Prof. Aleksander Hall: Donalda Tuska czeka niełatwe zadanie [Rozmowa]

Prof. Aleksander Hall fot. Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania
Donalda Tuska czeka niełatwe zadanie, ale widać, że orientuje się na centrową formację, bez odcinania się od zerkania na prawo - mówi w rozmowie z LoveKraków.pl prof. Aleksander Hall, autor książki "Anatomia władzy i nowa prawica", profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: W Polsce nie ma prawicy?

Prof. Aleksander Hall: W Polsce ani w wielu innych krajach nie ma jednej prawicy. Pewne jest, że w Polsce na prawicy dominuje Prawo i Sprawiedliwość. To ugrupowanie przyznaje się do swojej prawicowości, o czym może świadczyć nawet nazwa rządu – Zjednoczona Prawica. W żaden sposób nie kwestionuję, że są prawicą, ale w okresie swoich rządów przynieśli naszemu państwu więcej złego niż dobrego: wystawili na niebezpieczeństwo naszą spoistość jako narodu i wprowadzili nas w poważne międzynarodowe tarapaty, redukując możliwość oddziaływania na europejską politykę. Teraz dodatkowo widzimy pasywa ich polityki ekonomicznej. Istnieje potrzeba na inną prawicę: propaństwową, która będzie próbowała odbudować wspólnotę narodową, wyrazistą ideowo, ale traktującą obywateli z szacunkiem, jako uczestników tej samej wspólnoty.

Stwierdził Pan, że potrzebna jest inna prawica. Jednak do jej zbudowania potrzebni są ludzie. Kto powinien tworzyć taką formacje?

Ludzi o takich poglądach jest wielu i to w różnych pokoleniach, np. wśród niepartyjnych samorządowców. Niewątpliwie jest miejsce dla takich osób – są już na przykład w Koalicji Polskiej. Jednak to konserwatywne środowisko wymaga lepszego zorganizowania i przyciągnięcia do siebie nowych ludzi. Na pewno ludzi o prawicowych poglądach można znaleźć w Porozumieniu Jarosława Gowina. Podobnie myślący ludzie są jeszcze dalej z Platformie Obywatelskiej, ale mają w niej coraz mniej do powiedzenia, bo ta partia przez ostatnie kilkanaście lat redukowała swoje konserwatywne skrzydło. Prawicową cząstkę znajdziemy także w ugrupowaniu Szymona Hołowni, choć lider wyraźnie dystansuje się i nie chce być definiowany w kategoriach centrum, prawicy czy lewicy. Mamy do czynienia również z ciekawymi ośrodkami intelektualnymi, takimi jak Nowa Konfederacja czy przynajmniej część działaczy Klubu Jagiellońskiego, w którym również znajdują się zwolennicy obecnej władzy. Jednak wśród tych klubowiczów jest coraz więcej sceptycyzmu w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości oraz jego metod.

To na czym polega problem, jak są prawicowi politycy?

Propaństwowa prawica, która kiedyś zajmowała silne miejsce na polskiej scenie politycznej, żeby przypomnieć czasy rządu Jerzego Buzka, jest dziś mocno rozproszona.

Platforma Obywatelska nie była taką silną prawicą?

Centroprawicą. Na początku tworzenia tej formacji wprost padały zapewnienia o konserwatywno-liberalnym programie. Dużą część Platformy tworzyły osoby pochodzące ze Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego: Jan Maria Rokita czy Bronisław Komorowski. Po 10 latach istnienia partii, ugrupowanie zaczęło przesuwać się na lewo.

Dlaczego PO postanowiła iść na lewo?

Zadziałała logika starcia z Prawem i Sprawiedliwością. Jak popatrzymy na polską scenę polityczną w okresie od 1989 do 2005 roku, to przy wszystkich wewnętrznych walkach, które pojawiały się w obozie wywodzącym się z Solidarności – istniał umowny podział na prawicę oraz lewice mającą rodowód w PZPR. Po 2005 roku główny podział zaczął istnieć pomiędzy PiS-em i siłami antypisowskimi, w których najsilniejszą pozycję miała Platforma Obywatelska. Po 2010 roku główna oś podziału szalenie się zradykalizowała, ponieważ od tego momentu PiS zaczął bardzo agresywnie i z dużą determinacją odwoływać się do wartości prawicowych, więc w PO pojawiła się pokusa, aby brać wszystkich, którzy są przeciw, stąd transfery ludzi z Lewicy, którzy jak Bartosz Arłukowicz pełnią pierwszoplanowe role w Platformie. Jeszcze wyraźniej widać to w sferze sojuszy: Koalicję Obywatelską zaczęły tworzyć podmioty z wyraźnie lewicowym programem.

Krakowscy konserwatyści, którzy są jeszcze w Platformie, jak Paweł Kowal czy Bogusław Sonik, mają jeszcze szansę zmienić kurs partii?

Chciałbym powiedzieć „tak”, ale nie wierzę w to. Przed powrotem Donalda Tuska do polskiej polityki proces przesuwania się Platformy w lewo był bardzo dynamiczny. Zanosiło się, że na czele formacji, pod tą samą lub zmienioną nazwą, stanie prezydent Rafał Trzaskowski. Proces rozpadu PO w starej formule został powstrzymany poprzez powrót Donalda Tuska, który na pewno uratował PO, dał nadzieję na uzyskanie dobrego wyniku w nadchodzących wyborach, ale również zahamował gwałtowny proces skrętu tej formacji jeszcze bardziej na lewo. Choć nie jest to łatwe zadanie, bo ma do czynienia z zupełnie inną partią oraz ludźmi, szczególnie wśród młodych działaczy, który są raczej ludźmi o centrolewicowych poglądach, patrzącymi krytycznie na Kościół, rolę religii w życiu publicznym, często opowiadający się za postulatami formułowanymi przez środowiska LGBT czy dopuszczający przerywanie ciąży na życzenie kobiety.

Donald Tusk nie będzie chciał budować frakcji konserwatywnej w PO?

Tylko kim?! Musiałby stworzyć coś autentycznego, bo w PO pozostały niedobitki i to po przejściach, z bardzo nadwyrężonymi kręgosłupami, ledwo tolerowani w pewnym czasie. Donalda Tuska czeka niełatwe zadanie, ale widać, że orientuje się na centrową formację, bez odcinania się od zerkania na prawo. Ale bardzo sceptycznie oceniam możliwości przyciągania przez PO prawicowych wyborców.

O takich wyborców może zawalczyć tylko PSL? A może również Konfederacja?

Konfederacja niewątpliwie jest prawicą, ale mówię o prawicy, która jest Polsce potrzebna, z którą mógłbym się w poważnym stopniu identyfikować i na pewno nie jest to Konfederacja.

Z jakich powodów?

Ze względu na wyraźnie antyunijną opcję, moim zdaniem niezwykle szkodliwą, jeśli chodzi o polski interes narodowy. Po drugie ze względu na flirt ze środowiskiem antyszczepionkowców, które przyczynia się do posyłania do grobów coraz większej liczby niezaszczepionych Polaków i jednocześnie zmniejsza szansę na korzystanie ze służby zdrowia ludzi chorych z innych powodów niż covid. Sama Konfederacja jest formacją wewnętrznie niespójną: są w niej politycy, których słucham z przyjemnością, jak mówią o gospodarce, ale również znajdują się politycy ekscentryczni, jak Grzegorz Braun. Z tym ugrupowaniem nie wiążę większych nadziei.

Czyli pozostaje Panu PSL?

Największe szanse na zbudowanie konserwatywnego komponentu w opozycji do PiS ma Koalicja Polska, której politycy, a zwłaszcza Władysław Kosiniak-Kamysz, używają określenia „nowe centrum”. PSL jako partia centrowa szuka sojuszników na prawo od siebie. Życzę im powodzenia, choć wiem, że dziś ich notowania nie stoją zbyt wysoko, ale to jeszcze może się zmienić.

Czym taka nowa prawica miałaby odróżniać się do tej prawicy pod szyldem PiS? Podejściem do ekologii czy rozdziału Kościoła od państwa?

PiS przedstawił się w roli jedynego obrońcy Kościoła przed zagrożeniami płynącymi ze współczesnego świata i środowisk wrogich Kościołowi. W tym celu zaproponowali sojusz ołtarza z tronem, co może i służy PiS-owi, ale nie strukturom kościelnym. Widać to po statystykach czy badaniach opinii publicznej i oburza część osób wierzących. Polska konstytucja mówi o poszanowaniu autonomii, wzajemnej współpracy, a Tadeusz Mazowiecki użył kiedyś określenia „przyjazny rozdział” – ten model nie zawiódł, tylko zawiedli politycy. Na pewno nowa prawica nie może być klerykalna, ale również nie może wszczynać wojny i twierdzić, że duchowni nie powinni wychodzić z krucht. Osobiście chciałbym i liczę, że tak znów będzie – episkopat w zdecydowanej większości będą tworzyć światli, mądrzy ludzie, którzy widzą wspólnotę Polaków w całej jej złożoności, różnorodności.

Co z ekologią? Prawica powinna negować walkę z globalnym ociepleniem?

Trudno walczyć z nauką. Nie ma dziś poważnego ugrupowania na lewicy, centrum czy prawicy, które nie uświadomiły sobie, że stoimy przed globalnym wyzwaniem, z którym musimy sobie radzić. Nie możemy chować głowy w piasek i powiedzieć, że problemu nie ma albo niech się inni martwią, bo nas to nie obchodzi. Wrażliwość w tych sprawach i również wykazywanie troski o przyszłość naszej wspólnoty narodowej jest jak najbardziej wskazana czy konieczna.