Kobieta w opałach i chaotyczna bójka na stacji paliw

W bójce użyte zostały gaśnice fot. pixabay.com

Czterech mężczyzn oskarżonych o m.in. udział w bójce i zdemolowanie jednej ze stacji paliw połączyła jedna kobieta – Kamila P.

Chorobliwa zazdrość i brak poszanowania jakichkolwiek reguł społecznych omal nie doprowadziły do śmierci jednego z uczestników bójki, do której doszło 9 kwietnia zeszłego roku na stacji paliw w podkrakowskiej miejscowości.

Dama w opałach

Rafał Z. przyznał, że miał obsesję na punkcie Kamili. Zawsze chciał z nią być. Okazja nadażyła się, gdy kobieta przechodziła trudne chwili związane z jej poprzednim związkiem, a on akurat wyszedł z więzienia. Jesienią 2020 mężczyzna był do rany przyłóż. Dlatego kobieta uległa i związała się z nim. Wkrótce jednak zorientowała się, że coś jest z nim nie tak i zerwała kontakt.

Odrzucony kochanek nie dawał za wygraną. Szantażował ją domniemanymi próbami samobójczymi, głodził się i kaleczył. Nękał ją sms-ami i groził. W końcu, w szale zazdrości postanowił rozprawić się z jej domniemanym partnerem, Mateuszem R., znanym organom ścigania pseudokibicem Cracovii, który mieszkał niedaleko pracy Kamili P.

9 kwietnia Rafał Z. i Mateusz G., jak się później okazało dalszymi krewnymi Kamili, spożyli alkohol i postanowili, że pojadą na stację, gdzie pracowała kobieta, by rozprawić się z Mateuszem R. Na miejsce przyjechali Uberem, mieli ze sobą puszki z gazem i byli zamaskowani.

Pandemonium

Z aktu oskarżenia wyłania się chaotyczny opis tego, co się później wydarzyło. Z wyjaśnień i zeznań uczestników wynika, że Rafał Z. miał ze sobą atrapę broni i przyłożył ją do skroni Kamilli P. Wyzywał ją, a później razem z Mateuszem B. zaczęli demolować sklep stacji. Rzucali ciastkami, kawą i kluczami.

– Rafałowi i Mateuszowi toczyła się piana z ust, nie wiedziałam, czy przez adrenalinę, czy przez to, że byli pod wpływem narkotyków – to z zeznań Kamili P.

Napastników postanowili odeprzeć Mateusz R. i inny mężczyzna, kolega Kamili, który również tam był, by – jak wyjaśniał – kobieta nie czuła się zagrożona.

Między mężczyznami doszło do bójki: pryskali gazem, pianą z gaśnic, obrzucali się kluczami i narzędziami, które znaleźli w sklepie. W pewnym momencie Rafał Z. i jego kompan (prokuraturze tłumaczył, że ze strachu) zaczął wylewać paliwo z dystrybutorów (w sumie wylali około 40 litrów). Za co usłyszał kolejny zarzut – o sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mienia. Na szczęście ogień się nie pojawił.

Zdrowotnie najgorzej na całym wydarzeniu wyszedł Mateusz G., który został potrącony przez rozpędzony samochód, za kołkiem którego siedział Mateusz R. Oskarżony przy dużej prędkości uderzył w G., powodując u niego kilka złamań, w tym mostka oraz uszkodzenie kręgosłupa. R. usłyszał zarzut próby zabójstwa.

Tłumaczył się emocjami

Rafał Z. częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, że był zazdrosny, co doprowadziło go do szaleństwa. Nie znał Mateusza R. Swoje działania tłumaczył emocjami.

Mateusz G. przyznał się do wszystkich zarzutów. Mówił, że nikogo nie bił, ale faktycznie rzucał narzędziami. Twierdził, że rozlewał paliwo, żeby przestraszyć innych. Dodał, że kiedy odchodził z miejsca zdarzenia, został potrącony. Przyznał, że pił alkohol, ale nie brał narkotyków.

Jedyny niekarany z tego towarzystwa Mateusz F. przekonywał, że chciał uciec ze stacji, ale nie zdołał i przyłączył się do bójki.

Mateusz R. odmówił składania wyjaśnień.

Sprawą tą wkrótce zajmie się krakowski sąd okręgowy.

Aktualności

Pokaż więcej