Areszt za protest. „Przeszliśmy chodnikiem z kilkoma kartonami w rękach”

Zdjęcie przykładowe fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

W sierpniu zeszłego roku kilkadziesiąt osób zebrało się pod Muzeum Narodowym, by zaprotestować przeciwko brutalności policji. Ali Kopacz, który został wytypowany na organizatora, zapłacił za to skazaniem na 15 dni aresztu. O swoich przeżyciach odpowiedział krakowskiej Gazecie Wyborczej.

Według Alego Kopacza, 22-letniego, niebinarnego studenta psychologii oraz aktywisty, protest był spokojny. Jego uczestnicy nikogo nie obrażali, nie niszczyli mienia publicznego. Spod Muzeum Narodowego przeszli na plac Inwalidów, gdzie zapalili znicze i postali w milczeniu. Policjanci spisali dwie osoby, w tym Kopacza.

– Wydawało mi się, że na tym sprawa się zakończy – na wielu protestach byłem legitymowany i nigdy nawet nie wezwano mnie na przesłuchanie, nie informowano, że popełniłem jakieś wykroczenie – opowiadał w rozmowie z GW.

Sprawa na tym się nie zakończyła. 23 listopada tego roku do mieszkania Alego przyszli policjanci. Poinformowali go, że musi jechać z nimi na komisariat w celu wyjaśnienia jakiejś kwestii. – Policjanci wyprowadzili mnie z mieszkania i tuż przy drzwiach wejściowych, na korytarzu, zakuli w kajdanki – stwierdził. 

Areszt

Okazało się, że Kopacz został skazany wyrokiem nakazowym za organizację nielegalnej demonstracji na 40 godzin prac społecznych. Wyrok przyszedł pocztą do mieszkania, ale Ali korespondencji nie odebrał. Tłumaczył, że mieszka z 10 innymi osobami i awizo mogło się gdzieś zapodziać w skrzynce pocztowej – za co po części czuje się winny. Przez niewykonanie wyroku, 12 września został on zmieniony na 15 dni aresztu.

Ali w rozmowie z gazetą przekonuje, że nie miał możliwości obrony. Stwierdził, że nie organizował protestu, tylko był jego uczestnikiem. Dodaje, że przecież nie było to nielegalne zgromadzenie, tylko spontaniczne, co dopuszcza polskie prawo.

Skazany po siedmiu dniach opuścił areszt. Teraz domaga się procesu z prawdziwego zdarzenia. Uważa, że wyrok był niesprawiedliwy, ale stawka jest dużo wyższa. Ali nie chce dopuścić, by przez jego bezczynność karani byli inni aktywiści. Podkreśla, że to kwestia wolności obywatelskiej i obrony do prawa protestowania. Według niego to zdarzenie miało wywołać efekt mrożący. 

Sąd nie miał wyjścia?

Jak usłyszeliśmy w biurze prasowym Sądu Okręgowego w Krakowie, jeżeli w wyroku nakazowym karą jest ograniczenie wolności, to nie można jej zamienić np. na karę grzywny, tylko na pozbawienie wolności. Natomiast sąd wstrzymał wykonywanie kary aresztu z uwagi na pismo złożone przez pełnomocnika Kopacza. Jego rozpoznanie zostało wyznaczone na 15 grudnia. Oprócz tego pełnomocnik skazanego złożył wniosek o uchylenie wykonania kary.