Tanio to tu nie jest – słyszymy od klientów robiących przedświąteczne zakupy na Starym Kleparzu. Sprzedawcy tłumaczą, dlaczego musieli znów podnieść ceny, narzekają na niedziele handlowe i wielkie sieci. Zgodnie zauważają, że ludzie kupują coraz mniej, bo na coraz mniej ich stać. Zatem chodzą z karteczkami i kalkulują.
W galeriach handlowych i supermarketach istne tłumy. Gdy przedświąteczne szaleństwo opanowało sklepowe alejki w całej Polsce, my wybraliśmy się na Stary Kleparz, by sprawdzić, co dzieje się przed Bożym Narodzeniem na najsłynniejszym krakowskim targowisku. I choć do świąt mniej niż tydzień, a ludzi na Kleparzu kręci się całkiem sporo, sprzedawcy nie mają wątpliwości: w porównaniu do poprzednich lat klientów nie dość że mało, to jeszcze coraz mniej kupują.
– W tym roku to my odpoczywamy – uśmiecha się z przekąsem kobieta sprzedająca swój towar na kleparskich ławach. I tłumaczy: - Kupujących jest mało, może oni jeszcze przyjdą na ostatnią chwilę zakupy robić, ale teraz jest bardzo mało. To chyba przez te niedziele handlowe nam klienci odeszli. A niektórzy przychodzą, ale nie kupują. Mówią, że jeszcze czas, że jeszcze czekają. A przecież tak naprawdę to do świąt zostało już tylko kilka dni!
Na szczęście kobieta może liczyć na swoich stałych klientów. Jak mówi, ma ludzi, którzy przychodzą do niej od wielu lat i to się nie zmienia. Zmienia się za to co innego – coraz mniej kupują. I to mimo że, jak zapewnia nas sprzedawczyni, cen wcale nie podniosła. – Na ceny nie narzekają, ale widzę, że ilościowo kupują zdecydowanie mniej. Chyba na coraz mniej mogą sobie ludzie pozwolić.
Z sieciami handlowymi nie wygramy
Ceny podniósł za to pan Michał, który na jednej z ław sprzedaje owoce i warzywa. O ile? Jak mówi, w porównaniu do zeszłego roku mniej więcej o 30 proc. Powód jest prosty – produkty już w hurcie są dużo droższe. – 30 procent to właściwie minimum. Proszę, klementynki, w tym momencie w hurcie kosztują tyle, za ile ja je sprzedawałem w zeszłym roku. Problem jest ze wszystkim, co jest na przykład z Hiszpanii, bo tam były powodzie, pożary, do tego jeszcze koszty transportu. W Izraelu też jest problem, wiadomo, konflikt, a stamtąd ściąga się bardzo dużo rzeczy takich jak awokada, cytrusy. Wszystko drożeje – dodaje sprzedawca.
Pan Michał też zauważa, że na targowisko przychodzi przed tegorocznymi świętami mniej klientów niż zwykle. – Jest dużo mniejszy ruch niż choćby rok temu. Ale też jest po prostu dużo drożej. Na Kleparzu są dużo, dużo wyższe ceny niż w dużych sklepach, ale my nie jesteśmy w stanie konkurować z sieciami handlowymi, które mają po kilkaset czy kilka tysięcy sklepów w Polsce. One zawsze będą mieć taniej niż my, bo mogą sobie na więcej pozwolić przy zakupie hurtowym – tłumaczy. I dodaje: – Ja starałem się przygotować moich klientów do takich cen, też staram się ich nie mieszać, nagle drastycznie podnosić lub obniżać. Oczywiście, wszystko się może nagle zmienić, ze względu na warunki zewnętrzne, ale staram się dbać o to, by do takich sytuacji jednak nie dochodziło.
Co się najlepiej sprzedaje? Pomarańcze, klementynki, wigilijne grzyby. Kupują przede wszystkim stali klienci, ale może też liczyć na nowych. – Trzeba ich trochę zachęcić, ale jak ma się dobry towar, to się człowiek zawsze obroni – przekonuje.
Piąteczka w górę
Sprzedawczyni na stoisku z suszonymi grzybami, owocami i różnego rodzaju przyprawami przyznaje, że u niej też jest nieco drożej. – W porównaniu do zeszłego roku jakaś piąteczka do góry jest, przynajmniej na suszach – mówi. Kiedy pytamy, czy ludzie na te rosnące ceny narzekają, odpowiada: - Bardziej narzekają na to, że nie ma pieniędzy. I mniej kupują, zdecydowanie. Czasem zdarzają się osoby, które kupują śliwę na zapas, żeby mieć na nowy rok, a czasem są takie, które kupują po 10, 15 deko, żeby tylko sobie ugotować raz i zaoszczędzić.
O ceny i klientów pytamy kolejną sprzedawczynię, której stoisko również ugina się pod ciężarem suszonych owoców i grzybów. – Rok temu o tej porze było więcej klientów. Myślę, że ludzie obudzą się tuż przed świętami – odpowiada kobieta, która na Starym Kleparzu sprzedaje już od 20 lat. – Jeśli chodzi o ceny, to w ubiegłym roku borowik był o 5 zł droższy. W tym roku kosztuje 45 zł – wylicza sprzedawczyni i zauważa, że ludzie i tak narzekają, że jest drogo. – Zawsze tak było. Dziś maliny są po 8 zł, kiedyś były po 4 zł, ale ludzie i tak mówili, że drożyzna – podkreśla. Dostrzega, że klienci robią skromniejsze zakupy niż w minionych latach. – Starsi, którzy żyją z emerytur, chodzą z karteczkami i zaznaczają to, na co sobie mogą pozwolić, a na co nie: bo muszą opłacić prąd, mieszkanie – dodaje.
Tanio na pewno nie jest
Kobieta sprzedająca gałązki, wieńce, małe choinki nie widzi na razie jakiegoś dużego ruchu na targowisku, ale przyznaje, że z dnia na dzień klientów kręci się coraz więcej. – Niektórzy pytają o ceny i kalkulują, szczególnie robią tak osoby starsze. Inni biorą, niezależnie od kosztów – dodaje sprzedawczyni.
Gałązki ma po 8 zł, co oznacza, że cena nie wzrosła względem ubiegłego roku. – Natomiast zestawy z ozdobami, np. wieńce, są droższe. Podrożał drut i klej, których używa się w tych produktach. Same ozdoby też są droższe – twierdzi. W pewnym momencie do stoiska podchodzi starsza pani. Kiedy słyszy, że gałązki są po 8 zł, macha ręką, a później idzie dalej. – Takie reakcje się zdarzają. Czasami takie osoby wracają, bo jednak się okazuje, że na innym stoisku gałązki są mniejsze, a droższe – opowiada sprzedawczyni.
– Fajna taka, ubrana od razu. Prawdziwa lepsza niż sztuczna – mówi starsza pani, oglądająca małe choinki.
– No pewnie, zawsze to coś popachnie – odpowiada sprzedawca.
– Idziemy popatrzeć dalej? – dopytuje starsza pani swoją znajomą.
Podchodzimy do nich i pytamy o przedświąteczne przygotowania. – My już w zasadzie wszystko mamy gotowe, ale przyszłyśmy jeszcze popatrzeć na choinki – mówi jedna z kobiet. – Tanio to na pewno nie jest – dorzuca jej koleżanka.
Emeryturkę trzeba podzielić
Pana Tadeusza spotykamy przy stoisku z miodami. – Zawsze kupuję produkty na Starym Kleparzu. Wolę na targu niż w sklepie, choć tutaj ceny oczywiście wyższe. Ale co zrobić? Po prostu emeryturkę trzeba podzielić w taki sposób, żeby na wszystko wystarczyło. Mimo wszystko nie narzekam – mówi mężczyzna i wskazuje, że akurat nie ma jego ulubionych ciemnych miodów. Mieszka nieopodal, pewnie wróci w kolejnych dniach. – Spacer dobrze robi, szczególnie jak się ma dwie ósemki jedna za drugą – śmieje się pan Tadeusz.
Pani Barbara robi zakupy na Starym Kleparzu od 60 lat. Tegoroczną Wigilię spędzi samotnie, ale świąteczne tradycje stara się podtrzymywać. – Choinka musi być, karp też: pomimo tych wszystkich nagonek, czy jeść karpie czy nie jeść – mówi kobieta i przyznaje, że do nadchodzących świąt jest w pełni przygotowana.
– Zakupy zrobiłam. Ceny? Jest drożej niż w poprzednich latach. Ale czy spotkaliście się państwo kiedyś z sytuacją, żeby zostały obniżone? – uśmiecha się. I dodaje: - Zawsze jest podwyżka: czasem większa, czasem mniejsza.