„Żołnierz wyklęty" nie składa broni

fot. Julia Ślósarczyk

Stanisław M., który przekonywał sąd, że jego przestępstwa z lat 50. były związane z walką o niepodległość, nie składa broni i walczy w sądzie administracyjnym o status kombatanta. Problem w tym, że kolejni sędziowie uznali go za kłamcę.

Skazani przez peerelowski wymiar sprawiedliwości za działalność na rzecz niepodległości mają prawo domagać się unieważnienia wyroku, a następnie odszkodowania od Skarbu Państwa. Z takiej możliwości skorzystał Stanisław M. ponad 10 lat temu.

Mężczyzna przekonywał krakowski sąd, że w czasie drugiej wojny światowej był żołnierzem, a później walczył z komunistycznym rządem. Jak? Według jego zeznań rozrzucał ulotki czy malował antyrządowe i antykomunistyczne hasła na murach. Miał też napadać na państwowe instytucje, co również było motywowane walką polityczną. Z jego słów wynikało, że należał do tajnej organizacji zbrojnej. To właśnie za działalność polityczną, jak przekonywał, został skazany w 1959 roku na 12 lat więzienia, z czego odsiedział osiem lat i sześć miesięcy.

Sąd uwierzył mężczyźnie i unieważnił wyrok. Pozwoliło to na zawnioskowanie o odszkodowanie za czas spędzony za kratami. W sumie wywalczył 350 tys. złotych.

Szczęście nie trwało długo

Prokuratura postanowiła zweryfikować opowieści „wyklętego”. W dokumentach Instytutu Pamięci Narodowej nie znaleziono nic na temat grupy, do której należał M. Przestudiowany został jednak wyrok jaki zapadł, wraz z dokumentacją ze śledztwa.

Okazało się, że M. i dwóch innych mężczyzna zostało skazanych za napady: na sklep i listonoszkę, ale pieniądze i towar jakie ukradli, nie zostały przekazane na szczytny cel, np. pomoc byłym żołnierzom AK w potrzebie – jak deklarował Stanisław M..

Dlatego też prokuratura oskarżyła M. wyłudzenie i składanie fałszywych zeznań. W 2021 roku zapadł wyrok skazujący. Mężczyzna usłyszał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i musiał zwrócić otrzymane od Skarbu Państwa pieniądze.

Kombatant?

Cztery lata wcześniej, po korzystnych dla siebie decyzjach sądu, Stanisław M. wystąpił o status kombatanta. Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił, twierdząc, że brak jest dowodów potwierdzających służbę M. w organizacji stawiającej sobie za cel niepodległość i suwerenność Rzeczypospolitej.

Stanisław M. nie zgodził się z tym i w skardze do sądu administracyjnego, powtórzył całą historię. Tym razem jednak Wojewódzki Sąd Apelacyjny w Krakowie dysponował już całą dokumentacją zgromadzoną przez IPN na temat Stanisława M.

Wynika z niej, że mężczyźni podzielili się pieniędzmi z rabunków, a dodatkowo w mieszkaniach należących do sprawców, milicja znalazła takie przedmioty, jak m.in. motor Jawa, zegarki, radia, telewizor. Ówcześni śledczy nie wiązali działalności mężczyzn z partyzantką antykomunistyczną. Uznani zostali za zwykłych przestępców.

W dokumentach zachowały się zeznania świadka, który mówił, że S.M i jego koledzy prowadzili rozrzutny styl życia, urządzali libację zakrapiane „dużą ilością wódki wiśniówki” (taka miała zniknąć ze sklepu) czy też „w miejscowym barze fundowali wódkę nie licząc się z pieniędzmi”. W dokumentach znalazło się jeszcze kilka innych spraw, z których wynika, że Stanisław M. nie tylko nie uczestniczył w żadnej organizacji antykomunistycznej, ale też był obywatelem, który za nic miał ówczesne prawo.

– W ocenie sądu S. M. razem z R. P. i A. G. tworzyli grupę przestępczą dokonującą napadów rabunkowych na własne potrzeby – stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w wyroku oddalającym skargę.

To jednak nie koniec. 26 maja Naczelny Sąd Administracyjny będzie rozpoznawał kasację od tego wyroku.