„Przestali ją maltretować dopiero wtedy, gdy przestała się ruszać”

fot. Dawid Kuciński
Ponownie rozpoczął się proces apelacyjny Pawła W. i Mariusza K., oskarżonych o brutalne pobicie żony pierwszego z nich. Pełnomocnik pokrzywdzonej Marty Diener zaskarżyła wyrok, twierdząc, że mężczyźni powinni odpowiadać za próbę zabójstwa, a nie pobicie. – Przestali ją maltretować tylko dlatego, że myśleli, iż nie żyje – powiedziała Magdalena Stanisławska-Czop.

Na początku 2016 roku w Stróży pod Myślenicami Paweł W., znany optyk i biznesman, oraz jego kolega Mariusz K. brutalnie pobili żonę W. Kopali ją, uderzali pięściami i próbowali ogolić głowę nożem. Gdy na miejsce przybyli policjanci, Mariusz K. groził, że go użyje.

Dopiero wyciągnięta broń funkcjonariusza przekonała go, że to zły pomysł. 32-latka trafiła do szpitala w Krakowie w stanie ciężkim, była sparaliżowana. Mężczyźni usłyszeli zarzut m.in. usiłowania zabójstwa. Proces rozpoczął się w kwietniu 2017 roku.

Wyrok? 8,5 roku więzienia dla Pawła W. i 6,5 roku pozbawienia wolności dla Mariusza K. Sąd uznał, że mężczyźni nie próbowali zabić Marty Diener, tylko ją brutalnie pobili.

Życie jak film…

Żadna ze stron, oprócz prokuratury, nie zamierzała dopuścić do uprawomocnienia wyroku. Złożone zostały apelacje zarówno przez poszkodowaną, jak i obrońców oskarżonych. Zdaniem Marty Diener i jej pełnomocników kobieta uniknęła śmierci, bo udało jej się przed zdarzeniem powiadomić policję, przez jakiś czas broniła się, a później otrzymała profesjonalną opiekę medyczną w Krakowie. Obrona uważa, że sama doprowadziła do tego, co się stało.

Adwokat Jan Znamiec, który broni Pawła W., słowem wstępu przypomniał, że świat jest teatrem, ale w tym przypadku bardziej filmem.

– W tej sprawie możemy zastanawiać się, kto pisze scenariusz. Najprawdopodobniej będzie to Opatrzność, a nam zostały role do odegrania. Dobrze jest, abyśmy przestrzegali ich i nie starali się kreować rzeczywistości – powiedział.

Wstęp ten miał na celu pokazanie, że wyemitowany kilka dni temu materiał w jednej z telewizji został użyty przez poszkodowaną i jej brata jako narzędzie do tworzenia tejże rzeczywistości. – Mam nadzieję, że sąd będzie wolny od tej presji – stwierdził.

Mecenas również patrzy tak na sprawę pomiędzy Martą Diener, jej bratem, mężem i Mariuszem K. Pojawiają się tam też inni bohaterowie, którzy może nie są pierwszoplanowi, ale z punktu widzenia zdarzenia z 2016 roku bardzo ważni. A więc kiedy i jak zaczyna się ten „film” i co doprowadziło do jego brutalnego finału?

Ślub po trzech miesiącach

Mecenas Znamiec bez ogródek mówi, że jego klient jest alkoholikiem. Nie pił przez osiem lat, jednak po śmierci jego ośmioletniego syna znów chwycił za butelkę. To właśnie alkohol doprowadził do wywrócenia jego życia: odeszła jego żona, został sam. Również firma, znana w całej Małopolsce, powoli zaczynała mieć problemy.

W pewnym momencie Paweł W. chce ponownie ułożyć sobie życie z kobietą. Rezerwuje nawet termin w bazylice mariackiej. Życie toczy się jednak swoimi nieprzewidywalnymi torami. Spotyka Martę i po trzech miesiącach decydują się na ślub. Właśnie w kościele mariackim.

Jak mówi adwokat, z czasem pryska bańka szczęścia. Rozczarowana ma być głównie Marta Diener. – Kończy się wizja biznesmena, który ma zapewniać zachcianki. Pojawiają się problemy finansowe, emocje – stwierdził Znamiec.

Ale według mecenasa nie ma winy tylko po jednej stronie. Adwokat nie neguje tego, że doszło do brutalnego pobicia, ale jednocześnie skupia się na tym, aby pokazać, co do niego doprowadziło.

Obrońca Pawła W. powiedział, że w pewnym momencie mężczyzna znalazł się w potrzasku. Nie tylko przez swoją chorobę alkoholową. Dowiedział się, że jego żona jest byłą dziewczyną znanego krakowskiego gangstera, psychopaty, który prowadził agencje towarzyskie i kluby go-go. Również Marta Diener, zdaniem obrońcy, gdy była partnerką Janusza K. ps. „Bokserek”, działała w tym biznesie jako menadżerka.

– Pokrzywdzona i jej brat byli cały czas związani z K. To właśnie on odwiedził ją w szpitalu po całym zajściu – dodał Jan Znamiec.

Przez cały etap związku Paweł W. był straszony „Bokserkiem”. Pojawiały się groźby oblania kwasem pracowników salonu optycznego.

W pewnym momencie Paweł W. miał przepisać u notariusza udziały firmy, którą odziedziczył po ojcu, na żonę i szwagra. Również nie miało być to zrobione w jego własnej woli.

Wygląda na to, że Paweł W. nie mógł albo nie chciał zwrócić się o pomoc do odpowiednich służb. Jako że „Bokserek” miał umocowania w gangu związanym z pseudokibicami Cracovii, znalazł Mariusza K. – osobę, która nie bała się gangstera, bo miała wsparcie po „drugiej stronie Błoń”.

Mariusz K. za zadanie dostał odzyskanie Mercedesa Pawła W., który – zdaniem adwokata – zabrał brat Marty Diener – Łukasz.

Obcięli jej włosy

W nocy z 12 na 13 marca 2016 roku Paweł W. i Mariusz K. postanawiają odzyskać wóz. Namierzają Łukasza D. Ten bawi się w klubie Feniks. Mężczyznom jednak nie udaje się nic załatwić. Łukasz ucieka, a oni zostają z niczym. Dzwonią do Marty. Mówią, że jadą do niej, bo uważają, że tam będzie jej brat z samochodem Pawła W.

Jak uważa adwokat, nie jadą jednak do Stróży po to, by zamordować Martę Diner, tylko wyjaśnić sytuację.

– Poprzez zaniechanie sądu nie wiemy, co tak naprawdę się zdarzyło w domu. Można było zlecić wrocławskiemu instytutowi, aby w oparciu o akta zrekonstruował wydarzenie w technologii 3D. A teraz istnieje wiele wątpliwości – mówił mecenas.

Jan Znamiec przypomina, że Paweł W. był pijany, a Mariusz K. pod wpływem alkoholu i kokainy. – To, że doszło do takiej tragedii, jest zdaniem oskarżonych spowodowane zachowaniem pokrzywdzonej, która powitała ich obelgami: „c…e”, „p….y”. To zadziałało na Mariusza K. jak płachta na byka – stwierdził adwokat.

Mecenas podkreślał, że mężczyźni nie mieli zamiaru zabić. Sami nie wiedzieli, po co przyjechali. Jednak poprzez upokorzenie Marty – obcięcie jej włosów, pobicie, pokazali, że nie boją się „Bokserka”.

Obrońca Pawła W. dodał też, że w pewnym momencie jego klient został ranny nożem, ponieważ odciągał Mariusza K., który miał nóż. Wszystko po to, aby nie doszło do jeszcze gorszego finału tej sprawy.

– Nie ma idealnej czerni ani idealnej bieli – podsumował adwokat.

Sąd się myli

Adwokat Magdalena Stanisławska-Czop uważa, że sąd pierwszej instancji błędnie ustalił trzy rzeczy: że oskarżani nie chcieli pozbawić życia Marty Diener, nie zadali ciosu nożem i że nie wiedzieli, iż doprowadzili do poważnego urazu, który zagrażał jej życiu.

Mecenas twierdzi, że Paweł W. groził kilka miesięcy wcześniej swojej żonie. Dodatkowo, jak jechali do niej wraz z Mariuszem K., zadzwonił do niej i powiedział, że ją zabije. Innym słowem. – Sąd to pominął – przypomniał pełnomocnik pokrzywdzonej.

11-centrymetrowy ślad na kurtce, którą broniła się pokrzywdzona, również świadczy o tym, że nóż został użyty. Ale to nie wszystko. Biegli zauważyli, że na ciele kobiety było pięć ran ciętych.

– Mariuszowi K. nie udało się osiągnąć celu, bo był pod wpływem alkoholu i narkotyków – mówiła Stanisławska-Czop.

Oskarżeni zdaniem mecenas przestali bić, bo uznali, że kobieta nie żyje. – Przestali ją maltretować dopiero wtedy, gdy przestała się ruszać – podkreśliła adwokat Magdalena Stanisławska-Czop.

Ostatecznie była żona (sprawa rozwodowa jest w trakcie) Pawła W. poprzez swoich przedstawicieli żąda podwyższenia kary dla oprawców do 15 i 12 lat więzienia, zakazu zbliżania się do niej na odległość nie mniejszą niż 100 metrów przez 15 lat oraz wpłaty 500 tys. złotych zadośćuczynienia.

Wyrok zapadnie 27 stycznia.

comments powered by Disqus