielnym spotkaniu 1. kolejki ekstraklasy Biała Gwiazda pokonała polskiego przedstawiciela w eliminacjach europejskich pucharów 2:1. Przez kilka minut Krakowianie prowadzili 3:0, ale długa analiza VAR zakończyła się anulowaniem drugiego gola Jordiego Sancheza.

Piłkarze beniaminka bardzo dobrze zaprezentowali się w pierwszym kwadransie po przerwie. Strzelanie zaczęli od rzutu karnego wywalczonego przez Alana Urygę. Można się było zastanawiać, kto będzie wykonawcą, ponieważ na boisku jeszcze nie było Angela Rodado. Wracający do pełnej dyspozycji po kontuzji barku hiszpański napastnik w poprzednim sezonie zamienił na gole wszystkie cztery „jedenastki”, które wziął na siebie.

Wiadomo było, że nie będzie uderzał Sanchez. Jest doświadczonym piłkarzem, jednak niedawno koncertowo zmarnował rzut karny w sparingu z Wrexham i  powierzanie mu tego zadania przy wyniku 0:0 byłoby ryzykowne.

Jordi Sanchez
Jordi Sanchez
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Bożić chciał „ostudzić” głowę

Piłkę długo w rękach trzymał środkowy obrońca Maxence Maisonneuve. Francuz stał też najbliżej białego punktu oznaczającego 11. metr i przygotowującego się bramkarza. Gdy sędzia kończył ustawiać pozostałych zawodników za linią pola karnego, na pierwszy plan wyłonił się Marko Bożić. 

Skrzydłowy trafił i ucieszył ponad 30 tys. kibiców. Nie oddał jednak perfekcyjnego strzału. Bramkarz Gabriel Kobylak miał piłkę na rękach, jednak siła kopnięcia była na tyle duża, że nie zdołał skutecznie interweniować.

Jak zdradził po spotkaniu Mariusz Jop, trener Krakowian, spośród przebywających na boisku piłkarzy to Bożić był pierwszy w kolejce do strzelania karnego.

Marko Bożić
Marko Bożić
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Jop zapewniał też, że debiutujący w oficjalnym meczu Wisły Maisonneuve nie chciał „podkraść” piłki bardziej doświadczonemu w zespole Austriakowi. 

Myślę, że chodziło o coś innego, bo widzieliśmy, że tam bramkarz wyszedł wyżej. Chciał trochę prowokować Bożicia i to jest taki znany manewr, że jeden zawodnik bierze piłkę, a ten który strzela idzie poza pole karne, żeby trochę „ostudzić” głowę. To była pomoc, nie chęć zabrania piłki koledze
Mariusz Jop
Mariusz Jop
Mariusz Jop
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Pierwsza ofensywna liczba Gigera

Gol Wisły na 2:0 padł po składnej akcji i mierzonym dośrodkowaniu Raoula Gigera na głowę Sancheza, który zaatakował piłkę „szczupakiem”. Asystujący prawy obrońca w I lidze nie zapisał na koncie jednego osatniego podania lub gola. Miał opinię bardzo dobrego zawodnika w destrukcji, który jednak nieco traci głowę po przekroczeniu linii środkowej.

Pierwszy mecz w ekstraklasie pokazał, że Szwajcar może być także przydatny w ofensywie. Po dograniu na wolne pole nie kopnął piłki na oślep, tylko podniósł głowę, popatrzył w pole karne i w końcu posłał piłkę między bramkarza i obrońców GKS-u, którzy pogubili się w kryciu. 

W poniedziałek krakowski klub poinformował, że umowa z Gigerem została przedłużona o dwa lata i będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029.