"Kraków powinien zainwestować w błękitną infrastrukturę"

Deszczówka z Tauron Areny zasila zbiornik w parku Lotników fot. Krzysztof Kalinowski/Lovekrakow.pl

Najprawdopodobniej od lipca przyszłego roku wszyscy, którzy odprowadzają deszczówkę i wody roztopowe do miejskiej kanalizacji, będą musieli za to płacić. Skąd taki pomysł i na co pójdą pieniądze, wyjaśnia radny miejski Łukasz Maślona z komisji kształtowania środowiska, która jest autorem projektu uchwały.

Zapowiedź wprowadzenia opłaty wywołała dużo emocji. Powiedzmy raz jeszcze: kto i za co będzie płacił?

Łukasz Maślona, radny klubu Kraków dla Mieszkańców: Zapłacą właściciele domów, biurowców czy galerii handlowych, którzy odprowadzają wody opadowe z dachów budynków do kanalizacji miejskiej. Tę deszczówkę służby miejskie muszą odebrać, więc naszym zdaniem opłata powinna być adekwatna do tej, jaka jest pobierana za zwyczajny odbiór ścieków. Doskonale wiemy, jakim wyzwaniem już za kilka lat będą problemy z suszą i czasowym brakiem wody, dlatego uważamy, że już teraz powinniśmy zacząć uczyć się gromadzić wodę. A tym bardziej nie wylewać jej do ścieków.

Kościół i związki wyznaniowe również będą płacić?

W projekcie uchwały nie proponujemy żadnych zwolnień – prawo powinno być równe wobec wszystkich. Kościół i związki wyznaniowe mogą przecież, tak jak każdy inny właściciel nieruchomości, zbierać deszczówkę. Powiem więcej, takie instytucje jak Kościół, władze miejskie, wojewódzkie, uczelnie i wszelka administracja publiczna powinny świecić dobrym przykładem we wdrażaniu takich proekologicznych rozwiązań.

Jak można uniknąć opłaty i czy miasto ma jakiś program wspierający oszczędzanie wody?

Opłaty będzie można uniknąć w prosty sposób – zbierając deszczówkę. Z dachów domów, garaży, budynków gospodarczych czy parkingów. Gromadząc w zbiornikach, a potem wykorzystując ją do podlewania ogrodów, trawników lub do mycia sprzętów ogrodowych. Zgromadzona woda będzie miała zbawienny wpływ na zieleń w czasie gorących, suchych okresów, bo zamiast płynąć do ścieków zostanie w Krakowie.

Nie tak dawno Rada Miasta Krakowa poprawiła funkcjonujący od kilku lat program wsparcia dla mikroretencji w Krakowie. Zainteresowanie ze strony mieszkańców było tak duże, że zaledwie po kilku dniach wyczerpała się pula 500 000 zł przeznaczonych na wsparcie rozwiązań przechwytywania deszczówki. Staramy się teraz zwiększyć ilość pieniędzy dla mieszkańców. Przypomnijmy, w ramach programu możemy liczyć na dotację do 10 tys. zł.

Na co powinny być przeznaczone pieniądze z tej opłaty i ile to mniej więcej może być pieniędzy w skali roku?

Chcielibyśmy, aby pieniądze pochodzące z tej opłaty w całości były przeznaczane na gospodarkę wodną Krakowa, w tym szczególnie na wsparcie rozwiązań przechwytywania deszczówki tzw. retencji, zarówno w skali mikro, jak i całego miasta. Mowa tu więc zarówno o budowie systemu chroniącego mieszkańców przed skutkami nawałnic i ulewnych deszczy, jak i przed upałami i suszą.

We Wrocławiu powstaje jeden z największych tego typu systemów w Europie, który odprowadza nadmiar wody z ulic podczas ulew. W jego skład wejdą cztery zbiorniki retencyjne o łącznej pojemności 60 tys. metrów sześciennych, przepompownia ścieków oraz sieć rurociągów. W taką „błękitną infrastrukturę” powinien zainwestować także Kraków, a jest ku temu dobra okazja. Nowa perspektywa unijna będzie promować rozwiązania wychodzące naprzeciw katastrofie klimatycznej.

Jednak aby skorzystać z tych pieniędzy, musimy najpierw mieć wkład własny. Szacujemy, że te kilkanaście milionów wpływów z opłaty to akurat mniej więcej tyle, ile musielibyśmy wyłożyć. Jako odpowiedzialni mieszkańcy zadbaliśmy już o czystość krakowskiego powietrza. Teraz powinniśmy zająć się wodą. Dbać o nią i bezmyślnie nie marnować. I nie dać tym samym uschnąć krakowskiej zieleni.

comments powered by Disqus