Bilet za przejechany odcinek, a nie czas. „Ja tu nie widzę podwyżki”

fot. Krzysztof Kalinowski

Zarząd Transportu Publicznego nie zgadza się z zarzutami, że propozycja nowej taryfy biletowej to ukryte podwyżki. Podkreśla, że opłata za przejechany dystans to dodatkowa opcja, którą pasażer może wybrać, ale nie musi.

O projekcie uchwały w sprawie nowych biletów informowaliśmy w środę. Założenie jest takie, by pasażerowie mogli płacić za realnie przejechany dystans, a nie za czas przejazdu – ponieważ w przypadku korków czy innych utrudnień na drodze trudno czasem przewidzieć, a płacenie za stanie w zatorze drogowym trudno uznać za sprawiedliwe.

Pasażer za przejechanie do czterech kilometrów musiałby zapłacić 4 zł, a za każde kolejne rozpoczęte 500 metrów – dodatkowo 50 groszy. Jednak suma nie mogłaby wynosić więcej niż 8 zł.

W facebookowym wpisie Platforma Komunikacyjna Krakowa zwróciła uwagę, że w propozycji miasta ukryte są podwyżki. Podane zostały trzy przykłady tras tramwajowych, które według obecnej taryfy można przejechać na bilecie za 4 zł, a w przypadku obliczenia opartego na odległości byłoby to 5, czy nawet 7 zł.

W autobusie opłaci się bardziej

Dyrektor ZTP Łukasz Franek nie zgadza się z zarzutami, że nowa taryfa oznacza podwyżkę. – Celem taryfy odległościowej jest zaproponowanie pasażerom innego modelu rozliczania się, tak, żeby nie dopłacali za korki na ulicach. Jeśli w poście pokazane są trzy trasy tramwajowe, to ja mogę podać trasy autobusowe, w których pasażerowie wyłącznie zyskają. Np. z Woli Duchackiej pod Cracovię nie da się dojechać w 20 minut, więc pasażer zapłaci dziś 6 zł, a w nowej taryfie zapłaci 5 zł, bo to 5 km. Więc nie pokazujmy przykładów wybiórczo – komentuje.

W praktyce nowa oferta byłaby bardziej atrakcyjna na trasach autobusowych, gdzie czas przejazdu jest uzależniony od ruchu w mieście, niż w przypadku podróżowania tramwajami, które w większości poruszają się wydzielonym torowiskiem. Łukasz Franek zwraca uwagę, że maksymalna kwota 8 zł dotyczy całej podróży, z uwzględnieniem przesiadek, a nie tylko jednego przejazdu.

Dyrektor podkreśla, że nowa taryfa nie ma zastąpić dotychczasowej, tylko stanowić osobną, dodatkową opcję. – Niczego nie zamieniamy, tylko dodajemy alternatywę. Pasażer sam sobie wybierze, czy sprawniej i taniej jest dla niego skasować bilet czasowy, czy odcinkowy – zwraca uwagę. – To jest w pełni świadomy wybór użytkownika. Nie musimy traktować pasażerów tak, że nie są zdolni ocenić, co będzie dla nich korzystne. Tu nie ma nic narzuconego, całkowicie się nie zgadzam z tym, że ktoś będzie musiał zapłacić więcej – stwierdza.

Najpierw w aplikacji

Nowe bilety byłyby początkowo dostępne tylko w aplikacjach mobilnych. To z myślą o tym rozwiązaniu prowadzone były niedawno testy, do których zachęcano pasażerów. Chodziło m.in. o to, by sprawdzić, jak aplikacja poradzi sobie z prawidłowym obliczaniem odległości. ZTP chce otworzyć rynek, a więc umożliwić zaoferowanie takiej usługi wszystkim chętnym operatorom – podobnie jak ma to dziś miejsce w przypadku biletów czasowych.

Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie automatów w pojazdach, które pozwolą odbijać kartę płatniczą i zapisywać na niej bilet. Przetarg w tej sprawie został już rozpisany.

Czemu przed wyborami?

Uchwała trafiła na trudny, przedwyborczy czas. To od radnych miejskich będzie zależało, czy przegłosują propozycję miasta, czy też ją odrzucą lub wprowadzą jakieś zmiany. Dyrektor Franek podkreśla jednak, że cała ta propozycja musi się wpisywać w zapisy budżetu. – Ja nie widzę tu podwyżki, bo kiedy sprawdzaliśmy podróże w mieście, w większości są one w granicach 4 km. Więc dla tych pasażerów to jest de facto zysk, bo nowa taryfa daje pewność, że nie zapłacą więcej z powodu jakichś utrudnień. Natomiast na obniżkę cen biletów nie ma miejsca w obecnym budżecie – mówi.

Do przygotowania nowej taryfy ZTP był zobowiązany uchwałą kierunkową podjętą wcześniej przez radę miasta. – Przygotowania trwały kilkanaście miesięcy. Jesteśmy w tej chwili gotowi pod kątem operacyjnym i składamy taką propozycję. Oczywiście jeśli rada uzna, że nie chce tego biletu teraz, to już jest decyzja radnych – podsumowuje dyrektor jednostki.

Temat pojawił się już w kampanii wyborczej. Rafał Komarewicz w liście do prezydenta stwierdził, że sprawą powinna się już zająć nowa rada miasta. – Jestem pewien, że kolejne podwyżki mogą zniechęcić mieszkańców Krakowa do korzystania z miejskiej komunikacji, a pozwolę sobie przypomnieć, że celem określonym m.in. w strategii rozwoju Krakowa jest zwiększanie liczby mieszkańców korzystających z transportu zbiorowego – napisał.

– Polityka transportowa miasta na jednym obrazku. Z jednej strony urzędnicy robią wszystko, żeby mieszkańcy rezygnowali z samochodów, a z drugiej robią też wszystko żeby tego nie robili. Zapchane autobusy w ferie spowodowane ograniczeniem kursów, teraz podwyżka. My widzimy pewną niespójność w tych działaniach. Mamy nadzieję, że 7 kwietnia zacznie się zmiana – napisało na Facebooku stowarzyszenie Lepszy Kraków, skupione wokół Stanisława Mazura.