Dzień z życia kontrolera. „Nigdy nie powiem, że widziałem już wszystko”

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Około 30-40 kontroli w ciągu jednej dniówki. Przed rozpoczęciem pracy – badanie alkomatem. Wsiedliśmy do autobusów i tramwajów, by zobaczyć, jak wygląda dzień pracy kontrolera biletów.

Pierwszy krok to przyjazd na ulicę Wileńską. To tam swoją siedzibę ma firma Renoma, która od lutego przejęła od MPK kontrolę biletów. Pracownicy zaczynają od szatni – a przynajmniej ci z nich, którzy jeżdżą po mieście w mundurach.

– Kraków jest pierwszym miastem, w którym pracujemy w jednolitym stroju. To rozwiązanie się sprawdza i – jak wiemy z naszej centrali z Sopotu – spora grupa przewoźników z zainteresowaniem się przygląda lub już zaczyna je wprowadzać – mówi nam Kazimierz Szczesiul, kierownik krakowskiej filii firmy Renoma.

W firmie pracuje łącznie 172 kontrolerów, choć nie wszyscy każdego dnia wyruszają w teren. Działają w systemie zmianowym – tak, by kontrolować pasażerów również w nocnych autobusach czy tramwajach.

– Kontrole nocne różnią się od dziennych. Czasem stężenie alkoholu w powietrzu jest tak duże, że z ogniem lepiej nie wsiadać – żartuje pan Karol, kontroler z kilkuletnim stażem. – Pasażerowie też są inni: jedni po alkoholu reagują agresją, drudzy z kolei są potulni jak baranki – opowiada.

Bloczki na wszelki wypadek

Na Wileńskiej przez całą dobę pracuje dyżurny. To on musi przed wyjściem kontrolera w teren przekazać mu czytnik do biletów, terminal płatniczy i identyfikator. I bloczki papierowe, bo sprzęt lubi się czasem zaciąć – zwłaszcza w upalne dni. Czytnik weryfikuje uczciwość nie tylko pasażerów, ale i samych kontrolerów: kiedy wykryje brak biletu na karcie, nic nie da się już zrobić – trzeba wydrukować „mandat”.

Formalności jest więcej, bo podczas pracy kontrolerzy muszą na bieżąco uzupełniać raport kontroli. – Zapisujemy, gdzie wsiadaliśmy, gdzie wysiadaliśmy, o której godzinie została rozpoczęta kontrola, numer linii, numer boczny pojazdu – wylicza pan Karol. Tam też zapisuje się wszystkie przypadki nałożonej kary. Dowodem prawdziwości raportu są „kontrolki”, czyli karteczki wielkości biletu, które kasuje się przy rozpoczęciu kontroli. Trzeba je dołączyć do raportu pod koniec dnia pracy.

Reakcje są różne

– Wiadomo, że nikt nie lubi gdy się go kontroluje, a tym bardziej, gdy się go zmusza do dokonania dodatkowej opłaty – mówi Kazimierz Szczesiul. Kontrolerzy wiedzą o tym najlepiej, bo każdego dnia spotykają się z różnymi reakcjami. Większość osób po prostu pokazuje bilet, ale część próbuje na różne sposoby uniknąć kary. Jeżdżąc z kontrolerami sami obserwowaliśmy osoby, które w ostatniej chwili wyskakują z tramwaju, widząc mundury Renomy. – To, że ktoś kombinuje, od razu widać – mówią zgodnie pracownicy, z którymi rozmawiamy.

– Można do rana opowiadać o takich sytuacjach, bo jest ich całe mnóstwo. Ja w swojej pracy na pewno nie powiem, że widziałem już wszystko, bo codziennie spotykam nowe historie – mówi kontroler. Nie dalej jak wczoraj czekał na przyjazd policji, bo pasażerka nie chciała podać swoich danych. Policji też ich nie podała, więc została zatrzymana do wyjaśnienia. – Czasem są agresywni i wulgarni, a potem przepraszają i mówią, że ich poniosło – opowiada.

Już prawie 30 tysięcy osób dostało od początku lutego karę za brak biletu lub dokumentu uprawniającego do ulgi. Kontrolerzy z Renomy w każdym miesiącu wykonują około 17 tysięcy kontroli.

comments powered by Disqus