Zabójca z ul. Miodowej: Nie jestem złym człowiekiem

Oskarżony Damian S. fot. Dawid Kuciński

Dożywocia i 400 tys. złotych zadośćuczynienia dla rodziców zabitego 21-latka domaga się prokurator Tomasz Mazurek dla Damiana S. Mężczyzna wbił nóż w ciało studenta, przebijając jego serce. Ojciec ofiary mówi o sprawcy, że ten jest bestią, pełnomocnik rodziców zmarłego przypomina o karze śmierci. Oskarżony płacząc, prosi o sprawiedliwą karę i zapewnia, że nie jest złym człowiekiem. Tak w skrócie wyglądały mowy końcowe w sprawie zabójstwa na ulicy Miodowej.

Dobiega końca proces w sprawie zabójstwa z 3 stycznia 2017 roku. Wówczas do stojących po kolizji czterech mężczyzn podszedł inny i zadał jednemu z nich cios nożem. Był nim 21-latek, który przyjechał do Krakowa na pogrzeb swojego dziadka. Późnej miał spotkać się ze znajomym. Pech chciał, że samochód, którym jechał uczestniczył w kolizji. Dlatego znalazł się na ulicy Miodowej.

Sprawca wcześniej został pobity, jednak jak twierdzi prokurator, sam do bójki doprowadził. Tego dnia pił alkohol w pracy. Kiedy wrócił do restauracji, gdzie był zatrudniony, chwycił za nóż o 24-centymetrowym ostrzu i poszedł wymierzyć na własną rękę sprawiedliwość.

– Ta zbrodnia przeraża przede wszystkim tym, że ofiary nie było w miejscu wcześniejszego zdarzenia. Nie znała swojego mordercy, nawet go nie widziała. Znalazła się tam zupełnie przypadkowo – zaczął prokurator Mazurek.

Zwracając się do sądu, stwierdził, że należy sobie uzmysłowić, że nawet gdyby nie było tam Mateusza, do tej zbrodni i tak by doszło. – Damian S. musiał zabić. Jeśli nie Mateusza, to inną osobę. Każdy z nas mógł tam być. Dla oskarżonego, w ten śnieżny wieczór, identyfikację ofiary stanowiło to, że był ubrany w ciemną kurtkę – powiedział śledczy.

„Zabójca był zdeterminowany”

Prokurator przedstawił, jego zdaniem, ważne punkty z dotychczasowego życia oskarżonego oraz jego osobowość, którą sportretowali biegli w opinii. Damian S. mieszkał z byłą żoną i synem. Chciał mieć normalny dom, ale mimo wszystko nie dążył do tego, jego zachowanie było sprzeczne z jego dążeniem do normalności. Miał romans z szefową, pił alkohol. W stosunku do innych pracowników zachowywał się wulgarnie, jeden z nich zwolnił się z tego powodu.

Biegli ocenili, że jego osobowość jest niedojrzała, że działa impulsywnie, ma niską samokontrolę. W młodości brał udział w bójkach pseudokibiców. W 2013 roku został oskarżony o pobicie pracodawcy matki, który ją zwolnił, później uciekł za granicę, gdzie został skazany na posiadanie noża w miejscu publicznym. Wrócił do kraju i znów wdał się w bójkę.

Znów opinia biegłych przywołana przez prokuratora: nie próbuje rozwiązywać problemów z zaangażowaniem służb porządkowych, myśli tylko o odwecie, który w jego opinii ma być sprawiedliwy. – To zabójstwo było skutkiem cech jego osobowości – uważa Tomasz Mazurek.

„Miał los w swoich rękach”

3 stycznia 2017 roku Damian S. miał los w swoich rękach. Ze wszystkich dostępnych wyborów, wybrał źle. Zainicjował bójkę, w której został pobity. – Zamiast ominąć mężczyzn, jak wszyscy, którzy obok nich przechodzili, zainicjował konflikt. Później nie odszedł, chciał się bić – mówił prokurator.

Następnie wrócił do pracy. Wziął nóż, jeden z większych dostępnych w kuchni – szeroki i o długim ostrzu. – A miał możliwość wyboru innych, mniej groźnych narzędzi do zemsty – stwierdził prokurator.

Następnie spokojnie z nożem w ręku szedł w stronę postronnych osób. Podszedł od tyłu i zadał cios. Miał dużo czasu do namysłu, gdzie i jak go wbić. Wybrał takie miejsce, że ostrze przebiło serce. Mateusz jeszcze wstał, przebiegł kilka metrów z przebitym sercem. Ratownik zeznał później, że rana była tak głęboka, że jego ręka weszła w nią aż po nadgarstek.

Przechodnie uciekali z tego miejsca, widząc co się dzieje. Natasza D., która szła tamtędy z dwójką dzieci, schowała się za samochodem.

– Jeśli szukać jakiekolwiek sensu tej tragedii, to tylko takiego, że Mateusz osłonił innych członków grupy, bo tak było wąsko między samochodami – kontynuował Mazurek.

Jak mówi prokurator, w sprawach zabójstw mnożą się pytania o sprawcę, a za mało mówi się o pokrzywdzonym. – Popatrzmy na siebie. Co by było, gdyby wszystko się skończyło, gdy mieliśmy 21 lat?

„Sprawca ma szczęście”

– Oskarżony ma szczęście, choć nie zasługuje na nie. Zacząłem sprawę od obrony w sprawie zabójstwa. Zostały wydane dwa wyroki śmierci. Niedawno na cmentarzu natknąłem się na groby tych ludzi. Mówię to, aby uzmysłowić oskarżonemu, o jak diametralnie inne stawki toczy się teraz gra – zaczął przemówienie pełnomocnik rodziców ofiary.

Mecenas Antonii Zduńczyk podkreślił to, co zaznaczył prokurator – dlaczego sąd zajmuje się tym, co myśli czy uważa oskarżony. – Dlaczego jest taki ważny? Dlaczego nim się mamy zajmować, a nie Mateuszem? – dopytywał. Wracając do feralnego styczniowego wieczoru, adwokat stwierdził, że monitoring nie kłamie, a sam akt zabójstwa to była egzekucja.

Pełnomocnik rodziny Mateusza sprawiał wrażenie, jakby ostrożnie podchodził do żądań prokuratury w sprawie kary. Mimo wszystko podkreślił, że oskarżony nie zrobił nic, aby uwierzyć w jego skruchę, reszta to gra procesowa.

– Prokurator wymienił 10 przyczyn, dlaczego powinna zostać zastosowana kara dożywotniego pozbawienia wolności. Ja powiem tylko tyle, że jest on groźny dla społeczeństwa. Być może jak wyjdzie za 20 lat, to będzie chciał ostatecznie wyrównać rachunki. Może ze mną, może z panem prokuratorem – stwierdził mecenas Zduńczyk.

Żyjemy, choć trudno żyć

Również rodzice ofiary opowiedzieli o tym, jak teraz żyją. – Budzę się i zasypiam z tą myślą. Gdy odwiedzają nas przyjaciele, razem płaczemy. Moi synowie muszą patrzeć jak ich matka cierpi po stracie. Żyjemy, choć trudno żyć. Nic już nie będzie takie, jak było – to kilka zdań z listu, który kobieta odczytała na sali sądowej.

Ojciec Mateusza podkreślił, że gdyby Damian S. był wcześniej izolowany, nie doszłoby do tragedii. – To zwierzę, a właściwie bestia, bo zwierzęta zabijają, gdy są głodne. On zabił bez powodu – stwierdził.

Prosi o wybaczenie

Mecenas Maciej Lis, obrońca oskarżonego, nie ma wątpliwości, że jego klient dopuścił się zbrodni. Jego zadaniem jest jednak, aby mężczyzna nie spędził reszty życia za kratami. Dlatego Lis skupił się na wytłumaczeniu, iż Damian S. nie jest osobą zdemoralizowaną, a także, że nie chciał zabić.

– Pełnomocnik rodziny mówi o egzekucji, ale tego nie udowodniono. Miejsce, w które zadał cios nie jest typowym, gdy działa się z premedytacją. Gdyby chciał być pewny, że zabije, mógł celować w inne miejsce – stwierdził adwokat. – Damian S. nie miał chęci pozbawienia pokrzywdzonego życia – dodał. Zdaniem Lisa, kara 15 lat więzienia nie będzie niesprawiedliwa.

Damian S. przez całą rozprawę trzymał głowę zwieszoną, płakał. – Nie ma słów, które mogą opisać, jak jest mi przykro z tego powodu, co się stało. Będę musiał żyć z tym ciężarem do końca życia. Chciałbym, aby sąd wziął pod uwagę, że nie jestem złym człowiekiem. Do wszystkiego doszedłem własnymi rękami. Wiem, że słowa nie przywrócą nikomu życia, ale cofnąłbym czas, aby to się nie wydarzyło – powiedział oskarżony.

– Jestem świadomy tego, co mnie czeka, świadomy surowego wyroku. Proszę tylko o możliwość powrotu do społeczeństwa po odbyciu kary i możliwości naprawienia szkód. Proszę również rodzinę o przebaczenie – zakończył.

Wyrok zostanie wydany 28 marca.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Stare Miasto
comments powered by Disqus