W poniedziałek przy ul. Racławickiej 21 pojawiły się istne tłumy. W potężnych kolejkach ustawili się krakowianie chcący wesprzeć niewielki sklepik zoologiczny pod nazwą „Nie tylko dla psa i kota” prowadzony od prawie 20 lat przez panią Bogumiłę, a później jej męża, pana Ryszarda. Małżeństwo podjęło właśnie trudną decyzję o zamknięciu działalności – z końcem lipca sklepik zostanie zamknięty. Powodów jest kilka, począwszy od rosnących wciąż opłat, po stan zdrowia właścicieli, którzy stwierdzili, że najwyższy czas po prostu odpocząć.
Wesprzeć ostatnimi zakupami
Gdy informacja o likwidacji sklepu obiegła internet (nagłośniona przed lokalne stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców i znanych youtuberów), krakowianie rzucili się do sklepu, by zrobić ostatnie zakupy dla swoich zwierzaków i wesprzeć w ten sposób właścicieli zamykającego się interesu.
– „Od małego mama wysyłała mnie po karmę właśnie w to miejsce, zawsze uśmiechnięci i życzliwi właściciele”, „Ależ szkoda, ostatnio jest coraz mniej takich klimatycznych miejsc… Mam wrażenie, że ten sklepik był na Racławickiej od zawsze” – komentują internauci.
I tłumaczą sobie przyczyny zamknięcia sklepu: - „Teraz będzie tylko internet, markety, Żabki, mi to akurat nie odpowiada”, „Przykry znak czasów. Handel przenosi się do internetu, miejsca stacjonarne zaczynają być dominowane przez sieciowe koncepty”, „Największym problemem branży jest internet. Opłaty opłatami, ale zamykające się sklepy zoo od jakiegoś czasu to rosnący trend”.
Przedłużający się remont
Jak się okazuje, z dużymi problemami mierzy się też inny krakowski sklep zoologiczny, „Strefa Zwierzaka”, który znajduje się przy al. 29 Listopada. Jak mówi nam jego właściciel, Paweł Szewczyk, głównym powodem kłopotów finansowych jest przedłużający się remont chodnika przed wejściem do sklepu.
– Remont trwa od lutego, miał się skończyć w 3 tygodnie. Prace wciąż jednak trwają, chodnik jest rozkopany, w dodatku zablokowany jest główny dojazd, bo pracownicy zorganizowali sobie na skrzyżowaniu magazyn, parking dla koparek i toaletę. Klienci mają problem, by do nas dojść, nie mają też gdzie zaparkować, a my się coraz bardziej zadłużamy – tłumaczy pan Paweł.
Jak dodaje, w trakcie remontu obroty sklepu spadły o połowę, być może nawet więcej.
– Wydaje mi się, że teraz mamy mniej więcej jedną trzecią utargu, jaki mieliśmy kiedyś. Sklep po prostu upada – mówi nam Szewczyk. – Nie chcemy do tego dopuścić, nie tylko dlatego, że nam na nim bardzo zależy, ale mamy też pieska, który nie może zostawać sam, a teraz może spędzać czas w sklepie, którego stał się wizytówką. Hienek został porzucony rok temu w Białce Tatrzańskiej i niestety cierpi na silny lęk separacyjny. Mamy też inne zwierzaki, o które musimy bardzo dbać.
Walka o odszkodowanie?
By nie dopuścić do likwidacji sklepu, jego właściciele założyli zrzutkę w internecie, prosząc o najmniejszą choć pomoc w utrzymaniu sklepu i zwierzaków. Pan Paweł zapowiada też, że będzie się starał o jakiś rodzaj odszkodowania za poniesione straty finansowe. – Nie wiem czy to się uda, ale na pewno będę próbował – zapowiada.