Andrzej Szczerski: Rozpoczniemy nowy rozdział w historii Muzeum Narodowego [ROZMOWA]

Andrzej Szczerski to nowy dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
– Przebudowa hotelu „Cracovia” nie jest łatwą inwestycją. Zdobycie funduszy na ten cel należy do najważniejszych zadań w trakcie mojej pięcioletniej kadencji – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Andrzej Szczerski, przyszły dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Przed panem pięć lat kierowania Muzeum Narodowym w Krakowie. Szykuje pan rewolucję?

Andrzej Szczerski, historyk sztuki, przyszły dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie: Muzea rewolucji dobrze nie znoszą. Pewne procesy, takie jak opracowywanie zbiorów czy specyfika działalności poszczególnych specjalistycznych oddziałów nagle się nie zmieniają. Przede wszystkim chcę także kontynuować prace rozpoczęte jeszcze w okresie, kiedy pełniłem w MNK funkcję wicedyrektora. Myślę tu o moim pomyśle na adaptację dawnego hotelu „Cracovia” i rozwoju działu zbiorów zajmującego się designem i architekturą. Ale zmiany oczywiście będą, te widoczne najszybciej wynikają z otwarcia Muzeum Książąt Czartoryskich. Ma ono konsekwencje dla dwóch oddziałów – na początek Europeum, które w obecnym kształcie nie powinno już funkcjonować.

A jak powinno?

Pomyślano je jako miejsce, gdzie pokazywano kolekcję malarstwa zachodnioeuropejskiego ze zbiorów MNK, w czasach kiedy status kolekcji Czartoryskich był niepewny, mówiono wtedy nawet o otwarciu dla niej osobnego muzeum. Teraz w Europeum chciałbym umieścić centrum edukacji muzealnej. Budynek jest trudny ekspozycyjnie, a na potrzeby działalności edukacyjnej wydaje się być bardzo dobry. Pozostaje jeszcze kwestia Kamienicy Szołayskich, gdzie dla wielu dzieł sztuki istnieją ograniczenia wystawiennicze ze względów konserwatorskich. Chciałbym tam otworzyć małe muzeum designu i architektury, zapowiedź tego, co wydarzy się po remoncie w „Cracovii”. Dzięki temu w centrum miasta będziemy mieć miejsce, aby zapraszać do muzeum nową publiczność i zachęcać ją do dyskusji na temat przebudowy hotelu i jego nowej funkcji. Rozmawiamy przecież nie tylko o jednym budynku, ale o całym fragmencie miasta.

To skoro już o „Cracovii” mowa. Plan ambitny, ale kosztowny…

Z pewnością będę musiał przestudiować efekty wykonanych już prac i opracować z zespołem muzealnym konkretny plan funkcjonalno-użytkowy. Na tej podstawie można przygotować dalsze kroki. Kwestie finansowe są pochodną tego planu. W tej chwili nie ma jeszcze wiążących decyzji szczegółowych, ale aktualna pozostaje zasadnicza kwestia, a więc otwarcie w „Cracovii” muzeum architektury i designu.

W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej pytań o przyszłość budynku.

Z pewnością nie jest to łatwa inwestycja, ale też ma wyjątkowe znaczenie i dla muzeum, i dla miasta. Wracamy do pomysłów z początku XX wieku, aby stworzyć tu przestrzeń publiczną, u wylotu Błoń. Może ona dziś powstać w oparciu o Muzeum Narodowe w Krakowie i jego gmachy. Należy zintensyfikować prace nad tym projektem i to można nazwać zaplanowaną przeze mnie „rewolucją”. Prace przygotowawcze chciałbym szybko zakończyć, zwłaszcza że budynek jest w coraz gorszym stanie. Wpisał się on jednak na stałe w pejzaż Krakowa i powoli zaczyna już kojarzyć się z miejscem, gdzie można zobaczyć prezentacje designu i architektury. Po zakończeniu pierwszego etapu prac muszę podjąć starania o zdobycie funduszy, w pierwszym rzędzie ze środków publicznych. Oczywiste jest, że w ramach środków z bieżącej dotacji podmiotowej muzeum takiej przebudowy nie jest w stanie przeprowadzić.

Jak zatem wygląda sprawa z tymi funduszami?

Zdobycie ich należy do najważniejszych zadań w trakcie mojej pięcioletniej kadencji.

Ostatnio poznaliśmy wyniki konkursu na projekt Muzeum Wyspiańskiego. Za pana kadencji obiekt doczeka się realizacji, skoro trzeba zająć się sprawą „Cracovii”?

Wszystko zależy od tego, jakimi środkami będziemy dysponować. Wszystkie nowe inwestycje są integralnie powiązane i nie możemy realizować ich oddzielnie, a jednocześnie pozostaje kwestia, na co będzie nas stać. „Cracovia” jest tu kluczowa, ponieważ pozwala poważnie myśleć o jeszcze jednej inwestycji, o której nie rozmawialiśmy, czyli o przebudowie Gmachu Głównego. W „Cracovii” powstaną przede wszystkim magazyny, do których będzie można przenieść część dzieł z Gmachu, poza tym tak duży budynek pozwoli na prowadzenie działalności wystawienniczej w trakcie remontu głównej siedziby, a także znajdą się tam miejsca pracy chociażby dla administracji i części działów zajmujących się zbiorami, które do tej pory mieszczą się w Gmachu Głównym. Zbudowanie wyłącznie Muzeum Wyspiańskiego nie rozwiąże ani problemu remontu gmachu, ani remontu „Cracovii”. Istotne jest zapewnienie gwarancji finansowania dla tego całego programu. Mówimy tu oczywiście o wielkich sumach, ale w wieloletniej perspektywie możliwych do zapewnienia na przykład w ramach budżetu centralnego. Jeżeli to wszystko się uda, rozpoczniemy nowy rozdział w historii MNK.

W tym rozdziale jest też miejsce dla Muzeum Czynu Niepodległościowego?

Zobaczymy, jaki stan faktyczny w tej kwestii obowiązywać będzie w dniu 3 stycznia 2020 roku, kiedy obejmę stanowisko dyrektora. Ważne są tu także inne instytucje będące stronami w sprawie przyszłości muzeum oraz przede wszystkim władze miasta Krakowa, dlatego bez porozumienia z nimi tym bardziej trudno cokolwiek zdecydować.

Przejdźmy zatem do wspomnianego remontu Gmachu Głównego. Czy projekt, który wygrał konkurs w 2015 roku za kadencji pani dyrektor Zofii Gołubiew, będzie realizowany?

Nowego konkursu ogłaszać nie będziemy, ale musimy zapytać o to, na ile projekt z 2015 roku należy zaadaptować do nowych realiów. Wtedy nie było mowy o budowie Muzeum Wyspiańskiego i zakładano ekspozycję dzieł artysty w Gmachu Głównym, projektując na przykład wysokie pomieszczenia, które są w stanie pomieścić projekty do witraży franciszkańskich. Zwycięski projekt z pewnością będzie punktem wyjścia, ale patrząc realnie decyzja w tej sprawie to kwestia odległa. Kolejność inwestycji jest taka, że remont Gmachu musi nastąpić na samym końcu.

Gmach wymaga jednak pilnego remontu. I tu nie ma czego ukrywać.

Oczywiście, kiedy pracowałem w MNK, przekonałem się o tym, jakie trudności sprawia jego codzienne funkcjonowanie. Natomiast w związku z harmonogramem prac, na razie musimy ograniczyć się do niewielkich i bieżących remontów, a na wielką przebudowę trzeba poczekać.

W pierwotnym projekcie gmachu na fasadzie budynku widnieją płaskorzeźby. Obecnie imitują je banery. Czy pan planuje może ich rekonstrukcję?

Interesujące pytanie. Trafiła Pani w punkt, pytając o sens takiej rekonstrukcji, ponieważ po pierwsze takich płaskorzeźb nigdy nie wykonano – więc to nie będzie rekonstrukcja – po drugie dzisiejszy Gmach nie jest realizacją pierwotnych planów z lat 30., ale ich istotną korektą. Na przykład nigdy nie wykonano drugiego wejścia od strony Jagiellonki i rotundy z dziełami Wyspiańskiego oraz pamiątkami narodowymi. Skoro tak, to można zapytać, czy historyczne płaskorzeźby powinny się pojawić skoro inne pierwotne plany nie doczekały się realizacji, a może lepiej ogłosić konkurs na ich współczesną interpretację? Trzeba też pamiętać, że w tym miejscu, gdzie mógłby się pojawić, umieszczane są banery informujące o wystawach. Mimo wszystko gotów jestem zgodzić się na historyczne wzory, a przynajmniej tego nie wykluczam.

Skoro padł temat banerów. Coraz częściej mówi się o estetyce miasta w kontekście reklam na elewacjach budynków. Będą one nadal eksponowane na gmachu muzeum?

Jestem przeciwnikiem banerów na fasadach, dlatego będę je ograniczać do minimum. Poza tym można wskazać miejsca, gdzie wpisują się one w architektoniczny porządek fasady, na przykład między arkadami. Proponuję natomiast, aby banery projektować tak, aby łączyć kluczowe informacje z wartością autonomicznego dzieła grafiki użytkowej. W ten sposób eksponowalibyśmy nie zwykłą reklamę, ale dzieło sztuki projektowej. Biorąc pod uwagę efektywność banerów, mimo wszystko trudno z nich całkowicie rezygnować, wykorzystują je zresztą muzea na całym świecie.


Można powiedzieć, że będzie to bardzo „inwestycyjna kadencja”, ale pomówmy teraz o planach wystawienniczych.

Kluczowe wystawy odbywać się będą w Gmachu Głównym i Sukiennicach. W tym pierwszym ważne będą trzy rzeczy. Po pierwsze, nowa aranżacja wystaw stałych. Na ostatnim piętrze powstaje już Galeria Sztuki Polskiej XX i XXI wieku i należy doprowadzić do końca jej budowę. Po drugie, musimy przemyśleć kształt Galerii Rzemiosła Artystycznego, niezwykle bogatej, ale istniejącej bez zmian już od kilku dekad. Po trzecie, chcę zorganizować cykl wystaw czasowych poświęconych różnorodnym interpretacjom nowoczesności przez kulturę polską od końca XIX wieku po współczesność. Pokażemy na nich zarówno dzieła malarstwa czy rzeźby, jak i fotografię, architekturę, design, film, muzykę. W Polsce wciąż mamy zresztą zbyt mało wystaw problemowych, poświęconych nie tyle pojedynczym twórcom czy szczegółowym kwestiom historycznym, ale zagadnieniom bardziej uniwersalnym. W 2021 roku chciałbym też zaprosić na wystawę poświęconą sztuce po 1989 roku, dotyczącą przede wszystkim Polski, ale też innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nie rezygnuję całkiem z wystaw monograficznych, ale chcę pokazać takie, które dotyczą twórców szczególnie dziś istotnych. To Witkacy – pokazany jako twórca fotografii, malarstwa, teatru. A także Jan Matejko. Postać, której dzieła wydaje się, że wszyscy znamy, z drugiej mówi się o nich bardzo często odwołując się do stereotypów, bez głębszej refleksji. W Sukiennicach zobaczymy natomiast wystawy specjalistyczne, będące uzupełnieniem istniejących tam stałych ekspozycji. Chcę również sprowadzać do Krakowa wystawy zagraniczne, ale zależy od finansów, jakie uda się zdobyć.

Na koniec muszę o to zapytać: „Damy z gronostajem pan nie wypożyczy”?

Nie, nie, nie! Nie ma takiej możliwości. Mamy zarówno memorandum z 2011 roku, w którym mowa jest o zakazie wywozu obrazu przez co najmniej 10 lat, jak i jesteśmy w przededniu otwarcia Muzeum Książąt Czartoryskich, gdzie „Dama” będzie eksponowana. Nie sposób zakładać, że w pierwszych latach funkcjonowania muzeum otwartego po tak długim okresie zamknięcia, nie będzie w nim najważniejszego dzieła sztuki.

Bo to inni mają do „Damy” przyjeżdżać.

Otóż to. Wymiana dzieł sztuki jest kluczową wartością w praktyce muzealnej, ale równie ważne jest to, aby wybrane, najwybitniejsze dzieła związane były z konkretnymi miejscami i instytucjami. Takim dziełem jest bez wątpienia „Dama z gronostajem”. Za mojej kadencji dzieło Leonarda w żadną podróż się nie uda. Tych wszystkich, którzy chcą „Damę” zobaczyć, zapraszamy do Krakowa. Do Muzeum Książąt Czartoryskich, oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie.

comments powered by Disqus