„Zarabiałem za walkę 25 tys. dolarów”. Zawodnik UFC zaprzecza uczestnictwu w gangu braci „Zielonych”

Ruszył proces 10 oskarżonych o udział w grupie przestępczej braci „Zielonych”. Wśród nich jest Salim T., zawodnik MMA, który cztery lata temu podpisał kontrakt z UFC. Jak twierdzi, od 14 miesięcy przebywa w areszcie na podstawie pomówień. – Moja kariera i życie prywatne zostało zrujnowane – powiedział.

Jacek W., Krzysztof G., Marcin K., Marcin S., Mariusz N., Grzegorz N., Piotr K., Andrzej R. i Salim T. są oskarżeni o uczestnictwo w zorganizowanej grupie przestępczej. Niektórzy usłyszeli też zarzutu udziału w przemycie i handlu narkotykami. Chodzi o znaczne ilości – od 10 do nawet 29 kg marihuany czy 2 kg kokainy. Pojawiły się również zarzuty dotyczące uprawy konopi czy handlu sterydami.

Andrzej R. dodatkowo będzie odpowiadał za pomoc w ukrywaniu się Magdaleny K. i utrudnianie śledztwa, a Jacek W. za udział w krwawym ataku na dwie osoby na autostradzie A4.

Od dzieciaka

Najobszerniejsze wyjaśnienie złożył Salim T. Zaczął do tego, że od 14 miesięcy siedzi w areszcie, a jest niewinny. – Dopiero teraz zostałem dopuszczony do głosu – podkreślił. Zaprzeczył, jakoby miał należeć do grupy i dopuścić się zarzucanych mu czynów, czyli przewiezienia dwóch paczek ze środkami odurzającymi.

Przyznał, że zna część osób objętych aktem oskarżenia. Z głównymi oskarżonymi dorastał na jednym osiedlu, a później chodził z nimi do szkoły. Później widywał ich na siłowni. – To byli koledzy mojego brata Farida – wyjaśnił Salim.

Oskarżony podkreślał, że ma negatywny stosunek do narkotyków, nigdy też nie brał żadnych. – Wielokrotnie miałem niezapowiedziane kontrole antydopingowe i antynarkotyczne. Nigdy żadne nie wykazały substancji zabronionych – stwierdził Salim T.

Dodał, że ma 31 lat i nigdy nie był karany, podejrzany czy zatrzymany przez policję. Nie interesował się również piłką nożną. – Nigdy nie byłem na meczu Cracovii ani nie należałem do środowiska pseudokibiców – mówił.

Tych po prostu znał. I nie tylko z jednej strony Błoń. Jak wyjaśniał, prowadził zajęcia na Wiśle. Raz czy drugi zamienił parę słów z Pawłem M. ps. Misiek. Szef Sharksów zaprosił go nawet na posiłek. Musiał go szanować za osiągnięcia sportowe. Co więcej, zarówno bojówka związana z Białą Gwiazdą, jak i Pasami, wywierała na niego nacisk, aby ten się do nich przyłączył i brał udział w „ustawkach”. Nigdy jednak tego nie zrobił.

Studia, trening, żona

W swoich wyjaśnieniach Salim T. opowiedział o skończonych studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Ekonomicznym. Dodał też, że skończył studia podyplomowe na AGH. W tym czasie trenował sztuki walki. Na 11 walk wygrał 10. W końcu jego praca została doceniona i trafił do najlepszego klubu w Stanach Zjednoczonych – American Top Team. Wiązało się to z podpisaniem kontraktu z UFC, najbardziej prestiżową organizacją MMA na świecie. Pierwszy trzy walki przegrał, ale włodarze dali mu kolejną szansę. Tej już nie zdążył wykorzystać. – Moja kariera to było całe moje życie. Straciłem to w ciągu sekundy. A nie dopuściłem się najmniejszego przestępstwa – mówił

– Całe życie byłem wojownikiem i teraz muszę walczyć tutaj o to, aby prawda zwyciężyła – dodał.

Krystian K. to jeden z dwóch kluczowych świadków, dzięki którym śledczy mogli sformułować kilka aktów oskarżenia w sprawie braci „Zielonych”. Salim przypomniał, że K. nie jest wiarygodny, a dodatkowo był wielokrotnie karany.

Znał go, ale kolegami nie byli. Raz doszło między nimi do scysji w jednej z krakowskich restauracji. Salim przyleciał do Polski ze Stanów na pogrzeb Adriana Z., który zginął podczas próby zatrzymania go przez policjantów. „Klemens” miał źle się wyrażać o zmarłym. Salim powiedział mu co o takim zachowaniu myśli, doszło do spięcia.

– Obraziłem go słowami, jego duma została urażona, przestraszył się, wiedział też, że nie może mi nic zrobić. Wydaje mi się, że w momencie, gdy poszedł na współpracę, przypomniał sobie o mnie i chciał mnie obciążyć – wyjaśnił oskarżony.

– Krystian K. uzyskał korzyści procesowe za zrujnowanie mi życia, mojej żonie i rodzinie. Miałem nieposzlakowaną opinię. Prokurator mnie oskarżył o czyn, którego się nie dopuściłem. Nie ma na to dowodów i ich nie będzie, bo nie można udowodnić czegoś, co nie miało miejsca – podkreślił.

– K. pomówił mnie, że chciałem przejąć kierowanie grupą przestępczą, a ja przecież do dwóch miesięcy byłem w USA. Wróciłem na pogrzeb na 10 dni, a później znów wyleciałem do Stanów i byłem tam aż do wakacji. Jak niby miałbym kierować grupą? – stwierdził.

Salim odniósł się również do negatywnych dla niego badań wiariografem. – Na pytanie odpowiadałem zgodnie z prawdą. Jednak czynności te były wykonane na komendzie, gdzie byłem zatrzymany. Obecni tam byli funkcjonariusze CBŚ, słyszałem ich rozmowy. Byłem przejęty i zestresowany – mówił przed sądem.

Nie przyznają się

Reszta oskarżonych również nie przyznaje się do zarzutów. Twierdzą, że nie działali w grupie, a nawet że praktycznie nie znają ludzi, z którymi odpowiadają karnie. Wielu z nich łączyło miejsce treningów siłowych.

– Nigdy bracia Z. niczego mi nie zlecali. Znałem ich z treningów, z siłowni, byliśmy na stopie koleżeńskiej. Z Patrykiem P. [drugi główny świadek – przyp. red] rozmawiałem może dwa razy w życiu, również na siłowni – powiedział Jacek W.

Grzegorz N. wyjaśnił, że z „życia towarzyskiego” wypisał się w 2008 roku, kiedy założył rodzinę. – Odtąd nie chodzę na mecze. Mam bogatą kartotekę i trzymam się od tego z dala, żeby nie ściągnąć na siebie kłopotów. Nie będę jednak ukrywał, że bracia Z. to moi kuzyni. Jednak od 10 lat nie utrzymywałem z nimi kontaktów – mówi N.

Większość oskarżonych uznała, że szczegółowe wyjaśnienia złoży dopiero po zeznaniach głównych świadków, aby się do nich odnieść. – W innym przypadku mogą zostać zmienione – stwierdził jeden z nich.

comments powered by Disqus