Krakowski minister odchodzi z rządu. Spał w śpiworze

Krzysztof Mazur fot. Krzysztof Kalinowski

Krzysztof Mazur, wiceminister rozwoju poinformował we wtorek, że zrezygnował ze stanowiska. – Przyszedłem tu, by pracować z Jadwigą Emilewicz. Wraz z nią postanowiłem odejść – stwierdził.

We wpisie na Facebooku podkreśla, że wraz z rozpoczęciem pracy w resorcie jego życie zmieniło się diametralnie. Opisuje, jak w ministerstwie wyglądała walka ze skutkami gospodarczymi epidemii.

– Symbolem tamtych dni będą dla mnie karimaty i śpiwory. Współczesna wersja styropianu z czasów “Solidarności”. Większość pracowników szybko oddelegowaliśmy na pracę zdalną. W budynku w trybie 24/7 pracowała jednak grupa odpowiedzialna za kluczowe procesy. Stres, adrenalina, noc zlewająca się z dniem, pudełka po pizzy, niekończące się telekonferencje z kolejnymi branżami, którym świat właśnie zawalił się na głowę, głupawka o 4 nad ranem, “nie będzie zwolnienia z ZUS-u na trzy miesiące”, “rośnie liczba zakażonych”, łzy pań z branży beauty, rządowy sztab kryzysowy, “jednak będą zwolnienia z ZUS-u, ale tylko dla najmniejszych”, puszki po red bullach, art. 15zzzzzo, “zwolnienia z ZUS-u jednak dla wszystkich”, “szwaczki chcą produkować maseczki”, “rośnie liczba zgonów”, “czy Pan Minister może powiedzieć naszym widzom, kiedy skończy się pandemia?”. Pamiętam taki dzień pod koniec czerwca, gdy wyszliśmy na dziedziniec ministerstwa. Świeciło słońce. “Patrz, zaczęło się już lato. A my przegapiliśmy wiosnę” – pisze. 

Strona w tydzień od zera

Dalej stwierdza, że pracował przy powstawanie instrumentów w ramach tarcz antykryzysowych i finansowych. – Nadzorowałem w tym czasie międzyresortowy zespół, który w tydzień postawił od zera serwis internetowy integrujący wszystkie wnioski aplikacyjne. Bez przetargów za miliony monet, zewnętrznych firm doradczych, własnymi siłami administracji. Nasze covidowe “a jednak się da!”. Jeśli szybkie uruchomienie Tarcz miało na celu zahamowanie wzrostu bezrobocia, to możemy być dumni, że mamy w Polsce drugie najniższe bezrobocie w UE – zaznacza.

– Jeśli szybkie uruchomienie Tarcz miało na celu pomóc firmom przetrwać najtrudniejszy czas, to możemy być dumni, że dziś mamy niemal V-kształtne odbicie w produkcji. To duży sukces przedsiębiorców i pracowników. To także istotny kapitał zaufania do państwa. W zeszłym tygodniu właściciel firmy z Pomorza powiedział mi, że w kryzysie po raz pierwszy poczuł, że może autentycznie liczyć na państwo. “Nie zostawiliście nas samych”. Jeśli nasza praca w trybie 24/7 przyniosła podobny efekt u innych, to znaczy, że było warto – dodaje.

– Przychodząc do Ministerstwa Rozwoju nie zdawałem sobie do końca sprawy, że to poniekąd ministerstwo (Gospodarczych) Spraw Zagranicznych. Liczba spotkań międzynarodowych, interwencji w sprawie polskich firm zagranicą, promocji polskich produktów, spotkań z zagranicznymi inwestorami czy rozmów z Komisją Europejską jest gigantyczna – wyjaśnia.

Emilewicz poróżniła się z Gowinem

– Nie jest tajemnicą, że Jadwiga Emilewicz poróżniła się z Jarosławem Gowinem na tle wyborów prezydenckich. Nie spotkałem jeszcze rzetelnej i głębokiej analizy tamtych dni. Czekają one na swojego prof. Antoniego Dudka. Z mojej perspektywy - a jest ona siłą rzeczy perspektywą subiektywną - powiem tyle: nie byłoby porozumienia “dwóch Jarosławów” oraz przeniesienia wyborów na 28 czerwca bez ogromnego zaangażowania Jadwigi. To ona wzięła potem polityczną odpowiedzialność za przedstawienie, w uzgodnieniu z Prawem i Sprawiedliwością, propozycji nowelizacji ustawy wyborczej. Ta historia ma happy end dla Polski: wybory prezydenckie w czasie pandemii zostały przeprowadzone w taki sposób, że dziś nikt nie delegitymizuje wyboru Prezydenta Andrzeja Dudy. Dla Jadwigi to zaangażowanie skończyło się zgoła inaczej: trwale poróżniła się z liderem swojej partii, co pociągnęło za sobą jej odejściem z Porozumienia w ostatnią sobotę. I ja odszedłem razem z nią – pisze Krzysztof Mazur.

comments powered by Disqus