Gdy garstka krakowskich dziennikarzy pisze o samowolach budowlanych na Starym Mieście i działających tam szemranych biznesmenach, oburzenia brak. Nasze społeczeństwo bardziej boli buda z kebabem.
Szok! Tuż obok galerii handlowej, hotelu i kasyna stanęła... buda z kebabem. Otworzył ją znany prezenter radiowy i telewizyjny Filip Chajzer. Pojawienie się „kebsa” wywołało ogromne oburzenie, co z kolei skutkowało falą krytyki, jaka spadła na wyżej wymienionego. Niezwykle mnie to wszystko rozbawiło – i już wyjaśniam, dlaczego.
Przechodząc kawałek dalej, do ścisłego centrum miasta, w okolice Rynku Głównego, podobnych miejsc mamy znacznie więcej (przy Szewskiej, Floriańskiej), tyle że nie w formie budek, a „tradycyjnych” lokali, serwujących jednak nic innego jak właśnie kebaby. Są one oczywiście niewielkim wycinkiem większej, kiczowatej rzeczywistości. Chodząc po Starym Mieście napotkamy też np. panie w „tradycyjnych krakowskich kimonach”, które zaproszą nas na masaż tajski. Poprawcie mnie, ale wydaje mi się, że taki ubiór nagabywaczy nie jest zgodny z przepisami o parku kulturowym. Jak i samo nagabywanie.
Ale to w sumie pikuś. Niech sobie panie w kimonach chodzą, niech sobie ludzie kebaby sprzedają. Większy problem jest taki, że w okolicach Rynku Głównego spotkamy również chłopaka, który będzie nas namawiał na wizytę w lokalu, w którym panie przecież nie tańczą w klatkach, więc „wie pan, to taki bardzo cywilizowany klub, nie taki jak konkurencji”.
Przejdziemy też obok zabytkowych kamienic – niestety stan i wygląd niektórych pozostawia wiele do życzenia. Są i takie, gdzie musiał interweniować nadzór budowlany, ponieważ inwestorzy uprawiali samowolkę. Mamy i przypadek, gdzie potrzebny był dziennikarz (akurat mowa o mnie), bo istniało realne zagrożenie, że ściana kamienicy przy ulicy Szpitalnej runie na Prałatówkę Kościoła Mariackiego. Dopiero po moim artykule pewien znany przedsiębiorca z Podhala zechciał sprawą się zająć. I ściana została naprawiona.
Zapytacie pewnie: co to wszystko ma wspólnego z kebsem Filipa Chajzera? Już tłumaczę. Człowieka znanego z telewizji łatwo skrytykować, prawda? Jest do tego przyzwyczajony, a poza tym, cóż nam zrobi? Sprawmy, by przez Internet przetoczyła się fala oburzenia. Taka, żeby mu w pięty poszło i żeby nazajutrz to w ogóle sobie tę budę sprzed galerii zabrał.
Gdy garstka krakowskich dziennikarzy (w tym ja) pisze o samowolach budowlanych na Starym Mieście, a także działających w centrum szemranych biznesmenach, to jakoś tego oburzenia nie ma. Kompletnie. W komentarzach jakby tak cicho. Bo może lepiej się nie odzywać?
I jeszcze na koniec: nie, nie bronię Chajzera. Nie, Chajzer mi nie płaci (gdyby płacili mi wszyscy ludzie, którzy podobno mi płacą, jeździłbym Ferrari i nie byłbym dziennikarzem). Nie, ta buda wcale mi się nie podoba. I nie: nie powinna tutaj stać (ale ktoś wydał na to zgodę). Tak samo jak nie powinno być kasyna w zabytkowym pałacu i wielu innych rzeczy w tej części miasta. Jednak na to też ktoś się godzi.
Reasumując: wychodzi na to, że nasze społeczeństwo najbardziej boli ta buda z kebabem. I może jeszcze grajek, który zbiera kasę do czapki. Jemu tak swoją drogą najprościej wlepić mandat. Typów spod ciemnej gwiazdy lepiej nie ruszać.