Kayah: Muzykę z tego albumu niektórzy mają w swoim DNA

Wyzwaniem było porozumienie z Goranem. Zawodowo się uzupełnialiśmy, ale nie powiem, żeby wtedy była między nami chemia. Dojrzeliśmy do wzajemnego szacunku. Do wspierania się na scenie bez cienia konkurencji – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Kayah. Już 24 października Kayah i Bregović wystąpią w Tauron Arenie Kraków podczas jubileuszowego koncertu.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Kayah i Goran Bregović. Ten powrót po tylu latach był naprawdę niespodziewany.

Kayah: Miło mi. My też chyba daliśmy ponieść się chwili.

Jak to się stało, że po tylu latach postanowili Państwo wyruszyć we wspólną trasę?

Goran 4 lata temu grał koncert w Warszawie i zaprosił mnie jako gościa. Kiedy weszłam na scenę, byliśmy świadkami masowej histerii. Zrozumieliśmy, jak ważna to płyta dla wszystkich i jak wspaniałe chwile możemy wszyscy przeżywać, wykonując wspólnie nasze piosenki. To prawdziwe święto muzyki.

Dla Pani to powrót do korzeni czy też otwarcie tego muzycznego etapu na nowo?

Raczej sentymentalna podróż, ale jednocześnie zupełnie nowe doświadczenie. Do tej pory nie spotkałam się na swoich koncertach z wielotysięcznym, wielopokoleniowym tłumem, śpiewającym moje piosenki, słowo w słowo, od początku do końca.


Bałkański folklor, pop, muzyka cygańska, góralska, biesiadne śpiewy… Jak dziś odnajduje się Pani w takiej mieszance?

Jak ryba w wodzie. Eklektyzm, wielokulturowość, mieszanie styli. To wszystko jest cudowne!

Album aż kipiał od różnych emocji – był i energetyczny, i nostalgiczny. Zdobył serca publiczności i krytyków. W tym roku obchodzi swoje 20-letnie urodziny. Czym uwodzi słuchaczy dziś?

Przypuszczam, że jest to ogromny sentyment. Wiele wydarzało się w życiu ludzi przy dźwiękach z tej płyty. Pewnie złego i dobrego… Do tego dobrego się tęskni, budzą się wspomnienia, to balsam dla duszy. Zaskakują mnie pod sceną ludzie, którzy ewidentnie są młodsi niż sama płyta, co zatem ich przy niej zatrzymało… nie mam pojęcia.

W końcu album został wydany w 1999 roku!

Jest w tej muzyce i tekstach jakaś prawda, na tyle uniwersalna, że trafia do ludzi. W każdym wieku. To wszystko, o czym mówiłam wcześniej. Ogromny sentyment. Niektórzy, Ci najmłodsi mówili mi, że tę muzykę mają w swoim DNA (śmiech).

Czy ta płyta przewróciła Pani życie do góry nogami?

Owszem. Choć miałam na koncie duży sukces z płytami „Kamień” i „Zebra”, to jednak ogrom sukcesu i masowej histerii przy naszej wspólnej płycie mnie przerósł. Zdecydowanie przybliżyło to moją twórczość w kręgach do tej pory mi obcych. Zaczęto odbierać mi prawo do prywatności, stałam się własnością mediów i wcale mi to nie pasowało. Płytę nagrywałam, kiedy mój syn miał 2 miesiące życia, tak więc wszelkie prace związane z promocją itd. zbiegły się z bardzo wymagającym dla młodej matki okresem. Ale czułam, że przychodzi duży przełom. I w postrzeganiu mnie, i w mojej sytuacji na rynku muzycznym w Polsce, i w kwestiach finansowych, więc dostałam wiatru w żagle i zainwestowałam w dom z ogrodem. Miałam wiele szczęścia.

Skoro już mówimy o wyzwaniach i zmianach… Co dla Pani było największym wyzwaniem, jeśli chodzi o udział w projekcie z Bregovićiem? Jak  było dawniej, jak wygląda to dziś?

Wyzwaniem było porozumienie z Goranem. Zawodowo się uzupełnialiśmy, ale nie powiem, żeby wtedy była między nami chemia. Dziś jest fajnie. Oboje dojrzeliśmy do ogromnego wzajemnego szacunku. Do wspierania się na scenie bez cienia konkurencji. Wciąż nie jest łatwy we współpracy. Ale ma do tego prawo. Sam o sobie mówi, że jest już stary i zmęczony. Stary to kwestia umowna, zmęczony na pewno. Mam dziś o wiele więcej wyrozumiałości i cierpliwości dla niego.

Jest Pani autorką wszystkich tekstów na płycie. Który był i jest najbliższy? A może dopiero po latach pewne teksty nabrały głębszego znaczenia?

Zdarza się, że przy „Jeśli Bóg istnieje” na koncercie mam mega ciary. To tragiczny tekst, z którym się utożsamiam. Ale zawsze aktualny przekaz znajduję w „Trudno kochać”. Kocham tę piosenkę.

Który z utworów najbardziej lubi Pani wykonywać na żywo?

Z Goranem, na naszych wspaniałych koncertach z niecierpliwością czekam na „Caje Sukarije” i – co dość dziwne – na „Prawy do lewego”. Mogę się w nich wyżyć na bębnach, bo gram z całych sił.

Nie planują Państwo ponownie połączyć muzycznych sił?

Fajnie by było, ale jak mówiłam Goran uważa się za starego i zmęczonego człowieka. Trudno mi namówić go nawet na przygotowanie „Dawaj w długą” do zagrania w Krakowie, a przecież ta piosenka powstała na nasze 20-lecie. Muszę brać oczywiście pod uwagę, że Goran jest cały czas w podróży, niemniej zrobię wszystko, by jeśli nie jego, to namówić całą resztę.

comments powered by Disqus