Skąd smog? Miasto nieśmiało wskazuje na sąsiadów

Kraków 2017 fot. Sebastian Dudek

Niższe temperatury i bezwietrzna pogoda zawsze kończą się skokowym wzrostem zanieczyszczenia powietrza. Miejscy urzędnicy wskazują na piece z podkrakowskich miejscowości jako te, przez które powietrze jest tak złe.

Od czasu wprowadzenia zakazu używania paliw stałych na terenie Krakowa, straż miejska regularnie sprawdza, czy krakowianie nie łamią przepisów. Na 7 tys. kontroli w sezonie 2019/2020 strażnicy ujawnili 368 przypadków nieprzestrzegania prawa.

W tym roku takich kontroli było około tysiąca. Wynik? 34 wykryte nieprawidłowości. Zdaniem urzędników tego typu dane wskazują na to, że w generowaniu smog udział pieców, które jeszcze nie zostały zlikwidowane w mieście, jest znikomy.

Szacunkowo w tym roku w Krakowi zostanie kilkaset potencjalnie działających pieców. Na początku walki ze smogiem liczba przekraczała 30 tysięcy.

Co i kto zatem truje krakowskie powietrze? Dowiedzieć się tego chciał radny Łukasz Wantuch. – Zastanawiam się czy przyczyną jest napływ smogu z gmin ościennych, czy też krakowskie piece – napisał samorządowiec w interpelacji do prezydenta.

Prezydent Krakowa, opierając się o wyniki badań AGH z 2019 roku, informuje, że „ważnym czynnikiem wpływającym na stan jakości powietrza w mieście może być napływ zanieczyszczeń w okresie zimowym z sąsiednich miejscowości”. Nie pominięty został jednak udział pyłów produkowanych przez silniki samochodowego oraz tzw. emisji wtórnej, która również ma związek z komunikacją.

Prezydent dość łagodnie i z dystansem zakomunikował to, o czym Krakowski Alarm Smogowy mówi od lat. Bez poprawy jakości powietrza w gminach ościennych, czyli likwidacji palenisk na paliwa stałe lub zastępowanie tych najgorszych kotłami, piecami najnowszej generacji, nie ma co liczy na to, że znaczniki na mapie Airly zaczną świecić na zielono.

comments powered by Disqus