Takiej naprawy jeszcze nie było. Krakowiak wrócił do pracy po wykolejeniu z 2018

fot. facebook.com/mpkkrakow

Po raz pierwszy po naprawie na trasę wyjechał dziś Krakowiak, który wykoleił się w lipcu 2018 roku na al. Pokoju. Skala uszkodzeń była tak duża, że trzeba było wymienić cały pierwszy człon pojazdu.

Tak poważne w skutkach wykolejenia zdarzają się bardzo rzadko. Wieczorem 3 lipca 2018 roku tramwaj Krakowiak zjeżdżający do zajezdni w Nowej Hucie na wysokości skrzyżowania z ulicą Centralną wypadł z torów. Poza torowiskiem znalazły się prawie wszystkie człony pojazdu. Przednia część znalazła się aż na pasie zieleni i niewiele brakowało, by dojechała do jezdni. Z kolei jeden ze środkowych członków skosił słup trakcyjny. Na szczęście, nikomu nic się nie stało. Widok na miejscu zdarzenia robił wrażenie:

Nie było mowy o wycofaniu

Usuwanie skutków wykolejenia trwało całą noc i dopiero rano udało się przywrócić ruch w tym miejscu. Od tego czasu jeden z 36 Krakowiaków nie woził pasażerów. Kiedy pytaliśmy o to po kilku miesiącach, MPK podkreślało, że nie ma mowy o tym, by tramwaj został całkowicie wycofany. Wówczas kwota naprawy była szacowana na ok. 800 tys. zł. – On musi zostać naprawiony. Nawet jeśli mówimy o 800 tysiącach złotych, to i tak naprawa jest opłacalna. Pamiętajmy, że jeden Krakowiak kosztował ok. 8 milionów – mówił Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK.

Prawie dwa miliony

Na efekty trzeba było jednak poczekać ponad dwa i pół roku. Dziś rano przewoźnik poinformował, że tramwaj HG915 wrócił do pracy i wyjechał na linię nr 52.

Przy okazji poznaliśmy nieco więcej szczegółów. – Po tym zdarzeniu wagon musiał zostać przetransportowany do producenta w Bydgoszczy, czyli firmy PESA. Tam trwały prace nad usunięciem wszystkich uszkodzeń i przywróceniem możliwości jady tego tramwaju. Uszkodzenia były tak poważne, że trzeba było na nowo wykonać konstrukcję pierwszego członu wagonu. Prace zakończyły się w tym roku – czytamy na Facebooku.

Koszt naprawy wyniósł ostatecznie ok. 1,9 mln zł i został pokryty z ubezpieczenia. MPK nie czuje się odpowiedzialne za wykolejenie. – Zarówno prędkość, jak i stan techniczny tego tramwaju były wtedy absolutnie bez zarzutu – przekonuje przedstawiciel przewoźnika.

Szybki powrót

Pechowy Krakowiak najwyraźniej odzwyczaił się od pracy, ponieważ po kilku godzinach musiał zjechać awaryjnie do zajezdni. Pojawił się problem z hamulcami, ale prawdopodobnie jeszcze dziś zostanie rozwiązany i wagon będzie mógł wrócić na linię.

comments powered by Disqus