Dom latających noży

Więzienie, zdjęcie przykładowe fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

11 lat w więzieniu – to cena, którą Agata S. może zapłacić za toksyczny związek z Józefem J. Ich patologiczna relacja polegała na alkoholu, ciągłych kłótniach i powrotach do siebie. Gdy słowa nie wystarczały, oboje chwytali za noże. Kobieta zrobiła to po raz ostatni i ostrym cięciem zakończyła znajomość z J., pozbawiając go przy okazji życia.

Kobieciarz

Józef J. przed poznaniem swojego przeznaczenia miał inną partnerkę. Kilka lat był z Niną H. Razem wychowywali syna. Ten związek nie był szczęśliwy. W domu panował alkohol i agresja. Nie raz przyjeżdżała policja, którą wzywała Nina, ale również Józef, a i nierzadko sąsiedzi.

38-letnią wówczas Agatę S. poznał w sierpniu 2015 roku. Być może myślał, że z nią będzie szczęśliwy. Kobieta, która była kasjerką w jednym ze sklepów, zaczęła pomieszkiwać u niego. A wciąż w tym samym miejscu mieszkała Nina i jej syn. W końcu nie wytrzymali tego i wynieśli się od Józefa J. w marcu 2016 roku.

Mężczyzna wyzionie ducha na podłodze swojego mieszkania pół roku później.

Związek na ostrzu noża

Z tego, co udało się ustalić sądowi, związek ten nie był przykładowy. Zwłaszcza, gdy otwierana była wódka i odskakiwał kolejny kapsel od piwa. Prawdopodobieństwo awantury zwiększało się wraz z promilami we krwi kochanków. Wówczas krzyczeli na siebie, dochodziło do aktów przemocy, Agata S. wychodziła z domu i jechała do swoich rodziców. Józek prosił i przepraszał. Gdy opuściła go na dłużej, wysyłał jej sms-y. Na przemian wyznawał miłość i groził. Agata S. miała psa. Stwierdził, że zrobi mu krzywdę. Mimo wszystko, zawsze wracała.

Nawet wtedy, gdy w czerwcu 2016 roku podczas jednej z kłótni dźgnął ją dwa razy w udo i biodro. Agata S. nie pozostała dłużna i wbiła mu ostrze w brzuch. Sama udała się do szpitala, gdzie zszyto jej rany. Mężczyzna jakoś sobie poradził bez pomocy lekarskiej. Później nóż miał być stałym elementem ich kłótni.

Ta ostatnia noc

Niedziela, 4 września. Ona sprząta mieszkanie, on przyrządza galaretę. W mieszkaniu jest również matka Józefa, cierpiąca częściowo na demencję.

W czasie pichcenia on wychylił pół litra wódki, Agata S. – pięć piw. Mężczyzna wpadł na pomysł, aby w poniedziałek iść na grzyby z ojcem Agaty. Józef S. postanowił odwiedzić swego nieformalnego zięcia i córkę u nich w domu.

Na tę okazję kupiono drugą półlitrówkę. Zniknęła przy kolacji. Już wtedy, wkrótce martwy mężczyzna, zachowywał się agresywnie. Jednak uspokoił się i wszyscy zgodnie poszli po następną flaszkę, tym razem większą.

Około 21 stało się nieuniknione. Pod wpływem alkoholu zaczęła się awantura. Józef J. wyklinał Agatę S., kazał jej wypi… z mieszkania. W pewnym momencie chwycił ją za włosy i przeciągnął przez pokój. Później ją skopał. Ojciec Agaty na początku był spokojny. Jednak nie wytrzymał i dwukrotnie uderzył swego imiennika w twarz pięścią. To podziałało. Rozjuszony mężczyzna uspokoił się.

Kobieta jednak poszła do kuchni. Sąd ustalił, że wzięła stamtąd sześć noży i zaczęła nimi rzucać w kierunku konkubenta. – Oskarżona jednym z noży zraniła Józefa J. w głowę i w twarz, zadała mu cios nożem w lewe ramię, a także silny cios w klatkę piersiową – stwierdził sąd.

Agata S. wyciągnęła nóż z ciała i rzuciła do ojca, że wychodzą. Zamówiła taksówkę i przebrała się. Na miejscu zostawiła zakrwawiony biustonosz i koszulkę. Wzięła psa i wyszła z mieszkania. Zegar pokazywał kilka minut do godziny 21:30.

Matka Józefa J. poszła do sąsiadów po pomoc. O 21:32 jeden z nich zadzwonił po pogotowie. Józef J. stracił wówczas przytomność. 12 minut później pojawili się ratownicy. Mimo prób pomocy i przewiezienia ofiary do szpitala, lekarz stwierdził zgon kilkanaście minut przed północą. W krwi miał 2,5 promila alkoholu.

Agata S. i jej ojciec zostali zatrzymani tej samej nocy. Ukrywali się na balkonie swojego mieszkania.

Była zbrodnia, jest kara

Sąd dokładnie zapoznał się z historią kobiety. Jej kartoteka rozpoczyna się, gdy ma 14 lat. Dwa lata później trafia do zakładu dla nieletnich za pobicie mężczyzny. W wieku 17 lat rodzi syna. Opinia biegłych jest jednoznaczna: Agata S. jest uzależniona od alkoholu, pije codziennie, później jest agresywna i konfliktowa. Z jej dokumentacji medycznej wynika, że mogła nie raz być w takich patologicznych związkach jak ten z Józefem J.

Przed sądem opowiedziała wszystko o swoim ostatnim mężczyźnie. Stwierdziła, że nie chciała zabić. Wraz ze swoim obrońcą, Maciejem Burdą, przekonywała sąd, że była to obrona konieczna, a nie wyrachowane zabójstwo czy odwet za to, jak potraktował ją 51-latek.

Sąd nie uwierzył i wydał wyrok 11 lat pozbawienia wolności, choć prokurator chciał 13. Zdaniem sądu, zachowanie Agaty S. było odwetem za wcześniejsze „karygodne zachowanie pokrzywdzonego”. – Miała świadomość, że cios nożem w lewą stronę klatki piersiowej może spowodować śmierć. Nie chciała, aby ona nastąpiła, ale zarazem nie chciała, aby nie nastąpiła – uzasadniał sąd i dodał, że los Józefa S. był jej obojętny, ponieważ zostawiła go bez wezwania pomocy.

Dolna granica

Mecenas Maciej Burda podkreśla, że kara jest bardzo surowa, zważywszy na okoliczności zdarzenia. I będzie chciał przekonać Sąd Apelacyjny do obniżenia wyroku do maksymalnie 8 lat pozbawienia wolności. Burda utrzymuje, że Agata S. nie chciała zabić oraz że nie działała z zamiarem odwetu.

Adwokat podkreśla, że pomieszczenie, w którym dział się dramat, było małe. Nie było czasu na głębsze przemyślenia. – Agata S. nie miała więc czasu, by stwierdzić, że oto napastnik jest już poskromiony, a teraz ona, w odwecie, wymierzy sprawiedliwość przy pomocy noży – stwierdza Maciej Burda.

– Jedynym impulsem działania oskarżonej był fakt jej fizycznego zdominowania przez Józefa J., przejawiającego się w powaleniu na ziemię i kopaniu – dodaje. Poza tym, jak podkreśla mecenas, „lęk ofiary i agresja napastnika nie znikają w ciągu sekundy, nawet gdy następuje krótki interwał, w którym ciosy nie są zadawane”.

Działania kobiety miały być obroną, a nie atakiem. Zwłaszcza że już wcześniej kobieta w podobny sposób broniła się przed atakiem mężczyzny. – Zadanie ciosu w brzuch powstrzymało go przed zadawaniem jej uderzeń, a zatem krytycznego dnia podejmowała akcję obronną w obliczu wcześniejszego doświadczenia, które chociażby z uwagi na tuszę napastnika nie skończyło się nawet interwencją lekarską – pisze w apelacji Burda.

Sąd zajmie się tą sprawą najwcześniej we wrześniu.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Nowa Huta
comments powered by Disqus