Spór o Pomnik Grunwaldzki. Nowe bariery czy legalny skate spot [Rozmowa]

fot. Agata Wnuk/LoveKraków.pl

Pomnik Gruwaldzki na placu Matejki został niedawno ogrodzony słupkami połączonymi łańcuchem. W ten sposób miasto chce uniemożliwić jazdę deskorolkarzom i rolkarzom. Ma też w planie dalsze kroki. Naszym rozmówcą jest Łukasz Gawąd, założyciel Skate Culture Foundation – Fundacji Kultury Deskorolki.

O sprawie informowaliśmy w połowie czerwca. Na deskorolkarzy skarżyli się okoliczni mieszkańcy, którzy narzekali na hałas, również w godzinach nocnych, oraz na niszczenie stopni pomnika. Część osób podnosiła też kwestię naruszenia powagi miejsca. Podczas marcowego spotkania z mieszkańcami wiceprezydent Jerzy Muzyk obiecał skuteczne rozwiązanie, które zniechęci deskorolkarzy do wykorzystywania pomnika jako skateparku.

Trzy etapy

Jak informuje nas Michał Pyclik z Zarządu Dróg Miasta Krakowa, plan działania zarządu w tej sprawie obejmuje trzy etapy. Pierwszym są widoczne już na miejscu słupki. Drugim mają być takie zmiany formalne, dzięki którym to miejsce stanie się formalnie placem i będzie mogło mieć wprowadzony regulamin (obecnie z punktu widzenia formalnego jest to droga publiczna). Regulamin znacznie ułatwia podejmowanie interwencji służbom porządkowym. Procedura jest już w trakcie.

Co, jeśli to nie poskutkuje? Urzędnicy biorą pod uwagę wprowadzenie na placu dodatkowych fizycznych utrudnień. – Jeśli okaże się, że regulamin jest wystarczająco skuteczny dla uporządkowania korzystania z placu, to słupki znikną. A jeśli nie, mamy punkt trzeci w postaci barier architektonicznych. Liczymy na to, że takie kroki nie będą już potrzebne, ale bierzemy to pod uwagę. Przymierzaliśmy się np. do płytkiej fontanny, podobnej jak na Małym Rynku, która przełamywałaby powierzchnię i uniemożliwiała jazdę. Ewentualnie inny rodzaj nawierzchni, wstawienie ławek albo przecięcie płyty i umieszczenie tam trawy – wylicza.

ZDMK nie uzgadniał jeszcze tych rozwiązań z konserwatorem zabytków. – Na razie mamy słupki i liczymy, że w pewnym momencie nie będą już potrzebne. Ale mamy w zanadrzu kolejne możliwości. Widziałem przykłady, jak to na świecie jest robione i można to zrobić naprawdę ładnie – stwierdza.

O zdanie zapytaliśmy przedstawiciela środowiska osób uprawiających miejskie sporty.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Ogrodzenie pomnika Grunwaldzkiego słupkami nie spodobało się w środowisku deskorolkarzy. I trudno żeby się spodobało, skoro chodziło wprost o uniemożliwienie jazdy w tym miejscu.

Łukasz Gawąd, założyciel Skate Culture Foundation – Fundacji Kultury Deskorolki: Od razu przerwę – nie tylko w środowisku deskorolkarzy, ale mieszkańców. Pod waszym postem na Facebooku na ten temat pojawiło się może dziesięciu deskorolkarzy, a reszta to postronni ludzie.

A jak Pan ocenia niedawną decyzję zarządu dróg w tej sprawie?

Przede wszystkim szkoda, że urząd nie rozmawia z zainteresowanymi z obydwu stron, tylko z jedną stroną, mieszkańcami tego fragmentu miasta.

Z ich strony pojawiają się trzy główne argumenty: poszanowanie dla powagi miejsca, niszczenie infrastruktury i uciążliwy hałas.

Jeśli chodzi o kwestię „bezczeszczenia” tego miejsca, to moim zdaniem każdemu trzeba pozostawić to do własnej oceny. My jako fundacja zaproponowaliśmy, żeby miasto przeprowadziło jakiś panel dyskusyjny albo lekcję historii dla osób, które uprawiają sporty miejskie, żeby rozumiały, że tutaj jest złożona ziemia z pól bitewnych, na których walczyli polscy żołnierze. Gdyby takie tematy były wyjaśnione, ludziom na pewno byłoby łatwiej zrozumieć, dlaczego nie powinno się z tego w ten sposób korzystać. Pomniki stawia się, żeby upamiętnić naszych bohaterów, ale jeśli pomnik jest zapomniany, nie żyje, to też i pamięć o tych ludziach kompletnie zanika. To, że my tam jesteśmy, nadaje życie tkance miejskiej, zwraca uwagę na to miejsce przechodzących osób.

Ale są też jeszcze te kwestie praktyczne i uciążliwość dla mieszkańców.

Kółka deskorolki czy rolek to materiał z plastiku i gumy, więc one na pewno nie uszkadzają nawierzchni. A sam pomnik ma taką fakturę, że i tak nie da się po tym jeździć. Na tym fragmencie pomnika, który został teraz ogrodzony, ludzie najczęściej tylko siedzą albo opierają się. Moim zdaniem te łańcuchy są bez sensu. A taki sam hałas jak deskorolki generują tam samochody, tramwaje czy wycieczki, które wysiadają w sąsiedztwie.

Mówił Pan, że tę sprawę można było rozwiązać inaczej i że wysuwali państwo jakieś propozycje w tej sprawie. Jakie to propozycje?

Zaproponowaliśmy po pierwsze ten wspomniany panel dyskusyjny, żeby uświadomić społeczność, która tam przychodzi jeździć, o znaczeniu tego miejsca. Zaproponowaliśmy też, żeby plac Matejki stał się tzw. legalnym spotem. Przykładem jest plac Grzybowski w Warszawie, który również jest obok bardzo ważnego kościoła. Wtedy mogłyby tu obowiązywać faktycznie jakieś zasady i regulamin, który np. określa dni i godziny, w których można korzystać z tego miejsca. Żeby iść na kompromis z mieszkańcami, którzy tam mieszkają.

Z tego, co słyszymy, regulamin ma zostać wprowadzony, pytanie jakie dokładnie będą jego zapisy. Podnoszą też państwo argument, że w sąsiedztwie nie ma innego miejsca do jazdy.

Warto na to zwrócić uwagę, że w centrum Krakowa, gdzie jest bardzo wiele szkół, gdzie koncentruje się cały ruch, nie ma ani skateparku, ani skweru, który jest przystosowany do jazdy. Czemu osoby jeżdżą na placu Matejki? Bo jest to jeden z niewielu placów, który posiada fajną gładką nawierzchnię, która pozwala przyjemnie pojeździć. Taką funkcję pełni też plac przed Muzeum Narodowym i plac Wielkiej Armii Napoleona. Gdyby takich miejsc było więcej, w których młodzi ludzie mogliby jeździć, ale w przestrzeni miasta, a nie zamknięci w skateparku, to jestem przekonany, że problem byłby mniejszy.

Czego się Pan teraz spodziewa, jeśli chodzi o spór wokół placu Matejki?

Chciałbym zaznaczyć, że deskorolkowcy jeżdżą tam co najmniej od 20 lat. A równocześnie cała dalsza część placu jest oblegana przez osoby bezdomne, ludzie zażywają tam narkotyki, piją alkohol, biją się i z tym najwyraźniej nie ma tam problemu, a jest problem z młodymi ludźmi, którzy uprawiają własną pasję. Ja tu czegoś nie rozumiem.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Stare Miasto
comments powered by Disqus