Młodzi, bezwzględni, ukarani

fot. Krzysztof Kalinowski

Jedna wpadka pociągnęła za sobą szereg konsekwencji. Gdy Konrad O. wpadł w pułapkę zastawioną przez policjantów, szybko wydał swoich wspólników. Finał tej historii był szczęśliwy, ale daleki od idealnego.

Wrzesień 2020 roku. Przed południem w jednym z mieszkań w Nowej Hucie zadzwonił telefon stacjonarny. Być może dzwoniący myślał, że odbierze właścicielka, blisko 90-letnia kobieta. Słuchawkę podniosła jednak jej córka, która była tam wraz z wnuczką.

Głos w telefonie oznajmił, że jest funkcjonariuszem CBŚP. Podał numer legitymacji, a następnie poprosił, aby się nie rozłączać, tylko wybrać numer 997, a wtedy uzyska się potwierdzenie danych dzwoniącego od innego „policjanta”. Mężczyźni „przełączali się” między sobą, potwierdzali, bajerowali. Takie bajeczki jednak nie zadziałały na panią Jolantę.

– Już wtedy zorientowałam się, że dzwonią oszuści, więc napisałam do swojej córki ze swojej komórki, aby zadzwoniła na policję – powiedziała później policjantom kobieta.

Niedoszła ofiara oszustów kontynuowała rozmowę. Grała na zwłokę, aby utrzymać rozmowę do przyjazdu mundurowych. W końcu córka pani O. napisał na karteczce informację, że policja już zmierza do mieszkania, gdzie znajdują się kobiety.

Rozmowa była kontynuowana w obecności policjantów, ale już na „komórce”. Wtedy zaczął się show. Oszust z pretensjami pytał, dlaczego Jolanta O. nie odbiera wezwań na przesłuchanie. Następnie zaczął tłumaczyć, że pracownicy banku, gdzie trzyma pieniądze (nie powiedział, który to bank), współpracują z przestępcami. Przekonywał, że należy wypłacić pieniądze.

Jak po sznurku

– Ja powiedziałam, że będę robić, co każe i pomogę złapać tych oszustów – zanotowano w zgłoszeniu popełnienia przestępstwa.

Następnie kobieta musiała wskazać bank, gdzie ma zgromadzone środki. Usłyszała, że ma pójść do placówki i wypłacić gotówkę. Pani Jolanta cały czas była pod opieką policji. Kasjerka w banku też została uprzedzona o akcji – wszystko po to, aby nie robić problemów z wypłatą.

Kasjerzy są przeszkoleni w ten sposób, że gdy widzą, iż starsze osoby zachowują nie w dziwny sposób i wypłacają duże kwoty, powiadamiają odpowiednie służby. Tak też było w innym przypadku z tej sprawy, o czym później.

Fałszywy policjant powiedział, że następne kroki będą zależne od „prokuratora”. To on miał wydać „postanowienie o dyspozycji pieniędzy na cele policji”. Było to 40 tys. złotych.

Zuchwałość oszustów była tak duża, że kazali kobiecie pojechać na ul. Wielicką z pieniędzmi i tam im je przekazać. Jolanta się nie zgodziła. Następna propozycja była taka, żeby wyniosła gotówkę do pobliskiego śmietnika, na co również nie przystała. Ostatecznie to jeden ze współpracujących z szajką ludzi przyszedł na klatkę schodową. Gdy kobieta wyrzuciła pakunek zza drzwi, a mężczyzna, który przybył na miejsce ją odebrał, dorwali go policjanci.

Był to 34-letni Konrad O. Do Krakowa przyjechał z małej miejscowości. Od dłuższego czasu miał problemy z prawem. Był uzależniony od narkotyków, leczył się psychiatrycznie.

Przed zatrzymaniem brał jednak udział w trzech podobnych akcjach. Dwie udały się, trzecia została spalona przez kasjerkę.

„Byłem tylko odbieraczem”

Konrad O. opowiedział przesłuchującym go policjantom, skąd w ogóle wziął się w tej całej historii. Mówił, że podczas pobytu w ośrodku odwykowym poznał dużo młodszą od niego i atrakcyjną dziewczynę – Dominikę G. Od tego czasu utrzymywał z nią kontakt.

Jednak w pewnym momencie przyjechała do niego ze znajomymi – parą. Konrad O. wyjaśnił, że kobieta była w ciąży, a mężczyzna był dobrze zbudowanym blondynem z „kwadratową głową”. – Dominika zaproponowała mi, że mogę zarobić 700 zł za odebranie paczki – stwierdził.

Zgodził się na to. Warunki nie były skomplikowane: miał kupić kartę sim do starego telefonu, który otrzymał od mężczyzny, zarejestrować ją na fałszywe dane i zawsze odbierać przychodzące połączenia. Miał zakaz otwierania paczek. Jego zadaniem było odebranie pakunku ze wskazanego miejsca i przywieźć do innego. I telefon faktycznie dzwonił. Konrad O. rozmawiał z różnymi mężczyznami.

Zatrzymany opowiedział, skąd odbierał paczki. Wszystkie lokalizacje zgadzały się z tymi, które podali oszukani seniorzy: Liszki, Dobczyce, wiata śmietnikowa…. – Nie wiedziałem, że dokonuję oszustwa – powiedział funkcjonariuszom. „Przesyłki” przywoził na ul. Darwina.

To nie koniec

W trakcie śledztwa policjanci ustalili wspólników Konrada O. Był to 24-letni Bartłomiej K. i jego o rok starsza narzeczona – Aleksandra O.

Po zatrzymaniu pary, policja w ich mieszkaniu znalazła kilka telefonów z kartami sim i trochę gotówki. Początkowo Bartłomiej K. zaprzeczał zarzutom. Jego konkubina odmówiła składania wyjaśnień.

Policja zdobyła jednak mocne dowody. Para poruszała się wypożyczonym samochodem. Te mają wbudowany GPS. Funkcjonariusze wystąpili do firmy o udostępnienie miejsc, gdzie pojawiał się samochód. W połączeniu z billingami, wyjaśnieniami Konrada O. i zawiadomieniami seniorów, nie było mowy o pomyłce.

Co ciekawe, para od najmłodszych lat miała problemy z prawem. Bartłomiej K. w 2014 roku został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć za napady i kradzież biżuterii. W ten sposób okradł kilka kobiet, pozbawiających ich np. łańcuszków. Jeden z nich kosztował 8 tys. zł.

Mężczyzna przyznał się do stawianych mu zarzutów. Stwierdził, że jego narzeczona była tylko kierowcą i nie ma nic wspólnego z całą sprawą. Żałował popełnionych przestępstw.

Wyrok

Skoro mężczyźni przyznali się do zarzutów, prokuratorowi nie zostało nic innego, jak skierować sprawę do sądu. Następnie wszystko zakończyło się na jednej rozprawie, ponieważ obrońcy oskarżonych złożyli wnioski dotyczące dobrowolnego poddania się karze.

Pierwszy z oskarżonych został ukarany półtorarocznym więzieniem, drugi – rokiem pozbawienia wolności. Na poczet tej kary zaliczony został okres tymczasowego aresztu, w którym spędzili kilka miesięcy.

Mężczyźni zostali zobowiązani też do solidarnego naprawienia szkody, czyli zwrotu kilkudziesięciu tysięcy złotych starszym osobom.

Na razie nie wiadomo, jak się skończyła ta historia – czy seniorzy odzyskali pieniądze oraz czy policja wpadła na trop wspólników tych dwóch oszustów.

comments powered by Disqus