Aeroklub zatrudnił ludzi do zbierania głosów w Budżecie Obywatelskim

fot. pixabay.com

1000 złotych za zebranie 215 głosów. Taką ofertę zamieścili dwa tygodnie temu w internecie pomysłodawcy projektu „Skrzydła Krakowa”. We wtorek urzędnicy ogłosili, że właśnie ten projekt zdobył pierwsze miejsce. Wokół zwycięzcy narastają kontrowersje.

Projekt „Skrzydła Krakowa”, który zakłada zakup trzech szybowców i organizację lotów szkoleniowych i widokowych, wygrał tegoroczne głosowanie na projekty ogólnomiejskie. Zdobył 13619 punktów – co nie znaczy, że tyle osób na niego zagłosowało, bo można było przyznawać projektom 1, 2 lub 3 punkty. Kolejny projekt, park w Czyżynach, uzyskał ich o prawie dwa tysiące mniej.

Wyniki wzbudziły spore zainteresowanie. Pojawiły się głosy, że tego rodzaju projekt nie powinien przejść weryfikacji, ponieważ nie spełnia warunku ogólnodostępności. Skorzysta z niego 230 osób – 30 przejdzie szkolenie, a 200 będzie mogło wziąć udział w locie widokowym. Zdaniem aktywisty miejskiego Adama Łaczka, w praktyce miasto zasponsoruje Aeroklubowi Krakowskiemu nowy sprzęt. – Jak to jest, że jak Kowalski zadeklaruje że plac zabaw z budżetu obywatelskiego na jego działce będzie ogólnodostępny, to mu ten projekt odrzucą, ale areoklubowi wierzy się na słowo? – pyta Łaczek.

10 tysięcy na ankieterów

Okazuje się, że projektodawcy wydali sporo pieniędzy na promocję swojego projektu. W internecie widnieje zamieszczone w pierwszych dniach głosowania ogłoszenie, w którym poszukiwanych jest dziesięciu „ankieterów”. Każdy z nich miał mieć własny laptop lub tablet. Jeśli zebrał 215 głosów, zarabiał 1000 złotych.

Zadzwoniliśmy pod numer podany w ogłoszeniu. Rozmówczyni potwierdziła, że taka usługa była świadczona, ale po komentarz odesłała do zarządu aeroklubu, ponieważ sama jest tylko pracownikiem firmy-podwykonawcy. Pod podanymi numerami nie udało nam się jednak skontaktować. Aeroklub na Facebooku zastrzega, że szybowce staną się własnością miasta. Podkreśla też, że sam nie zatrudniał "ankieterów". – Aeroklub Krakowski nie płacił nikomu za zbieranie głosów, zaangażowane osoby to członkowie AK, którym serdecznie dziękujemy – czytamy na profilu klubu.

Każdy może promować według uznania

Mateusz Płoskonka, Zastępca Dyrektora Wydziału Spraw Społecznych UMK stwierdza, że regulamin Budżetu Obywatelskiego nie precyzuje, w jaki sposób można promować projekty, a w jaki nie. Niedozwolone byłoby oczywiście płacenie za głosy, ale nie zatrudnianie osób które zachęcają do głosowania. – To do projektodawcy należy inwencja jeśli chodzi o zbieranie głosów. Nie kontrolujemy tego i nie mamy do tego narzędzi. Każdy mieszkaniec może promować swoje projekty według swojego uznania i środkami, którymi dysponuje – komentuje Płoskonka.

Zdaniem Łaczka to sytuacja niedopuszczalna, ponieważ daje lepszą pozycję tym projektodawcom, którzy mogą wydać duże kwoty na promocję. – W sumie fajna inwestycja: za 10 000 zł masz samoloty warte 1 375 000 zł. Zysk 13750%. Nazwałbym to zyskiem lichwiarskim – komentuje. Zwraca też uwagę, że podczas promocji „Skrzydeł Krakowa” mówiło się głównie o szkoleniach i lotach, które łącznie kosztują tylko niecałe 166 tysięcy złotych. To samoloty były głównym kosztem projektu, a wymieniane są na końcu. „Bezpłatne szkolenia szybowcowe oraz bezpłatne loty widokowe dla mieszkańców miasta Krakowa w celu propagowania wiedzy o lotnictwie” – tak brzmiało rozwinięcie tytułu projektu.

– Dziwnym trafem sukces w ogólnomiejskim budżecie obywatelskim osiągają w dużej mierze projekty przygotowane przez radnych, szkoły, partyjne młodzieżówki, różne stowarzyszenia i organizacje (jak aeroklub). Wygrywają, bo mają pieniądze na kampanie promocyjne – argumentuje Łaczek i proponuje całkowitą rezygnację z budżetu ogólnomiejskiego na rzecz dzielnicowych.

comments powered by Disqus