Rewolucyjne zmiany w tramwaju wodnym. Nowe łodzie, częste kursy i zwykły bilet

Kursowanie tramwaju wodnego ma wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl, Archiwum

Tramwaj wodny dla mieszkańców, a nie dla turystów? Organizację regularnych, częstych kursów po Wiśle rozważa Zarząd Zieleni Miejskiej. Założenie jest takie, by w ten sposób uzupełnić ofertę komunikacji miejskiej i by obowiązywały tam takie same bilety jak w autobusach czy tramwajach.

Propozycje, by tramwaj wodny przestał być wolną i drogą atrakcją turystyczną, a za to mógł służyć do sprawnego przemieszczania się po mieście, pojawiały się już wcześniej. Teraz jednak dopiero urzędnicy zaczęli to bardziej wnikliwie analizować – po tym, jak obsługę tramwaju wodnego przejął od Zarządu Infrastruktury Sportowej Zarząd Zieleni Miejskiej.

Temat pojawił się przy okazji gorących dyskusji na temat zakupu przez ZZM łodzi, która miałaby pomóc m.in. w obsłudze tramwaju wodnego. Urzędnicy spotkali się z dużą krytyką po tym, jak okazało się, że wydali na taki cel 200 tysięcy złotych. Dyrektor ZZM Piotr Kempf tłumaczył m.in., że to bardziej korzystne rozwiązanie niż zamawianie drogich zewnętrznych usług i zapewniał, że nawet przy pesymistycznych założeniach zakup zwróci się po trzech latach. A łódź przydałaby się też w innych celach, bo ZZM ma pod opieką zbiorniki wodne, np. Zakrzówek czy Bagry.

Z Dąbia na Salwator

Okazuje się, że plany ZZM dotyczące tramwaju obejmują coś więcej niż usługę, którą krakowianie znają z ostatnich lat funkcjonowania. A w zasadzie – nie znają, bo to oferta przygotowana zdecydowanie pod kątem turystów – z kilkunastoosobowymi łodziami i stacjami zlokalizowanymi w pobliżu atrakcji turystycznych.

Tymczasem urzędnicy zakładają, by tramwaj wodny kursował co 8–12 minut, zabierał na pokład ok. 50–60 osób i pozwalał na szybkie przemieszczenie się np. z Podgórza na Salwator. By utrzymać taką częstotliwość, potrzebnych byłoby sześć jednostek, a trasa musiałaby się kończyć na Salwatorze. Do Tyńca, z racji większej odległości, mogłaby – już rzadziej – kursować osobna linia.

Badają rynek

Całe to zamierzenie byłoby możliwe tylko wówczas, gdyby udało się pozyskać duże unijne dofinansowanie, bo na to, by tak wysokie kwoty znalazły się w budżecie miasta, szans nie ma. Każda z tych łodzi kosztowałaby nie 200 tys. zł, a ok. miliona do półtora miliona euro, w zależności od wybranej wersji. ZZM zastanawiał się pomiędzy jednostką hybrydową (spalinowo-elektryczną) lub całkowicie elektryczną, ale ta druga byłaby droższa i wymagała droższej infrastruktury. Urzędnicy jednostki badają rynek i odbywali już spotkania z producentami. Były też przymiarki dotyczące wynajęcia jednostek z zewnątrz, ale problemem okazały się wysokie ceny i brak stosownych łodzi.

Niezależnie od wersji, konieczne byłoby też wybudowanie odpowiedniego zaplecza technicznego do serwisowania i bieżącego utrzymania jednostek. To kolejna bariera do pokonania przy realizacji.

Najpierw Dębniki-Salwator

Dlatego o ewentualnym uruchomieniu tramwaju wodnego w takiej formie i skali można mówić dopiero w perspektywie kilku lat. Najpierw trzeba uzyskać dofinansowanie. – Wstępnie rozmawialiśmy z prezydentem i wiceprezydentem Muzykiem, że w drugiej połowie roku, jeśli pojawią się oszczędności, zaczniemy składać wnioski – mówi nam dyrektor Piotr Kempf. – Miasto już korzystało przy zakupie autobusów czy tramwajów i chcielibyśmy pójść podobnym tropem – dodaje.

Ale jest też szansa, że pierwsze zmiany pojawią się wcześniej. W mniejszej skali taki wodny tramwaj mógłby bowiem kursować w poprzek rzeki i obsługiwać połączenie pomiędzy Salwatorem a Dębnikami. To reakcja na brak postępów w sprawie budowy kładki pieszo-rowerowej w tym miejscu i zamieszanie wokół zgody służb konserwatorskich na tę inwestycję.

– Te połączenia też są dla nas interesujące. Więc być może to będzie pierwszy etap, że co pięć czy dziesięć minut będzie przepływał prom na drugą stronę Wisły. Wydaje się, że to byłoby możliwe już od przyszłego roku – zapowiada dyrektor Kempf.

ZTP: tak, ale dla mieszkańców

Co na to wszystko urzędnicy odpowiedzialni za transport publiczny w mieście? – Jesteśmy gotowi do współpracy, żeby to się odbywało w ramach transportu publicznego w mieście. Na relacji, która jest atrakcyjna z punktu widzenia mieszkańców, a nie turystów – mówi Łukasz Franek, dyrektor Zarządu Transportu Publicznego.

– Na pewno prom pomiędzy Dębnikami a Salwatorem byłby atrakcyjny. Ale wszystko będzie tu zależeć od realiów budżetowych – komentuje.

Połączenie uruchamiałby ZZM, a ZTP byłby odpowiedzialny za kwestie związane z honorowaniem biletów komunikacji miejskiej. – Od strony technicznej to nie jest problem – mówi dyrektor Franek.

Zwraca uwagę, że stacje powinny się znajdować nie przy atrakcjach turystycznych, a np. w pobliżu przystanków autobusowych. Tak, by możliwa była szybka przesiadka.

comments powered by Disqus