Artykuł sponsorowany

Wawel od kuchni, podziemia Rynku i stare kamienice. Tu inżynier budownictwa musi myśleć inaczej

Kiedy myślimy o inżynierze budownictwa, najczęściej widzimy plac budowy. Tymczasem jego praca może prowadzić także na Wawel, pod Rynek Główny czy do zabytkowego pałacu.

Na Wawelu większość osób patrzy na dziedzińce, wieże i królewskie komnaty. Inżynier budownictwa podczas swojej pracy zagląda jednak również tam, gdzie zwykły zwiedzający nie ma dostępu.

To właśnie tam wykonuje przeglądy techniczne. Najpierw analizuje dokumentację i wcześniejsze protokoły, później przychodzi czas na oględziny. Sprawdzane są mury, sklepienia, więźba dachowa, pojawiające się zarysowania i pęknięcia, ślady osiadania czy zawilgocenia.

– To nie jest zwykły spacer z notatnikiem. Każdy przegląd zaczyna się przy biurku od analizy dokumentacji i wcześniejszych protokołów. Dopiero później wchodzę tam, gdzie turyści nie zaglądają: na dachy, poddasza, do miejsc trudno dostępnych – mówi nam Jarosław Gołuszka z Małopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa.

W przypadku zabytków znaczenie ma każdy szczegół. Niewielkie pęknięcie może być niegroźne, ale może też być pierwszym sygnałem poważniejszego problemu. Zadaniem inżyniera jest go zauważyć, właściwie ocenić i wskazać, co należy zrobić.

– Często porównuję swoją pracę do pracy lekarza pierwszego kontaktu. Lekarz nie czeka, aż choroba doprowadzi do tragedii. Regularnie bada pacjenta, rozpoznaje pierwsze objawy i, jeśli zachodzi potrzeba, kieruje do odpowiednich specjalistów. Dokładnie tak samo jest z budynkami – tłumaczy.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Zamiast budować od zera – trzeba zrozumieć, co już istnieje

Inaczej wygląda praca inżyniera wtedy, gdy w zabytku właśnie zaczyna się remont. Inżynier budownictwa zajmuje się nadzorem nad takimi inwestycjami – od remontów elewacji kamienic po Katedrę na Wawelu. Prace trwają obecnie np. w Pałacu Badenich przy ul. Sławkowskiej.

W przypadku pałacu zakres prac jest znacznie szerszy niż odnowienie elewacji. Modernizowane są instalacje wodne, kanalizacyjne i elektryczne, pojawia się też wentylacja mechaniczna. Współczesne instalacje trzeba wprowadzić do budynku, którego nie projektowano z myślą o ich prowadzeniu.

– Na etapie projektowym projektant musi znaleźć miejsca, gdzie można wykonać otwory i przejścia przewodów. Ale przy zabytku najczęściej jest tak, że kiedy zaczynamy pracę, pojawiają się niespodzianki. Rozbieramy podłogę i jest tam coś zupełnie innego niż zakładaliśmy – opowiada nam Katarzyna Batorska z Małopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, nadzorująca inwestycję.

Wtedy pojawia się konieczność dodatkowych uzgodnień i znalezienia rozwiązania, które jednocześnie będzie bezpieczne, technicznie poprawne i zaakceptowane przez konserwatora.

W nowym obiekcie można wiele rzeczy zaplanować od początku. W starym trzeba najpierw zrozumieć to, co zostało zbudowane przed dziesiątkami albo setkami lat.

Elementy ozdobne dachu i gzymsów na teatrze Słowackiego
Elementy ozdobne dachu i gzymsów na teatrze Słowackiego
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nie zawsze najprostsze rozwiązanie

Najprostsze rozwiązanie nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem dla zabytku. Często w przypadku zwykłego budynku najprościej byłoby dany element usunąć i zastąpić nowym, trwalszym, nowocześniejszym.

– Kiedy pracujemy w zabytku, nie możemy sobie na to pozwolić. Szukamy takich rozwiązań, żeby ratować jak najwięcej substancji zabytkowej, nie niszczyć jej, jak najmniej ingerować – opisuje Katarzyna Batorska.

Dla inżyniera najważniejsze jest bezpieczeństwo i trwałość. Dla konserwatora – zachowanie tego, co świadczy o historii obiektu. Dlatego przy takich inwestycjach inżynier musi mieć nie tylko wiedzę techniczną. Potrzebna jest także umiejętność współpracy ze specjalistami z innych dziedzin.

Czasem problem zaczyna się od wilgoci

Jednym z problemów w zabytkowych obiektach jest wilgoć. Współczesne technologie dają wiele możliwości osuszania budynków, ale przy zabytku szybkie i pozornie skuteczne rozwiązanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Chodzi o to, żeby mur mógł nadal „pracować” w sposób właściwy dla swojej konstrukcji. Ważna jest m.in. możliwość odprowadzania pary wodnej. Zbyt gwałtowna zmiana warunków może z kolei doprowadzić do uszkodzenia cegły czy kamienia.

To jeden z przykładów, kiedy wiedza inżynierska musi spotkać się ze znajomością charakteru konkretnego zabytku.

– Trzeba podchodzić do tego spokojniej, z większym wyczuciem, mając na uwadze wcześniejszą historię budynku – mówi Katarzyna Batorska.

Nie oznacza to jednak, że w zabytkach nie stosuje się nowych technologii. Wręcz przeciwnie. Nowoczesne rozwiązania są często niezbędne, tyle że trzeba je dobrać do starej konstrukcji.

Synagoga Izaaka
Synagoga Izaaka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nietypowe zadania

Wyjątkowym przykładem takiego połączenia była budowa muzeum w podziemiach Rynku Głównego. Pod powierzchnią Rynku powstawała nowoczesna przestrzeń muzealna, a jednocześnie trwały prace archeologiczne związane z odkrywaniem kolejnych warstw dawnego miasta.

– Zostałam rzucona na głęboką wodę. Jako inżynier mogłam się wtedy wiele nauczyć. Wszystko trzeba tam było stworzyć od nowa, z wykorzystaniem nowoczesnych metod – wspomina Katarzyna Batorska.

Uratować zabytek przed większym problemem

W przypadku inżyniera przeprowadzającego przeglądy obiektów perspektywa jest nieco inna. Chodzi o sprawdzenie, czy jakakolwiek zmiana w ogóle jest potrzebna.

Przegląd techniczny kończy się dokumentacją, która dla większości osób może być mało fascynującą lekturą. Dla zarządcy jest jednak swego rodzaju instrukcją dalszego postępowania.

Wnioski z oględzin pozwalają zdecydować, czy potrzebne są naprawy, dodatkowe badania albo konsultacje ze specjalistami. Dzięki temu można reagować, zanim niewielki problem stanie się kosztowną awarią.

– Rolą inżyniera jest zauważyć pierwsze symptomy zagrożeń. Właściwie je ocenić i zaproponować działania zanim pojawi się poważny problem. Naszym celem jest zapobieganie, a nie leczenie skutków zaniedbań – mówi Jarosław Gołuszka, który takie przeglądy wykonuje m.in. na Wawelu, w Sukiennicach, Domu Wita Stwosza, zabytkowych budynkach Uniwersytetu Jagiellońskiego czy krakowskich fortach. Zagląda również do obiektów Muzeum Narodowego, w tym Muzeum Książąt Czartoryskich.

Są też i mniej oczywiste lokalizacje: niedawno swój przegląd przechodziła Smocza Jama. Dla zwiedzających jest przede wszystkim częścią wawelskiej legendy. Dla inżyniera – również miejscem, którego stan trzeba regularnie oceniać.

W zabytku szczególnie ważne jest przy tym, żeby wyniki technicznej analizy umieć przekazać także osobom, które nie posługują się na co dzień językiem inżynierii.

– Równie ważna jest umiejętność przekazywania wyników przeglądu prostym językiem właścicielom, zarządcom, administratorom czy konserwatorom zabytków. Dobry inżynier powinien łączyć wiedzę wielu dziedzin i być partnerem w wypracowywaniu najlepszych rozwiązań – podkreśla Jarosław Gołuszka.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Zawód, w którym trudno się nudzić

Praca przy zabytkach pokazuje przy okazji, jak szerokie może być pole działania inżyniera budownictwa. Jednego dnia trzeba analizować dokumentację i stan konstrukcji, innym razem szukać sposobu na poprowadzenie współczesnej instalacji przez kilkusetletni budynek. Można też znaleźć się na dachu wawelskiej baszty, w podziemiach Rynku albo w dawnej fortecznej konstrukcji.

Praca przy zabytkach uczy także innego rodzaju wrażliwości – na poszanowanie historii i wyczucie tego, co jest cenne. To umiejętność szczególnie przydatna wtedy, gdy podczas prac pojawia się coś, czego wcześniej nie było widać. Na ścianie mogą znajdować się starsze warstwy malarskie, których nie wolno po prostu przykryć. Pod podłogą mogą znajdować się elementy dawnej konstrukcji. 

W pracy przy zabytkowym obiekcie inżynier nie działa sam. Potrzebni są projektanci, wykonawcy, konserwatorzy, kierownik budowy i inni specjaliści. Bezpieczeństwo budynku nigdy nie jest zasługą jednej osoby. Jest efektem współpracy właścicieli, zarządców, administratorów, konserwatorów, projektantów, wykonawców oraz inżynierów wielu specjalności.

Jak dodaje Jarosław Gołuszka, w przypadku zabytków najlepszy efekt jego pracy często jest mało spektakularny.

– W codzienności najlepszym efektem naszej pracy jest to, że pozostaje ona niewidoczna. Gdy budynek jest bezpieczny, mało kto myśli o przeglądach. I właśnie o to chodzi – podsumowuje.