Domagał się rekompensaty za dni z darmową komunikacją miejską

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Mieszkaniec Krakowa wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę dotyczącą zwrotu pieniędzy za dni z bezpłatną komunikacją, ponieważ on sam korzysta z biletu okresowego.

Od końca 2015 roku w Krakowie ogłaszane są dni, kiedy bezpłatnie można korzystać z komunikacji miejskiej. Wiąże się to z przekroczeniami odpowiedniego stężenia zanieczyszczeń w powietrzu. Na początku korzystać z tego udogodnienia mogli jedynie kierowcy i ich potencjalni pasażerowie, później takie prawo zaczęło przysługiwać wszystkim krakowianom.

Szkopuł w tym, że z bezpłatnej komunikacji mogą korzystać jedynie ci, którzy nie mają ważnego biletu okresowego. Niektórzy, tacy jak skarżący, poczuli się poszkodowani tym, że kwota z danego dnia nie jest zwracana lub że automatycznie nie przedłuża się okres ważności biletu o tyle dni, ile w ciągu miesiąca wystąpiły dni z darmową komunikacją.

W kwietniu do prezydenta miasta wpłynął wniosek o zwrot nienależnie pobranej kwoty za użytkowanie Karty Miejskiej 11 listopada i 13 grudnia 2018 roku oraz 21 i 22 stycznia 2019 roku. Wtedy właśnie przekroczone zostały określone poziomy zanieczyszczeń w powietrzu.

Magistrat odpisał mieszkańcowi w maju, tłumacząc, że w uchwałach rady miasta (zarówno ustanawiającej darmowe przejazdy, jak i taryfę biletową) na próżno szukać przepisów, w myśli których można domagać się rekompensaty lub upustu za dni, kiedy obowiązuje bezpłatna komunikacji miejska.

Nie ten sąd

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie odrzucił skargę, twierdząc, że działalność prezydenta miasta w zakresie opłat za przejazdy tramwajami czy autobusami nie ma charakteru działalności administracji publicznej.

– Pasażera oraz wykonującego przewóz łączy cywilnoprawna umowa przewozu i taki też charakter mają prawa i obowiązki stron umowy (przewoźnika i podróżnego) oraz wypływające z nich roszczenia – zauważa WSA. Jeśli więc sprawa będzie miała dalszy ciąg, to w sądzie cywilnym.

comments powered by Disqus