GDDKiA wybrała firmę, której zadaniem będzie przygotowanie dokumentacji dla nowego odcinka drogi S7 z Krakowa do Myślenic. Bez kontrowersji się na pewno nie obejdzie, ponieważ inwestycja budzi wiele emocji.
Zadaniem postawionym przed wykonawcą nie będzie jeszcze przygotowanie docelowego projektu, lecz opracowanie studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego (STEŚ) oraz uzyskanie decyzji środowiskowej. To jednak kluczowy etap z punktu widzenia mieszkańców południowego Krakowa i miejscowości położonych na potencjalnej trasie nowej drogi. To właśnie na etapie opracowania STEŚ ma się okazać, która wersja przebiegu ekspresówki jest najbardziej uzasadniona.
Nie wybrali najtańszej
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych otworzyła oferty w przetargu pod koniec lipca. Zgłosiło się pięć firm, które zaoferowały mocno zróżnicowane ceny – od 16,7 mln do 40,2 mln zł. Teraz wiadomo już, że urzędnicy nie zdecydowali się na wybór najtańszej z ofert. Firma Ivia z Katowic nie wytłumaczyła się z tego, dlaczego zaproponowała znacznie niższą kwotę niż pozostali oferenci i ostatecznie została odrzucona.
– Naszym zdaniem zaproponowano ofertę ze zbyt niską ceną, nierealną i niepozwalającą na prawidłowe przygotowanie Studium – tłumaczy Kacper Michna z małopolskiego oddziału GDDKiA.
Wybrana została firma Transprojekt Gdański, która za wykonanie zadania oczekuje 26,6 mln zł. GDDKiA miała w budżecie zarezerwowaną niższą kwotę (22,4 mln zł), ale zdecydowała się na zwiększenie finansowania, by móc rozstrzygnąć postępowanie. Teraz urzędnicy muszą jeszcze poczekać dziesięć dni na ewentualne odwołania pozostałych firm startujących w przetargu.
Sprawa jest otwarta
Pod znakiem dyskusji o przebiegu S7 do Myślenic upłynęło już ponad półtora roku – od momentu, kiedy GDDKiA pokazała sześć możliwych korytarzy przebiegu nowego połączenia. W gminach, przez które miałaby przebiegać nowa droga, plany inwestycji wzbudziły mocny sprzeciw. Organizowane były protesty, zbierano głosy pod petycjami, głos zabierali przedstawiciele samorządów.
Do porozumienia nie doszło, nie udało się przygotować tzw. „korytarza społecznego” – co zresztą było mało realne już na starcie, biorąc pod uwagę sprzeczne interesy mieszkańców poszczególnych rejonów.
To jeszcze potrwa
Teraz można się spodziewać fali kolejnych kontrowersji – choć będą już one dotyczyć bardziej szczegółowych spraw. Zaproponowane przez autorów STEŚ warianty mają prezentować już precyzyjne przebiegi i lokalizację inwestycji, a nie szerokie korytarze. Poprzednio były to pasy o szerokości od 3 do 5 km, teraz GDDKiA oczekuje już wyznaczenia pasów o szerokości od 80 do 150 m. Firma ma spojrzeć na sprawę niejako od nowa, nie traktując żadnego z korytarzy jako preferowanego, ale też wychodząc poza dotychczasowy katalog.
– Przygotowanie STEŚ będzie wieloletnim procesem i zakładamy, że po sześciu latach od podpisania umowy zakończy się uzyskaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. W tym czasie będą organizowane spotkania informacyjne dla mieszkańców, którzy będą mogli przedstawić swoje pomysły, sugestie, wątpliwości i uwagi dotyczące nowej drogi – komentuje Kacper Michna. – Liczymy na konstruktywne rozmowy z zainteresowanymi. Zdajemy sobie sprawę, że jest to inwestycja trudna i budząca duże emocje. Jednakże wszyscy zgadzają się co do tego, że ta inwestycja jest potrzebna – co potwierdzają strony zabierające głos w rozmowach na temat przebiegu nowego odcinka S7 – dodaje.