Radni o podwyżkach biletów. Prezydent zachęca do korzystania z taksówek, a nie tramwajów

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski przesłał kolejną propozycję zmian w cenniku biletów na komunikację miejską. Podwyżki mają dotknąć wszystkie osoby korzystające z transportu publicznego.

Mieszkaniec Krakowa, który płaci podatki na miejscu, za bilet miesięczny na wszystkie linie miałby wyłożyć 96 złotych (podwyżka o 27 złotych). Urzędnicy chcieliby likwidacji kart na jedną i dwie linie, więc osoba, która do tej pory płaciła 45 złotych, musiałaby wyciągnąć z portfela jeszcze 51 złotych. Jeśli jednak nie będziemy płacić podatków w Krakowie, to za możliwość jeżdżenia komunikacją przez 30 dni musielibyśmy zapłacić 133 złote (wzrost o 27 złotych).

Bliżej 80 złotych

Rafał Komarewicz, przewodniczący klubu prezydenckiego Przyjazny Kraków mówi, "że propozycja Zarządu Transportu Publicznego jest nie do przyjęcia przez radnych". – Przychylam się do propozycji wiceprezydenta Andrzeja Kuliga, który pod koniec lipca stwierdził, że bilet miesięczny powinien kosztować 80 złotych. To jest dobry kierunek, stąd moja propozycja, aby dokonać korekty o 10 złotych do 79 złotych – mówi Komarewicz.

Andrzej Hawranek, szef klubu Koalicji Obywatelskiej nie rozumie, skąd upór prezydenckich urzędników, aby mieszkaniec Krakowa za bilet miesięczny musiał płacić aż 96 złotych. – Przypominam tylko, że w polityce transportowej postawiono cel, że coraz więcej osób powinno korzystać z komunikacji miejskiej. Podwyżki prowadzą do tego, że ludzie zaczną wybierać samochód – dodaje.

– Takie podwyżki to cios dla wszystkich, którzy zdecydowali się –  zachęceni apelami prezydenta Jacka Majchrowskiego – aby częściej wybierać tramwaj czy autobus niż własne auto – komentuje Michał Drewnicki, wiceprzewodniczący rady z Prawa i Sprawiedliwości.

Pasażerowie marsz do taksówek!

Podwyżki mają nie ominąć osób, które sporadycznie korzystają z komunikacji i wybierają bilety do kasowania. Bilet jednoprzejazdowy, na którym można podróżować również przez 50 minut, miałby zdrożeć o dwa złote do 6,6 złotych.

Prezydent wycofał się z forsowanego wcześniej pomysłu, aby zlikwidować bilet 20-minutowy i zastąpić go 10-minutowym. Po zmianach, kartonik uprawniający nas do podróży przez 1/3 godziny miałby kosztować nie 3,4 a 4 złote. Natomiast za bilet na 1,5 godziny należałoby zapłacić 8 złotych, zamiast obecnie 6 złotych.

Polityk PiS mówi, że propozycje prezydenta to „zwyczajne wyłudzanie pieniędzy od mieszkańców”. Podaje przykład, że podróż dwóch osób komunikacją miejską będzie kosztować w sumie ponad 26 złotych, pod warunkiem, że nie będą musieli korzystać z przesiadek.

– Za chwilę okaże się, że tańsza będzie podróż taksówką czy swoim samochodem, niż przemieszczanie się po mieście komunikacją. Chyba nie powinniśmy iść w kierunku, aby „wsadzać” ludzi do samochodów? – pyta retorycznie Andrzej Hawranek z Platformy Obywatelskiej.

W podobnym tonie wypowiada się Rafał Komarewicz. – Podwyżki to prosty sposób, aby mieszkańcy przestali korzystać z transportu publicznego – twierdzi.

Aktualności

Pokaż więcej