Poliglota w szatni Wisły. Zna sześć języków, chce się nauczyć polskiego
„Golaso” napastnika Wisły
Nowy zawodnik zadebiutował w ekstraklasie w Szczecinie, a już w kolejnym spotkaniu cieszył się z premierowej bramki. Kropnął z 30 metrów i przypieczętował wygraną w derbach Krakowa. Hiszpanie mają na efektowne trafienie określenie „golaso”.
– Kiedy oddasz strzał, czujesz, że piłka wejdzie. Bramkarz może obronić, ale wiesz, że to dobre uderzenie. Od razu wiedziałem, że będzie gol. Mam nadzieję, że zdobędę więcej takich pięknych i zwykłych bramek, bo na koniec gol to gol – mówi Jeremy Guillemenot.
Szwajcar z francuskim paszportem wszedł na boisko tuż przed rozpoczęciem ostatniego kwadransa. Na listę strzelców wpisał się siedem minut po zmianie. Przekonuje, że jest przygotowany, by występować dłużej. Większą szansę może dostać już we wtorek w Opolu, w meczu Pucharu Polski.
Strzelił w dobrym momencie
Biała Gwiazda potrzebowała jego gola. Wcześniej skromnie prowadziła i jedna udana akcja Wieczystej mogła zabrać jej trzy punkty.
Szybko się uczy
Były zawodnik Wisły Vullnet Basha, obecnie dyrektor sportowy, słynie z tego, że mówi w kilku językach. Od tego lata poliglota jest także w szatni Białej Gwiazdy.
– Mówię w pięciu, sześciu językach – Guillemenot sam nie potrafi się doliczyć.
Podkreśla, że to bardzo pomogło mu w aklimatyzacji.
– Mogę rozmawiać po francusku z chłopakiem z Francji, po niemiecku z Niemcem. Mówię też po angielsku, hiszpańsku... Zmiana klubu nie jest prostą sprawą, ale kiedy możesz porozumieć się z każdym, jest ci łatwiej. W Wiśle po dwóch-trzech dniach było prosto – nie kryje.
Naturalne jest więc pytanie, czy zaprzyjaźni się także z trudną dla obcokrajowców polską mową. Guillemenot zastrzega, że nie ma lekcji. Po prostu szybko przyswaja kolejne języki. Tak było choćby z hiszpańskim – nie miał go w szkole, a szybko się go nauczył i rozmawiał po kilku tygodniach.
– Z polskim będę potrzebował więcej niż dwóch-trzech tygodni, ale będę próbował mówić i rozumieć trochę więcej – zapewnia.
Na boisku najlepiej czuje się jako wysunięty napastnik, ale może też zagrać za jego plecami. Tak było, gdy występował w St. Gallen. Lubi przebywać w polu karnym, ale nie jest do niego „przyspawany”.
Co kryje się za numerem
Jak ocenia konkurentów? Angel Rodado był najlepszym strzelcem zespołu w poprzednich sezonach, a obecnie skutecznością imponuje Jordi Sanchez.
Numer 21 wybrał nieprzypadkowo. Podkreśla, że wiele dla niego znaczy.
– Mój przyjaciel zmarł 21 listopada, ulubionym numerem mojego ojca jest 21. Dlatego wziąłem ten numer – podkreśla.