Benedyktyni tynieccy oszukani na 1,4 mln złotych. Biznesmani stracili 8,5 mln złotych

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Markowi L., którego firma przez wiele lat współpracowała z Opactwem Benedyktynów w Tyńcu. Według prokuratury biznesman był oszustem, którego ofiarą padło 117 osób na łączną kwotę 8,5 mln złotych.

Marek L. był prezesem krakowskiej spółki, która zajmowała się produkcją i sprzedażą artykułów oznaczonymi znakami towarowymi należącymi do tynieckich benedyktynów. Śledczy zarzucają mężczyźnie popełnienie 171 przestępstw.

Kiedy się to zaczęło

Spółka handlowa powstała w 2013 roku. Mniejszościowym udziałowcem było opactwo, a dominującym podmiotem warszawska firma. Nowa spółka wydzierżawiła lokal w siedzibie opactwa i uzyskała prawa do korzystania ze znaków towarowych.

– Przedmiotem działalności powołanej spółki była głównie produkcja i sprzedaż artykułów spożywczych, chemicznych i przemysłowych opatrzonych znakami towarowymi należącymi do Opactwa Benedyktynów w Tyńcu – informuje Prokuratura Okręgowa w Krakowie.

Problemy

Śledczy ustalili, że już w momencie powstania spółki, jej zobowiązania przekraczały, i to znacznie, wartość kapitałów własnych. Sama działalność przynosiła straty.

Aby ratować firmę, Marek L. cyklicznie emitował obligacje, które były zbywane za pośrednictwem różnych firm. Z czasem zatrudnił do tego Bogusława S., który również usłyszał zarzuty dotyczące emisji 10 obligacji na łączną kwotę 490 tys. złotych. S. był również odpowiedzialny za mydlenie oczu pośrednikom, przekonując, że spółka prężenia działa i stale się rozwija.

Opactwo opoką (finansową)?

– Marek L., zarządzający samodzielnie spółką, wprowadzał w błąd inwestorów, przekonując ich o korzystności i bezpieczeństwie inwestycji. Swe twierdzenia wzmacniał, powołując się na wielowiekową tradycję Benedyktyńskiego Opactwa uczestniczącego w strukturze właścicielskiej spółki – stwierdza prokuratura. Działo się to w latach 2014-2019.

Według śledczych, podejrzany jednocześnie ukrywał przed kontrahentami rzeczywistą sytuacją finansową spółki. Zapewniał, że spółce nie grozi upadłość. Właśnie z uwagi na to, że udziałowcem jest opactwo.

– By ukryć niewypłacalność spółki i wyłudzić kolejne środki od dotychczasowych oraz nowych obligatariuszy, w terminach wykupu obligacji początkowo proponowano nabycie obligacji kolejnych emisji. Na poczet ceny ich nabycia spółka zaliczała wówczas kwotę, którą winna była uiścić obligatariuszom z tytułu wykupu obligacji terminowych – informuje prokuratura.

Pożyczał sam sobie

Krakowska spółka, którą zarządzał Marek L., pożyczała również pieniądze warszawskiej firmie. W niej samodzielnie zarządzał… Marek L. W sumie w ten sposób przepłynął z konta na konto milion złotych. Kolejne emisje obligacji tylko pogłębiały jej zadłużenia – spółka już wtedy była niewypłacalna i powinna ogłosić wniosek o upadłość.

– W konsekwencji zaniechanie dochodzenia przez Marka L. wynikających z udzielonych pożyczek należności, a także dokonanie 62 emisji obligacji, pomimo niewypłacalności spółki, skutkowały wyrządzeniem temu podmiotowi szkody majątkowej w kwocie przekraczającej 12,5 miliona złotych – ustaliła prokuratura.

– Dodatkowo oszukańcze działania podejmowane w ramach spółki w związku z udostępnioną przez Przeora Benedyktyńskiego Opactwa licencją na posiadane znaki towarowe oraz wydzierżawieniem nieruchomości, stanowiących własność Opactwa, doprowadziły do wyrządzenia Opactwu w Tyńcu szkody w kwocie przekraczającej 1,4 mln złotych – informują śledczy.

Zarzuty

Marek L. będzie odpowiadał za: wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach (ponad 12,5 mln zł), niezgłoszenie wniosku o upadłość spółki, emisję 62 obligacji i wyłudzenie w ten sposób 8,5 mln zł od 117 osób (z tym wiąże się wprowadzenie w błąd pokrzywdzonych), doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości ponad 1,4 mln zł tynieckiego opactwa. Śledczy zrzucają mu również brak zgłoszenia wniosku o upadłość oraz zaniechanie składania w sądzie rocznych sprawozdań finansowych i nieudostępnianie ich obligatariuszom.

Marek L. w czasie śledztwa przebywał w areszcie (ale nie wiadomo dokładnie jak długo). Za zarzucane mu czyny grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Dębniki

Aktualności

Pokaż więcej