Tysiąc złotych za kupno Leoparda. Sprawa wróciła na wokandę

Osiedle przy ul. Twardowskiego, 2015 rok fot. Krzysztof Kalinowski

Adwokaci, którym sąd unieważnił umowę kupna udziałów w upadłej spółce deweloperskiej, domagali się stwierdzenia ważności dokumentu podpisanego w 2013 roku.

W 2008 roku Leopard zbudował bloki przy ulicach Wierzbowej, Twardowskiego i al. Kijowskiej, lecz inwestycji nie zakończył, bo zbankrutował. Właściciele spółki stanęli w 2013 roku przed sądem oskarżeni o oszukanie 500 osób na kwotę 100 milionów złotych.

W tym samym roku warszawska kancelaria adwokacja kupiła 100% udziałów w będącej w stanie likwidacji spółki deweloperskiej, które zostały publicznie wystawione na sprzedaż. Początkowo – z uwagi na gigantyczne zadłużenie, przekraczające 130 mln złotych – zaproponowali 100 złotych.

Na to nie zgodził się syndyk masy upadłościowej i kwota ostatecznie wzrosła o jedno zero. Pod koniec kwietnia 2015 roku sąd wpisał kancelarię jako właściciela firmy. Wywołało to wtedy sporo kontrowersji i obaw wśród osób, które wykupiły mieszkania i nadal nie odzyskały ani wkładu, ani lokum.

Zwrot

W 2015 roku kancelaria rozpoczęła proces mający na celu unieważnienie długu. Jak informowała Gazeta Wyborcza, jeśli sąd uznałby, że hipoteki Manchester Securities Corporation (fundusz ten udzielił wysokooprocentowanej pożyczki deweloperowi, gdy ten nie mógł już zaciągać kredytów w bankach) należy wykreślić (taki wyrok zapadł w przypadku osiedla przy ul. Wierzbowej w 2012 roku), nowi właściciele mogliby np. sprzedać teren i sporo na tym zyskać.

Do tego etapu nie doszło. Postanowienie o nabyciu udziałów zostało zaskarżone przez kuratora ustanowionego przez jednego z wierzycieli Leoparda. I jak się okazało, było skuteczne. Wiosną 2016 roku sąd rejonowy uchylił postanowienie, a decyzja ta uprawomocniła się wraz z oddaleniem apelacji warszawskiej kancelarii przez sąd okręgowy w 2017 roku. W orzeczeniu znalazło się sformułowanie, iż umowa zmierza do obejścia prawa.

Na czym to polegało? Otóż, w wielkim skrócie, zabrakło wymaganej przez prawo zgody na sprzedaż przedstawiciela zarządu spółki Leopard i to pomimo tego, że w czasie, gdy miało dojść do transakcji, spółka nie posiadała takiego organu. Dopiero po przejęciu udziałów zgodę w 2016 roku podpisał prezes zarządu – ta sama osoba, która była zaangażowana w jej kupno.

Błyskawiczna rozprawa

Pod koniec stycznia sąd rozpoznawał pozew kancelarii, która wniosła o stwierdzenie ważności umowy. Sąd na półgodzinnej rozprawie orzekł, że w demokratycznym państwie prawa zasada porządku prawnego nie może być obchodzona poprzez wytoczenie tego typu powództwa. W tej sprawie zapadł już bowiem prawomocny wyrok, który wiąże nie tylko strony, ale też sądy i organy administracyjne.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Bronowice Dębniki