„Rok 2016 był dla Budżetu Obywatelskiego nieudany” [Komentarz]

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Frekwencja ogólnomiejska wynosząca 7,5 %, wygrana niszowego projektu (szkolenia szybowcowe), odejście dzielnicy Bieńczyce. Czy to już koniec Budżetu Obywatelskiego w Krakowie? - pisze Karol Wałachowski, prezes Zarządu Klubu Jagiellońskiego - Małopolska.

Rok 2016 dla Budżetu Obywatelskiego nie był rokiem udanym. Spadek frekwencji z 50 tyś. na 37 tyś. głosujących nie świadczy dobrze o rozwoju idei Budżetu. Na pewno po stronie organizatorów zostało popełnione kilka błędów. Wakacyjny termin głosowania i brak realizacji, lub przedłużająca się realizacja wygranych projektów na pewno nie wpłynęły pozytywnie na wizerunek samego Budżetu i frekwencję. Czy jednak Bieńczyce mają obecnie argumenty na rezygnację z projektu, czy to tylko element „robienia polityki” przez Radnych Dzielnicowych?

W oświadczeniu Marcina Premusa, Zastępcy Przewodniczącego Rady i Zarządu Dzielnicy XVI Bieńczyce wybrzmiewa kilka istotnych kwestii, z którymi chciałbym się zmierzyć.

BO sprawdza się tam, gdzie radni są słabi i bez wyraźnej aktywności żyją w maraźmie, ale jeśli jest normalnie, dzielnica jest aktywna to nie ma potrzeby uruchamiania BO.

Doświadczenia Krakowa i innych miast wyraźnie wskazują na odwrotną tendencję. Zaangażowanie mieszkańców jest wprost proporcjonalne do skuteczności kampanii promocyjnej i włożonej pracy przez samych samorządowców w promocję projektu. To Radni Dzielnicowi są najbliżej mieszkańców i mogą najskuteczniej zachęcać ich do uczestniczenia w Budżecie Obywatelskim. Przykładem dobrych praktyk w Krakowie może być zaangażowanie Rady Dzielnicy Zwierzyniec. Dzięki ich aktywności i zaangażowaniu frekwencja wyniosła powyżej 10%, w Bieńczycach 2,5%. O zaangażowaniu Radnych Dzielnicowych Bieńczyc świadczyć może także produktywność w pracach koncepcyjnych nad BO. W Radzie Budżetu Obywatelskiego nie ma ani jednego radnego.

Podkreślam, że to radni są powołani do reprezentowania lokalnej społeczności i realizowania postulatów mieszkańców.

Budżet Obywatelski jest narzędziem demokracji bezpośredniej, w przeciwieństwie do Rad Dzielnic, które są organami przedstawicielskimi mieszkańców. Zadaniem BO jest zainteresowanie mieszkańców sprawami lokalnymi i selekcja najlepszych przedstawionych przez nich pomysłów. Z kolei rolą radnych jest praca na rzecz wspólnoty dzielnicowej. Nie mogą oni jednak zapominać, że to mieszkańcy dzielnicy są lokalnym suwerenem i to oni dają mandat radnym, który zawsze mogą cofnąć przy najbliższej okazji. Dlatego decyzje powinny być podejmowane na jak najniższym stopniu. Nie możemy w tym kontekście rozpatrywać substytucji decyzji Radnych i mieszkańców. Powinniśmy dążyć do jak największego zaangażowania wszystkich grup.

Realizuje się też wnioski skierowane jedynie do wąskiej grupy mieszkańców mimo głosów krytycznych, odbieranych od mieszkańców.

Dużym zagrożeniem Budżetu Obywatelskiego jest lobbowanie przez aktywne grupy interesów, które dotyczą niewielkiej liczby mieszkańców. Tu za przykład mogą posłużyć tegoroczne szkolenia szybowcowe, gdzie mobilizacja małej grupy przyczyniła się do realizacji ich projektu i tym samym wypchnięcia projektów, będących użytecznymi dla mieszkańców całego miasta. Byłoby to jednak bardzo trudne, gdyby Krakowianie liczniej stawili się do głosowania i zaprezentowali swoje preferencje. Duża liczba zgłoszonych projektów i wysoka frekwencja w dużym stopniu minimalizują ryzyko wystąpienia zjawiska „uwłaszczania się na budżecie obywatelskim” .

Formuła BO wyczerpała się, nie widzę sensu jej kontynuowania i nie chodzi wcale o zrealizowane projekty, ale o samą ideę. Wyrzuca się duże pieniądze na promocję (kierując finansowanie do z góry określonych redakcji i portali), a nie znajduje się przy tym większych pieniędzy na cele realizowane przez dzielnice w Krakowie.

Klasycznym problemem dużych miast jest zjawisko „wykorzenienia” z lokalnych wspólnot. Powszechna anonimowość, brak więzi sąsiedzkich, brak poczucia lokalnej tożsamości nierozerwalnie związane są z dużymi ośrodkami miejskimi. Kosztami tych zjawisk jest m.in. zwiększenie przestępczości, zamieranie kapitału społecznego czy spadek jakości usług publicznych, związany z niższą kontrolą społeczną. Dlatego budowa kapitału społecznego we współczesnych miastach jest istotnym czynnikiem, wpływającym na rozwój miasta, w proporcjonalnym stopniu jak przyciąganie inwestorów, czy troska o wizerunek. Oczywiste jest to, że musi to być proces długotrwały, który niekoniecznie od samego początku przyniesie spektakularne efekty. Nie wydaje mi się jednak, że nawet obecna niska frekwencja na poziomie 7% jest porażką samej idei. Na pewno Budżet Obywatelski przyczynił się do większego zainteresowania sprawami lokalnymi wśród mieszkańców. A posiadanie wiedzy jest to pierwszy krok na drodze do zaangażowania w sprawy publiczne.

Kwestia niskich środków, którymi dysponują Rady Dzielnic jest tematem na inną dyskusję. Wolałbym jednak, aby redystrybucja środków odbywała się zgodnie z zasadą subsydiarności w dół, tak aby jak najwięcej decyzji było podejmowanych przez najbardziej zaangażowanych i najlepiej znających swoje potrzeby- mieszkańców i Rady Dzielnic.

W medialnych wypowiedziach przedstawicieli Rady Dzielnicy XVI pojawiają się kwestie legitymacji społecznej projektów. Zarzuca się, że przy tak niskiej frekwencji wybierane są projekty nieprzemyślane, nie mające poparcia wystarczającej liczby mieszkańców. Radni w Dzielnicy XVI aby zostać wybranymi potrzebowali poparcia między 140, a 390 głosami mieszkańców. Zwycięski projekt BO w Bieńczycach uzyskał za to 1659 punktów (w najgorszym przypadku 553 osoby). Jeśli podążymy logiką braku legitymacji, istnienie Rady Dzielnicy także traci sens.

Na pewno projekt Budżetu Obywatelskiego znajduje się obecnie w ważnym, kulminacyjnym punkcie. Minął już efekt nowości, poszukiwane muszą być nowe sposoby na pobudzanie ciekawości i zaangażowania mieszkańców. Pamiętać jednak musimy, że nie ma dwóch takich samych miast. Sztuczne „przeszczepianie” pomysłów ze względu na odmienne lokalne warunki nigdy się nie sprawdza, a Kraków dzięki zaangażowaniu i pracy urzędników, przedstawicieli organizacji pozarządowych i mieszkańców jest na dobrej drodze do dopasowania Budżetu Obywatelskiego do swojej lokalnej specyfiki. Nie możemy po pojawieniu się trudności rezygnować łatwą ręką z wypracowanej formuły, bez zaproponowania czegoś w zamian. Stawką tej gry jest przyszłość naszego miasta.

Rada Dzielnicy musi podjąć decyzję do końca stycznia. Głęboko zachęcam do powtórnego przemyślenia tej decyzji. Jeśli odmowa uczestnictwa zostanie utrzymana, liczę na propozycję działań, które mogłyby zastąpić Budżet Obywatelski.

Karol Wałachowski- ekonomista, Prezes Zarządu Klubu Jagiellońskiego - Małopolska. Współtwórca Ośrodka Studiów o Mieście, zaangażowany w sprawy funkcjonowania samorządu i Krakowa.

Więcej opinii tego autora »

comments powered by Disqus