Nowy sezon w Teatrze Słowackiego. W roli głównej: ekscentrycy

Mapping na gmachu Teatru Słowackiego (archiwum) fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
„Dziady”, „Znachor”, „Własny pokój” czy „Botticelli”. Teatr Słowackiego odkrywa karty i prezentuje plany na nowy sezon. A ten upłynie pod hasłem „Wolał(a)bym nie”.

Dwie premiery na początek

W nadchodzących miesiącach teatr zaprosi widzów na 10 premier. Pierwsza z nich już 8 października na scenie Domu Machin. Na otwarcie nowego sezonu teatr wybrał spektakl „Debil” Maliny Prześlugi w reż. Piotra Ratajczaka.

To prapremiera dramatu uhonorowanego Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną za najlepszy tekst 2020 roku. W przewrotny i dowcipny sposób porusza on złożony temat osób z niepełnosprawnością i temat świata, który próbuje – a czasem nie próbuje wcale – z tym tematem dialogować.

Jeszcze w październiku w repertuarze znajdzie się spektakl „Danton” w reż. Radosława Stępnia na  podstawie tekstu Konrada Hetela. Premiera na scenie MOS 22 października.

„Wolał(a)bym nie”

Cały sezon spina klamrą hasło „Wolał(a)bym nie” odnoszące się do ludzi, którzy nie zmieniają swoich przekonań i pozostają sobą. Tym razem teatr skupi się na indywidualistach, sceptykach i ekscentrykach.

– Uciekliśmy się do cytatu „I would prefer not to” z książki „Kopista z Bartleby. Historia z Wall Street”  Hermana Melville’a napisanej w połowie XIX wieku Jej bohater to człowiek, który na każdą próbę zmiany jego statusu ekonomicznego, myślowego, społecznego odpowiada właśnie w ten sposób. Chcemy zająć się ekscentrykami, których los postawił właśnie w takiej sytuacji albo sami świadomie podjęli decyzję, że będą się powstrzymywać. Pozostaną wierni swoim przekonaniom i pozostaną sobą, nie będą podążać ani za, ani pod prąd –  wyjaśnia Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru Słowackiego.

Przedstawienie o Polsce

Na liście kolejnych propozycji znalazły się „Dziady” Adama Mickiewicza. Dramat romantyczny po 120 latach wraca na deski Teatru Słowackiego. Spektakl w reżyserii Mai Kleczewskiej będzie przedstawieniem o Polsce, a raczej dwóch jej obliczach.

–  Dziś dwie Polski to nasza codzienność, dwa walczące przeciw sobie narody. Poeci stają pomiędzy walczącymi w bratobójczej walce stronami, ale są samotni. Żadna ze stron nie potrzebuje poetów. Jak w upiornym śnie, śnimy wciąż ten sam sen a polski dramat zdaje się nie mieć końca. Głos Konrada brzmi w tym świecie dobitnie i tragicznie – mówi Maja Kleczewska.

Premiera jest planowana na 19 listopada, w 120-lecie prapremiery w inscenizacji Stanisława Wyspiańskiego.

„Znachor” na koniec sezonu

W repertuarze znalazły się również „Opowieść wigilijna” Ch. Dickensa (reż. Maria Wojtyszko, Jakub Krofta), „Pani Bovary” G. Flauberta (reż. Małgorzata Jakubowska), „Czerwone i czarne” Stendhala (reż. Bartosz Szydłowski), „Botticelli” J. Tannahilla (reż. Paweł Świątek), „O dwóch doktorach i jednej pacjentce” (tekst i reżyseria: Maciej Wojtyszko), „Własny pokój” V. Woolf (reż. Zofia Gustowska).

Teatr Słowackiego zakończy sezon spektaklem „Znachor” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Reżyserią zajmie się Jakub Roszkowski.

–  Warszawa, XX-lecie międzywojenne. Poznajemy prof. Rafała Wilczura, wspaniałego chirurga, który robi karierę. Ale pewnego razu dostaje cios w głowę i traci pamięć. Znika ze swojego życia na wiele lat. Pojawia się w małej wsi, niczego nie pamięta, niczego nie ma, ale wie, że chce leczyć ludzi i wie, że potrafi to robić. Zapraszam serdecznie na teatralną inscenizację melodramatu Tadeusza Dołęgi-Mostowicza – mówi reżyser spektaklu.

 

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Stare Miasto
comments powered by Disqus