Mateusz Jaśko: My żyjemy w państwie-mieście [Rozmowa]

Mateusz Jaśko

Dlaczego postanowił udawać Żyda, aby walczyć z paleniem cygar przez prezydenta Majchrowskiego. Czy jego akcja na terenie dawnego obozu KL Plaszow była happeningiem? Po co na rozmowę z radnym przebrał się za przedstawiciela Disneya? Czy jego akcja nie była antysemicka? Na te pytania w rozmowie z LoveKraków.pl odpowiada Mateusz Jaśko, twórca strony na Facebooku oraz kanału na YouTube „Co jest nie tak z Krakowem”.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: "Pan Jaśko zachowałby się, jak mężczyzna, gdyby kupił 12 ławek, bo o tyle ktoś prosił" - to wypowiedź wicedyrektora w urzędzie miasta na Twój temat. Zakupisz je?

Mateusz Jaśko, twórca kanału „Co jest nie tak z Krakowem”: Według wyliczeń dyrektora Macieja Grzyba jestem mężczyzną w 1/6. Skrytykował siebie, bo nie kupił nawet jednej ławki. Zaproponowałem, abyśmy kupili po sześć ławek, ale do teraz nie zechciał skorzystać z propozycji. Jednak będę nalegał, aby zakupił te ławki. Wtedy w połowie będziemy mężczyznami. Wierzę, że Pan Grzyb znajdzie w sobie odwagę i ufunduje je ze mną.

Akcja z postawieniem dwóch ławek była happeningiem?

To nie był żaden happening. Z tego co się orientuję, to happeningi wyglądają trochę inaczej: zaprasza się media, publiczność. Happening posiada swoją dramaturgię, a także spójną narrację - tu tego nie było. Jedyne co zrobiłem, to kupiłem ławki, na które wcześniej złożyli się mieszkańcy.

Skąd pomysł, aby postawić ławki?

Zobaczyłem teksty w „Gazecie Krakowskiej” oraz na portalu Krowoderska.pl, że władze miasta mają problem z kupnem ławek. Pomyślałem, że skoro miasto nie daje rady, to może trzeba pomóc mieszkańcom.

Nie chciałeś czasem pokazać bezradności urzędu?

Urzędnikom chyba chodziło, aby wyciszyć temat powstawania muzeum na terenie dawnego obozu KL Plaszow. A z tym projektem wiążą się różne kontrowersje: do tej pory do końca nie wiadomo, czy teren będzie grodzony. Niby pojawiły się zapewnienia, że tak się nie stanie, ale urzędnikom w Krakowie nie można do końca ufać.

Zarzucano mi, że ławki postawiłem bez pozwoleń, ale trzeba pamiętać, że ZZM swoje ławki i kosze postawił też bez pozwoleń. Sam dyrektor Kempf w wywiadzie tłumaczył, że nie stawiali nowych, ale je wymieniali. Jednak według mieszkańców, którzy lepiej znają ten teren, wymienione zostały tylko dwie ławki, a reszta pojawiła się w nowych lokalizacjach. To jest moralność Kalego.

Mateusz Jaśko
Mateusz Jaśko

Mam wrażenie, że urzędnicy robili wszystko, co mogli, aby temat dwóch ławek stał się ogólnopolskim.

Oni chcieli wyciszyć temat, ale widzieliśmy, co się stało. Dyrektorów miejskich jednostek w Krakowie wyjątkowo łatwo urazić, a przez to ich reakcję są nieprzemyślane i nerwowe. Dyrektor ZZM Piotr Kempf poczuł się urażony i od razu zaatakował mnie, że moje działania są polityczne.

To nic nadzwyczajnego. Ten argument używany jest jako wytrych w różnych sporach, nie tylko w Krakowie.

Kiedy Krowoderska.pl, jako pierwsza przeprowadziła ze mną wywiad, to dyrektor ZTP Łukasz Franek po 10 minutach zaatakował mnie - zrobił obszerny wpis na Facebooku. Mnie i redaktorom z portalu zarzucił, że jesteśmy opłacani przez polityka. Pewnie ta sprawa skończy się w sądzie, bo rozważam złożenie aktu oskarżenia za zniesławienie. Kiedy internauci tłumaczyli dyrektorowi, że tak nie jest – dalej szedł w zaparte. Prostackiego argumentu o upolitycznieniu łatwo się używa, bo ludzie nie lubią osób parających się polityką. W momencie, kiedy dyrektor próbował wsadzić mnie w polityczne ramy, w wywiadzie krytykowałem Łukasza Gibałę. Podobny schemat stosowano, kiedy próbowano mnie wpisywać w lobby samochodowe. A jak widzisz, przyjechałem na hulajnodze, a nie autem.

To nie jedyny Twój spór prawny z miejskimi urzędnikami. Twój adwokat przesłał do sądu akt oskarżenia przeciwko wicedyrektorowi urzędu miasta za jego wpis w mediach społecznościowych.

Uważam, że jego słowa, a później tłumaczenia, jeszcze bardziej go pogrążyły. Porównywanie ustawienia dwóch ławek do czynów hitlerowców, nawet jeśli byłby to happening, autopromocja i polityczne działanie – jest skandaliczne.

Dyrektor Maciej Grzyb jednak tłumaczył spójnie i bardzo emocjonalnie, że ze względu na pamięć o ofiarach Holocaustu, których prochy są rozrzucone na terenie KL Plaszow, nie powinno nigdy dochodzić do takich akcji. Dość wyraźnie podkreślał, że nie porównał Cię do hitlerowców, tylko zwrócił uwagę na brak szacunku do terenu, który ma taki ciężar historyczny.

To jest tłumaczenie dyrektora Grzyba, który nie pierwszy raz zachowuje się skandalicznie. Warto tu przypomnieć jego ataki na jak on to mówi "niby- polityków" i "niby- dziennikarzy". Te wpisy i reakcja urzędu na sprawę ławek doprowadziła do tego, że materiały o akcji pojawiły się nawet w CKM i Playboyu, a ja byłem gościem w głównej rozmowie Radia Zet.

Muszę o to zapytać. Można odnieść wrażenie, że nieprzypadkowo używasz antysemickiego wątku w swojej działalności publicznej. Przyznam szczerze, że tak odebrałem przebranie się za żydowskiego konserwatora zabytków i naśladowanie głosu. Mam na myśli filmik, jak dzwonisz do sekretariatu prezydenta Jacka Majchrowskiego w sprawie palenia cygar w miejscu niedozwolonym.

To był zupełny przypadek.

Nie uwierzę w zupełny przypadek.

Musisz uwierzyć. Jeśli chodzi o całą genezę, to jest zupełny przypadek. Wstałem rano, miałem gorszy dzień. Od roku wiedziałem, że powinienem coś zrobić z tym paleniem cygar, a wcześniej oglądałem na YouTube odcinek Pyta.pl z Mordechajem Blumsztajnem i wydawało mi się, że ten akcent można łatwo podrobić. Spodobało mi się to alter ego – to je wziąłem. To nie jedyna taka akcja. Przebrałem się za Georga Kowalski, jako przedstawiciela Disneya, wymalowałem się cały na czarno, ubrałem kapelusz z Teksasu i zadzwoniłem do radnego Łukasza Wantucha. Chciałem powiedzieć, że Disney w ramach promocji zasponsoruje dla Krakowa pomnik Dartha Vadera. Plan jednak nie wypalił – zapomniałem, że mamy Prima Aprilis. Łukasz Wantuch od razu się zorientował.

Szykujesz kolejną akcję?

Chce przeprowadzić dużą akcję w stosunku do prezydenta Majchrowskiego. Zobaczymy, czy uda mi się ją zrobić. Jeśli tak, to palenie cygara w gabinecie, to będzie mały pikuś przy tym. Nie będzie głośno tylko w Polsce, ale może się zahaczyć o światowe media.

Po co to robisz? Z nienawiści do prezydenta?

Do prezydenta nie miałem nic. Nawet na niego głosowałem w ostatnich wyborach. Wszystko zaczęło się od decyzji dyrektora Łukasza Franka w sprawie zamknięcia dla samochodów Kazimierza. Jako stały bywalec, mogłem podjechać samochodem, mieć go na widoku, czy ktoś nie kradnie mi sprzętu, i zjeść normalnie śniadanie, obiad czy kolację. Kazimierz, to miejsce spotkań nie tylko młodych ludzi, ale również starszych. Zdenerwowało mnie, że próbuje się zrobić drugi rynek, na który nie chodzą krakowianie. Nigdy nie miałem nic do prezydenta, dopóki nie obejrzałem składów zarządów i rad nadzorczych spółek. Wtedy powiedziałem sobie: coś jest nie tak z tym miastem.

Mateusz Jaśko na krakowskim Kazimierzu
Mateusz Jaśko na krakowskim Kazimierzu

Stąd się wzięło "Co jest nie tak z Krakowem"?

Największym impulsem było szkolenie dla policjantów, na którym byłem. Oni mi powiedzieli: „Jak to jest, że w Krakowie tak sobie pozwalamy”. Myślałem, że chodzi o kibiców, a okazało się, że mieli na myśli funkcjonowanie samorządu.

Zapytam o ten wątek kibolski. Byłeś kibolem?

Ciągnie się to za mną, bo zostałem wymieniony w książce Szymona Jadczaka. Rozważam pozew wobec kilku sfrustrowanych prezydenckich trolli z Facebooka.

Skąd to skojarzenie z kibolstwem?

Byłem działaczem Małopolskiego Związku Bokserskiego i boksowałem na Wiśle, stąd się wzięły pewnie te nieprawdziwe powiązania. Sporty walki, to nie jest piłka nożna. Tam nie przychodzili kibice Wisły, a prędzej można było spotkać kibiców Cracovii, choć ogólnie była to strefa raczej wolna od fanów piłki nożnej. Z książki można się dowiedzieć, że nie byłem kibolem i nie należałem do tego światka.


Mam jeszcze do poruszenia jeden wątek. Zbierasz podpisy w sprawie odwołania z funkcji dyrektora Zarządu Transportu Publicznego Łukasza Franka. Masz już ich ponad pięć tysięcy. Dlaczego powinno dojść do zmiany na tym stanowisku?

Przez to, w którą stronę idzie polityka transportowa Krakowa. Aczkolwiek nie można odmówić mu słuszności w niektórych sprawach. Pewnie, w którymś momencie, będziemy musieli ograniczyć ruch samochodowy w centrum. Ale na litość boską, dajcie jakąś alternatywę.

Ma być podziemny tramwaj.

Zastanawiam się, dlaczego wybrano połączenie z Nowej Huty do Bronowic, skoro jako mieszkańcy mamy największe problemy z przedostaniem się z północy na południe. Ale wracając jeszcze do tematu dyrektora Franka. Najgorsza jest jego buta i arogancja czy rzucanie nieprawdziwych oskarżeń, jak w przypadku Marka Gilarskiego, za co dyrektor przepraszał na oficjalnym profilu miejskim oraz w mediach. Pamiętam też sytuację, kiedy dyrektor Franek pytany, co w przypadku kiedy wojewoda nie zaakceptuje śródmiejskiej strefy płatnego parkowania, odpowiedział, że „już klepnął”. Co okazało się nieprawdą. Rozwiązania transportowe dyrektora również się nie sprawdzają. Liczyłem w zimie rowerzystów na moście Grunwaldzkim i przejeżdża tam średnio 12 rowerzystów na godzinę.

Prezydent wycofuje się z tych zmian.

Dobrze, ale za późno. Ludzie już stracili czas, a to przekłada się na pieniądze. Najgorsze w dyrektorze Franku jest brak spójnej wizji, tylko powielanie różnych schematów. Dlaczego uporządkowanie hulajnóg tak długo trwa. Można znaleźć na to inny pomysł.

Przykładem jest Warszawa, która wraz z wejściem w życie nowego prawa ściąga hulajnogi na potęgę. Kraków jakoś tym się nie chwali.

Od dziecka, jako krakowianin, byłem straszony Warszawą. Jak zacząłem tam wyjeżdżać, to zauważyłem, że nie jesteśmy 20 lat za Warszawą, a 200 lat. Nie tylko pod względem komunikacji miejskiej, ale również zieleni czy przestrzeni. My żyjemy w mieście-państwie, w którym ostały się pewne układy, a nie powinno ich być.

Mateusz Jaśko
Mateusz Jaśko