Krakowska mała Japonia

Dalekie podróże kształcą. Fakt ten znany jest nie od dziś. Jednak nie wszyscy potrafią przekształcić fascynację egzotycznym krajem w sposób na życie. Taką osobą nie jest na pewno Elżbieta Piekarczyk, założycielka Kostiumowej Agencji Artystycznej „Gejsza – art”.

Konrad Bińczyk: Czym jest „Gejsza – art”?

Elżbieta Piekarczyk: „Gejsza – art” jest firmą, która powstała na bazie moich zainteresowań kulturą japońską. Przybywając do Japonii po raz pierwszy, w ramach kontraktu muzycznego, bardzo chciałam odkryć tajniki środowiska gejsz, a ponieważ jest to zjawisko kulturowe, które powoli zamiera, bardzo trudno jest je spotkać. Między innymi ten fakt skłonił mnie do stworzenia w Krakowie szansy, by zapoznawać  Europejczyków z fenomenem gejszy. Tak właśnie powstała Kostiumowa Agencja Artystyczna „Gejsza –  art". Bo tak naprawdę do tej pory Japonia większości osób kojarzy się z sushi, sake i samurajami, a z hasłem „gejsza”, niestety wciąż wiązana jest definicja „pani lekkich obyczajów”. A przecież gejsze są artystkami, długo pracującymi na swoją pozycję w kulturze Japonii.

Pomysł założenia agencji artystycznej zrodził się w Japonii?

W zasadzie pomysł zrodził się w tutaj, w Polsce, po przyjeździe z Japonii, ponieważ zaczęło mi brakować kultury kraju Kwitnącej Wiśni. Ta „stara” Japonia, która podoba mi się najbardziej, już trochę zanika i żeby do niej dotrzeć, trzeba zwiedzać różnego rodzaju skanseny, wyjeżdżać poza aglomeracje, a wiedząc, że nie mam możliwości jeżdżenia do Japonii co chwilę, stwierdziłam, że muszę stworzyć na miejscu w Polsce klimat, który przybliży ludziom tamtejszy świat.

Co sprawiło, że zaczęłaś ilustrować japoński świat poprzez muzykę?

Fakt, że jestem muzykiem. Grałam w Japonii m.in. w kwartecie smyczkowym, dlatego pierwsze, co mi przyszło na myśl, to zacząć aranżować i wykonywać japońską muzykę. Jednak edukacja gejsz nierozerwalnie łączy się z tańcem, śpiewem, ikebaną, origami, sztuką parzenia herbaty... Dlatego też „Gejsza – art” to nie tylko koncerty, ale także działalność edukacyjna i artystyczna, promująca kulturę japońską.

Występujecie we cztery pod pseudonimami: wiosna – HARU, lato – NATSU, jesień – AKI, zima – FUYU?

Tak naprawdę jest nas troszkę więcej. Muszę dysponować składem muzycznym, który w razie koncertu będzie dostępny na daną chwilę, ponieważ nie ukrywajmy, że każda dziewczyna, oprócz działalności w „Gejsza –  art”, czymś się zajmuje. Cały projekt oparty jest na bazie kwartetu smyczkowego. Najpierw postawiłam na aranżacje muzyki japońskiej, dopiero później zaczęłam ściągać japońskie instrumenty. Gejsze grają na tradycyjnych instrumentach, dlatego też postanowiłam, że i my będziemy na nich grać. Jesteśmy w posiadaniu oryginalnych japońskich shamisenów i koto.

Na owych instrumentach uczyłyście się grać same?

Tak, ponieważ w Polsce nie znalazłyśmy nauczyciela. Na szczęście mamy Internet, który był nam pomocny, książki, które opisywały naukę gry oraz swoje muzyczne doświadczenie i umiejętności. Całe życie grałyśmy na instrumentach smyczkowych: skrzypce, altówka, wiolonczela, czyli instrumentach strunowych, więc muszę przyznać, że trochę czasu zajęło nam opanowanie techniki gry na shamisenach. Co ciekawe, zapis nutowy na shamiseny jest kompletnie inny od tego, do którego jako muzycy jesteśmy przyzwyczajeni. Należy także zaznaczyć, że muzyka shamisenów jest specyficzna. Trzeba bardzo lubić kraj Kwitnącej Wiśni, żeby godzinami słuchać tradycyjnej muzyki japońskiej. Dlatego „obok” muzyki, prezentujemy również wiele innych artystycznych działalności związanych z kulturą japońską. Prócz grania koncertów w charakteryzacji à la gejsza, występujemy również w kwartecie smyczkowym, w sukienkach wieczorowych, szytych z tradycyjnych kimon Uchikake, wykonując aranżowane utwory japońskie.

Wszystkie przedmioty, których używacie na scenie zostały sprowadzone z Japonii?

Tak, wszystkie rzeczy oprócz kimon scenicznych, są oryginalne, sprowadzone prosto z Japonii. Każda gejsza powinna mieć inne kimono (i liczne dodatki) odpowiadające danemu miesiącowi. Japończycy przywiązują ogromną wagę do szczegółów, dlatego każde z nich (również nasze), różnią się poszczególnymi motywami.

Jak zatem wasz występ zostałby odebrany w Japonii?

Od Japończyków i tych mieszkających w Krakowie, i od tych ze wschodniego wybrzeża Azji docierają do nas bardzo pochlebne komentarze. Nie jest dla nich problemem, że to, co robimy nie jest doskonałe. Co więcej cieszą się, że interesujemy się i upowszechniamy ich tradycję.

Nie boisz się, że Polaków będzie ciężko „wciągnąć” w japoński świat?

Obserwuję, że coraz więcej ludzi uczy się języka japońskiego, interesuje się japońskimi sztukami walki, tamtejszą kulturą. Społeczna świadomość na temat zwyczajów kraju Kwitnącej Wiśni jest coraz większa. Nikogo na siłę wciągać w ten świat, nie mamy zamiaru. Obserwujemy za to większe zainteresowanie tą kulturą po każdym naszym występie, co bardzo nas cieszy.

Ile podobnych do twojej agencji artystycznej działa na polskim rynku?

Agencji artystycznych jest bardzo dużo, ale na palcach jednej ręki można policzyć te, które zdecydowały się na dotknięcie kultury japońskiej. To co wyróżnia „Gejsza –  art” to fakt, iż staramy się być najbliższe oryginałowi.

Jakie są wasze plany na przyszłość?

Planów mamy wiele. Części nie możemy zdradzić (śmiech). Chcemy na pewno sprowadzić jak najwięcej instrumentów i stworzyć ciekawy zespół muzyczny. Japonia jest tak różnorodna i pełna tego, co mnie fascynuje, że bardzo trudno jest się ściśle ukierunkować. Gejsze tańczą do statycznej, powolnej muzyki, a my, znając zamiłowania Polaków do rozrywkowego charakteru eventów, próbujemy uatrakcyjniać występy interaktywnie. Ciągle poszerzamy swoją ofertę, by każdy mógł w kulturze Japonii znaleźć coś, co go zainteresuje i skłoni do dalszych poszukiwań.

Nie chcemy nikogo nauczać o Japonii. Pojawiają się czasem głosy, że naśladujemy gejsze, udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Zawsze podkreślamy: nie chcemy być gejszami i nigdy nimi nie będziemy, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy Europejkami. Nasze występy mają  zachęcić do poznania japońskiej kultury „w pigułce”. Po studiach kulturowych pozostała mi chęć sprowokowania ludzi do odkrycia czegoś nowego, w tym przypadku – bardziej egzotycznego.

Nie porównujecie się do gejsz i nie chcecie nimi być. Mimo to, możesz powiedzieć, jak zostawało się gejszą i czym taka osoba się zajmowała i skąd wzięło się przeświadczenie, że gejsza to prostytutka?

Temat gejsz to temat rzeka. Czegokolwiek bym tu nie powiedziała nie otrę się nawet o wierzchołek góry lodowej, ponieważ mówiąc o wszystkim naraz dużo rzeczy się spłyca. Gejsza to rodzaj zawodu. Ubodzy rodzice oddawali do domu gejsz swoje córki, aby zapewnić im odpowiedni start. Teraz już rodzice nie wysyłają swoich dzieci do Okiya, natomiast  piętnastoletnia dziewczynka, która jest zafascynowana tym światem, może po prostu zacząć ten etap nauki. Jest to jednak ciężki kawałek chleba. Istnieją dwa główne dzielnice gejsz w Kioto i Tokyo i nie jest już to „funkcja” tak bardzo popularna jak dawniej.

Natomiast sama gejsza to kobieta do „intelektualnego towarzystwa”, wykształcona w japońskim świecie. Dawniej kobiety w Japonii miały za zadanie zajmowanie się ogniskiem domowym, natomiast mężczyźni całe dnie spędzali w pracy. Gejsza miała być trochę taką odskocznią od codziennego życia. Panowie, którzy wychodzili z pracy, idąc na przyjęcie, oprócz tego, że obcowali ze sztuką, tańcem, śpiewem, muzyką w wykonaniu gejsz, mogli również porozmawiać z kobietą, która posiadała wiedzę praktycznie o wszystkim.

Panie do towarzystwa natomiast, w przeszłości zwane były oiran, czy yūjo. Ich ubiór w porównaniu do ubioru gejsz był bardziej strojny. Głównym elementem odróżniającym jest pas „obi”, który kurtyzany wiązały z przodu. Po II wojnie światowej,  prostytutki, z których to usług korzystali żołnierze, wmawiały, że są gejszami. I tak plotka zataczała coraz to szersze kręgi.

Elżbieta Piekarczyk: ukończyła Liceum Muzyczne w klasie skrzypiec, uzyskując zawodowy tytuł  muzyka instrumentalisty. Jest absolwentką UJ, na specjalności animacja społeczno – kulturowa, a jako temat pracy magisterskiej wybrała Gejsze. Celem działalności agencji „Gejsza –  art” jest przybliżenie szerokiemu gronu odbiorców tajników kultury japońskiej oraz ukazanie gejsz w możliwie najbardziej rzeczywistym, zbliżonym do oryginału świetle. Członkinie agencji artystycznej, ucharakteryzowane na gejsze (kostiumy, biały makijaż, atrybuty gejsz), wykonują na shamisenach i instrumentach tradycyjnych muzykę japońską. Prócz działalności koncertowej, proponują również dodatkowe atrakcje, m.in.: prezentacje, prelekcje, pokazy, warsztaty, zabawy interaktywne związane z kulturą i sztuką japońską.

 

Fot. Filip Radwański i "Gejsza - art"

comments powered by Disqus