Krajobraz po referendum [Listy od Czytelników]

Zakończona wraz z referendum kampania antyigrzyskowa aminowana przez inicjatywę Kraków Przeciw Igrzyskom była chętnie przywoływana przez media lokalne i ogólnopolskie jako pozytywny przykład inicjatywy społecznej, chwalili ich frontowi politycy i kandydaci do PE nawet wbrew stanowisku partyjnych liderów. Ludzi zaangażowanych i popierających nią „Polityka” określiła mianem „nowych mieszczan” gotowych wziąć odpowiedzialność za miasto. Tylko czy za protestem wobec Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie w 2022 roku rzeczywiście stoi odpowiedzialność i rozsądek i co nam po nim pozostaje do zrobienia w stolicy Małopolski?

Genetycznie narzekający

Analiza protestu sprawia obiektywne trudności i nie ma tu miejsca na pogłębione odniesienie się do zarzutów przeciwników. W dużej mierze wynika to z ich ilości nieprzekładającej się w jakość, nieweryfikalności i emocjonalności. Mnogość zarzutów podnoszonych nie tylko ze strony radykalnej lewicy, ale i monetarystów, internautów tyleż roszczeniowych co tropiących spiski, zwyczajnych partyjniaków będących konkurentami politycznymi Platformy Obywatelskiej i Jacka Majchrowskiego, czy wreszcie zwykłego krakowianina genetycznie narzekającego i kontestującego od wieków wszystko co nie powstało przed jego urodzeniem nie stanowiła jednolitego zestawu kontrargumentów, a nawet rodziła sprzeczności.

Tezy z gatunku, że obiekty A będą nieopłacalne i na pewno za drogie, bo tak było w przypadku B, mają natomiast taki mankament, że zawsze można podnieść, że w przypadku C nie miało to miejsca. Niestety przeciwnikom nie udało się obiektywnie udowodnić, mimo nawet sądowej próby, kłamstwa czy braku realizmu propozycji potencjalnych organizatorów ZIO. Konsultacje społeczne Komitetu Konkursowego, choć prowadzone bardzo siermiężnie, obok raczej racjonalnych odpowiedzi na pytania zainteresowanych przede wszystkim stawiały przed mieszkańcami chłodną i realistyczną perspektywę, że bez wymuszenia imprezą na centrali inwestycji nie będzie ich w Małopolsce. Mniejszą precyzją lub idealizmem wykazywała się natomiast strona przeciwna strasząca zniszczeniem Parku Lotników czy podkreślająca potrzebę „zmiany sposobu myślenia” o inwestycjach. To postulat jednak nie tyle do samorządowców, co raczej do małopolskich lobbystów i decydentów w parlamencie i rządzie. Emocjonalne, zawsze i wszędzie skuteczne hasła typu „urzędnicy na pewno rozkradną pieniądze z moich podatków” można pominąć milczeniem.

Nie będzie ZIO oraz drogi S7

Niemniej Zielonym z KPI udało się zorganizować wokół siebie platformę społecznego sprzeciwu. Czy nadającą się do zbicia politycznego kapitału to się okaże, ale polityczną głupotą byłoby niespróbowanie wykorzystania jej przy okazji wyborów samorządowych. Sukcesem jednak dla tej opcji byłoby wprowadzenie jednego reprezentanta do Rady Miasta Krakowa. Dlaczego? Nie powinno ulegać wątpliwości, że „zagranie na nosie władzy”, ukazanie obywatelskiego nieposłuszeństwa w dużej mierze wyniknęło z postaw antyplatformerskich i antymajchrowskich, przy obecności wspomnianego syndromu krakowskiego wiecznego narzekacza marudzącego na co popadnie i nagonki medialnej, do której jednak przyczyniła się poprzednia szefowa Komitetu Konkursowego. Co więcej, nie należy mieć złudzeń co do ukształtowania się przyszłej Rady Miasta. Pytaniem jest tylko czy PO zachowa bezwzględną większość czy kurtuazyjnie porozumie się z radymi od Jacka Majchrowskiego. Takie prognozy pozwalają sądzić, że krakowianie zagłosowali w referendum według logiki „na złość cioci odmrożę sobie uszy”, a na jesień ponownie zagłosują na PO. I nic się nie zmieni. Nie będzie ZIO oraz drogi S7.

Niestety nie pozwala to snuć optymistycznych wizji i osiąść na laurach, lecz raczej trzeba się zastanowić jak w inny sposób przyciągnąć więcej turystów do Małopolski, zbudować drogę S7, „zakopiankę” i pozostałą infrastrukturę niezbędną do rozwoju i zwyczajnego funkcjonowania na co dzień. Droga ekspresowa z autostrady A4 na Sądecczyznę dalej pozostaje w strefie marzeń.

Kraków to swojska, romantyczna miejscowość?

Kraków nie stoi na wysokości zadań jakie nakłada na niego bycie drugim największym miastem w kraju, wizytówką turystyczną Polski, narodowym ośrodkiem naukowym, akademickim i kulturalnym, a krakowianie zdają się wypierać te fakty z własnego rozumu. Czas, aby Kraków wziął na siebie odpowiedzialność za postęp i gospodarkę w całym regionie małopolskim już dawno nadszedł. I co z tego? Nasze miasto powinno być kołem zamachowym gospodarki w południowej Polsce, powinno generować taki przychód, aby bez problemu mogło finansować żywiącą je prowincję, niezależnie od tego czy w przyszłości skończą się europejskie dotacje. To nie ścieżki rowerowe, czy żłobki zwrócą zainwestowane pieniądze, poza nimi konieczne są takie infrastrukturalne i innowacyjne inwestycje jak Nowa Huta Przyszłości czy północna obwodnica Krakowa. Od dużego wymagania są większe, czego krakowianie zdają nie przyjmować do wiadomości jakby sami chcieli udawać i wmawiać innym dookoła, że Kraków to swojska, romantyczna miejscowość, a Małopolska to skansen.

Prawdziwymi problemami Małopolan nie jest też biblioteka przy Rajskiej zamykana przed nosem studentom o 19m a nie o 23, przy pustych dziesiątkach innych bibliotek w mieście, lecz brak chodników i wodociągów na małopolskiej prowincji cierpiącej na przemian powodzie i susze. Tylko duże pieniądze inwestowane tam, gdzie jest potencjał, czyli w metropolii pozwolą na duże zyski, zaś te nie powinny być wyłącznie konsumowane przez wygodnych mieszczan zapominających o problemach prowincji.

Nie możemy zaprzepaścić szansy na promocję nadarzającą się z okazji Światowych Dni Młodzieży w 2016 r, ale kto zaproponuje rekompensatę za lucrum cessans w wyniku braku Euro 2012 i ZIO 2022 w Krakowie?

Jan Bartłomiej Owsiński


Opinie zawarte w tym dziale nie muszą pokrywać się z opiniami redakcji LoveKraków.pl. Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów, dodawania śródtytułów oraz skracania tekstów

 

comments powered by Disqus