Mroczna przeszłość Wieży Ratuszowej

Ratusz w Krakowie (Zakład Litografii Bernard Lemercier i sp., czas powstania: 1845) fot. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Muzeum Krakowa.

Wieża na Rynku Głównym to jedyna pozostałość po krakowskim ratuszu. W jego podziemiach niegdyś mieściło się więzienie połączone z izbą tortur.

Ratusz, który dawniej sięgał ulicy Szewskiej, od średniowiecza do XIX wieku był siedzibą miejskich władz.

Więzienie i izba tortur

Najważniejszym miejscem w ratuszu była tzw. Izba Pańska, czyli sala obrad i sądowa. Zdobiły ją m.in. kasetonowy strop i portal z intarsjowanymi drzwiami. W podziemiach natomiast mieściło się więzienie połączone z izbą tortur.

Od momentu wydania przywileju lokacyjnego, mieszkańcy Krakowa podlegali przepisom prawa magdeburskiego opierającego się na Zwierciadle saskim.

Prawo magdeburskie należało do najbardziej surowych ze względu na częste karanie śmiercią. Proces oskarżonego nie trwał zbyt długo, a skargę mógł wnieść poszkodowany lub jego krewni. Świadkowie składali przysięgę, za której złamanie groziło nawet pozbawienie życia.

Więcej >>> Po ciemnej stronie miasta: prawo magdeburskie

Według średniowiecznej procedury sądowniczej, obowiązywały dwa rodzaje więzień – cywilne za długi i kryminalne w sprawach gardłowych.

Kary i ucieczki

W pierwszym przypadku stosowano areszt nazywany szperunkiem. Karane nim były osoby podejrzane jako m.in. „gracze, marnotrawcy, kosterowie”. Jeśli chodzi o sprawy gardłowe, osoby podejrzane trzymane były w podziemiach ratusza.

„Złoczyńców trzymano kilka lub co najwyżej kilkanaście dni, aż do wydania wyroku śmierci. Więzienie w okresie od XVI do XVIII wieku miało głównie charakter aresztu śledczego, a nie miejsca odbywania kary sądowej. Zresztą kara więzienia jest w owych czasach rzadkością. Celem więzienia było odpowiednie zabezpieczenie przestępcy przed ewentualną próbą ucieczki lub przed samobójstwem, i stąd zakuwanie w łańcuchy bądź dyby” – piszą Jan Kracik i Michał Rożek w książce „Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie” (wyd. Petrus, Kraków 2012).

Ucieczki z więzienia nie zdarzały się często. Jednak w aktach możemy znaleźć kilka udokumentowanych prób - w 1628 roku uciekł Tomek Żytni, w 1681 Paweł Bartkowic, a w drugiej połowie XVIII wieku więźniowie zbiegali w czasie wykonywania przymusowych prac dla miasta.

Jak czytamy w książce, wygląd więziennych pomieszczeń „urągał elementarnym wymogom minimum egzystencji”. Nie było tu okien, a skazanych spuszczano i wyciągano przez otwór w sklepieniu. Tą drogą podawano im również chleb i wodę. Ile kosztowało tygodniowe utrzymanie więźniów? Jak podają autorzy, wynosiło ono np. od 8 do 12 florenów.

„Na krzyż”

Złoczyńcy z więzienia byli prowadzeni do Izby Pańskiej, a następnie do ławniczej. Tam były słuchane zeznania oskarżonych i świadków. Przysięga była składana na krzyż.

Instygator zadawał oskarżonym pytania dotyczące m.in. tego, „jak dawno kraść począł”, „od kogo się nauczył?”, „gdzie skradzione rzeczy podziewał?”, „jeżeli kościoły łupał albo po drogach ludziom zastępował, rozbijał?”.

Jeśli oskarżeni nie przyznawali się do winy, byli przekazywani w ręce kata. Zdarzało się, że sąd zwracał się do ekspertów, np. w przypadku gwałtu czy pobicia i zasięgał rady.

Przestępcy byli aresztowani najczęściej na skutek donosu, albo gdy zostali przyłapani na gorącym uczynku przez pachołków miejskich podlegających cirkelmistrom. Ci z kolei byli podporządkowani od XVI wieku hutmanowi, który stał na czele straży miejskiej. Hutmanowi podlegał również kat i ceklarze (pomocnicy).

Dawny ratusz w Krakowie z przełomu XVIII/XIX w. od północnego zachodu
Dawny ratusz w Krakowie z przełomu XVIII/XIX w. od północnego zachodu

Tortury

Nim przestępca trafił przed ławę sądową, przechodził tortury.

„Okrucieństwo nie znało granic. Osobliwe narzędzia tortur do dziś zdumiewają, napawają lękiem. Zrazu do zadawania bólu służyły kleszcze, obcęgi, obręcze, łańcuchy. Z upływem czasu przekształcono je w precyzyjne machiny. Aresztanta wrzucano do lochu. Krępowano go sznurami, dłonie przywiązując mu do stóp. Tę formę unieruchomienia nazywano „kozłem”. Wiązano delikwenta w pozycji klęczącej lub siedzącej. (…) Zakuwano także w dyby, przykuwano łańcuchami do krzyża łacińskiego, krzyża św. Andrzeja lub – do ściany” – piszą Jan Kracik i Michał Rożek.

Sędzia mógł skierować go na tortury jeszcze przed wyrokiem, jeśli pojawiały się znaki wskazujące na popełnienie jakiegoś występku.

Oskarżany był poddawany trzykrotnej próbie – był rozciągany powrozami lub jego boki były przypiekane świecą. Zajmowali się tym pomocnicy kata. Do ich „zadań” należały również: chłostanie, bicie, policzkowanie, piętnowanie. Przy egzekucjach były to natomiast ćwiartowanie czy wyrywanie nozdrzy i języka.

Tortury były poprzedzane straszeniem oskarżonego – pokazywano mu wnętrza tortorni. Jeśli nie przynosiło to efektów, rozpoczynały się męczarnie. Stosowano sznurowanie ramion, przypalanie, rozciąganie na drabinie, śrubowanie kciuków czy buty hiszpańskie.

Tortury i śmierć

Tortury oskarżonych trwały po kilka godzin. Jak zaznaczają autorzy książki, „właściwe męczenie nie przekraczało jednej godziny, która często wystarczała, by więzień oddał ducha”. Chociaż prawo obciążało sędziego odpowiedzialnością za śmierć w czasie torturowania, tak naprawdę nikt nie ponosił konsekwencji.

Tortury przedłużano do kilku godzin, jeśli oskarżony miał dużą wytrzymałość psychiczną i fizyczną. Sędzia lub pisarz notowali jego zeznania, które później miały być materiałem dowodowym. Nie było to jednak wystarczające do wydania wyroku, ponieważ prawo wymagało wówczas dobrowolnego przyznania się do winy przed sądem. Jeśli torturowany zniósł wszystkie męczarnie i nie potwierdził oskarżenia, zgodnie z prawem miał zostawać uwolniony. Jednak gdy wina była pewna, a ktoś nie chciał się do niej przyznać pomimo tortur, był skazywany na śmierć.

Dawny ratusz w Krakowie z przełomu XVIII/XIX w. od północnego wschodu
Dawny ratusz w Krakowie z przełomu XVIII/XIX w. od północnego wschodu

Wieści o okrucieństwie

„Gdy po torturach puszczano oskarżonego, na światło dzienne wychodził zawsze kaleką z pogruchotanymi kośćmi, naciągniętymi ścięgnami i mięśniami, nieraz z wybitym okiem, nie licząc już drobnych obrażeń cielesnych. Roznosił po świecie wieści o okrucieństwie mistrza sprawiedliwości, siejąc trwogę wśród potencjalnych przestępców. Zatem wypuszczenie na wolność stanowiło także element wychowawczy. Grozą napawała już sama myśl o torturach. Zniesiono ją dopiero konstytucją sejmową w roku 1776 z inicjatywy króla Stanisława Augusta i senatora Wojciecha Kluszewskiego” – czytamy w książce „Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie”.

Do końca XVI wieku niemalże wszystkie sprawy kończyły się karą śmierci. W trakcie ogłaszania wyroku skazanemu odczytywano testament i zeznania.

Egzekucją zajmował się kat. Skazani na śmierć byli np. wplątywani w koło i osadzani na palu, czy przywiązywani za ręce i nogi do dwóch par koni, które były przepędzane w przeciwne strony (jednak ten sposób w Krakowie nie był często stosowany).

Skazanych czasami ścinano na wewnętrznym podwórku ratusza, ale i tak większość wyroków wykonywano na Rynku Głównym. Egzekucje najczęściej odbywały się naprzeciwko kościoła Mariackiego, u wylotu ul. Siennej.

Dawny ratusz od południowego wschodu
Dawny ratusz od południowego wschodu

Narzędzia tortur w Domu Matejki

Co ciekawe, w Krakowie do dziś można zobaczyć narzędzia tortur pochodzące z krakowskiego i lwowskiego ratusza. Są prezentowane w Domu Matejki – oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie. Jak tam trafiły?

– Te z lwowskiego ratusza zostały podarowane Matejce w 1869 roku podczas jego pobytu we Lwowie. Krakowskie narzędzia tortur znaleziono po  wcześniej istniejącym więzieniu. Robotnicy pracujący w ratuszu  zaoferowali  wówczas artyście ich zakup. Mamy tu m.in. więzienne kajdany, wałek do miażdżenia ludzkiego ciała, obręcz do miażdżenia kości biodrowych, obcęgi czy tzw. but hiszpański – mówi kustosz oddziału Marta Kłak-Ambrożkiewicz.

Więcej >>> Dom Matejki. Pamiątki po artyści i narzędzia tortur

Muzeum Krakowa przypomina o przeszłości

W Wieży Ratuszowej powstała nowa, stała ekspozycja opowiadająca o dziejach dawnego ratusza. Historia ratusza jest pokazana z trzech perspektyw: samorządowej, społecznej i przestrzennej.

Na poszczególnych piętrach odwiedzający mogą zobaczyć m.in. cyfrowe rekonstrukcje ratusza, będą mogli się zapoznać z funkcjonowaniem gminy miejskiej i urzędów (Rada Miejska, kancelaria, ława, urzędy hutmana ratusznego i kata) czy historią mieszczan. Eksponowane są również oryginalne zabytki i ich kopie, w tym insygnia władzy.

Źródło:

J. Kracik, M. Rożek, „Hultacje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie”, wyd. Petrus, Kraków 2012

Oficjalna strona Muzeum Krakowa

Fotografie pochodzą ze strony Cyfrowy Thesaurus Muzeum Krakowa

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Stare Miasto