Wyższy wyrok za zabójstwo na os. Na Wzgórzach

Dominik P. fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Zamiast dziewięciu lat więzienia, Dominik P. został skazany na 11 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny.

Dominik K. podczas osiedlowej awantury dwukrotnie ugodził nożem 33-letniego Mariusza K. Za ten czyn został skazany przez sąd pierwszej instancji na dziewięcioletnią odsiadkę. Prokuratura nie zgodziła się z tym wyrokiem, żądając we wniosku apelacyjnym 15 lat pozbawienia wolności. Obrońca oskarżonego zawnioskował natomiast o zmianę kwalifikacji i ocenienie czynu Dominika P. popełnionego w stanie silnego wzburzenia i rzecz jasna łagodniejszy wyrok.

Sąd Apelacyjny w Krakowie zdecydował się jednak podwyższyć karę i ostatecznie skazał Dominika P. na 11 lat pozbawienia wolności.

– Sąd odwoławczy uwzględnił część apelacji prokuratury co do błędu w ustaleniach faktycznych, kto na miejsce zdarzenia przyniósł nóż. Zdaniem sądu to oskarżony miał go od samego początku – mówi rzecznik prasowy SA w Krakowie, Tomasz Szymański.

Orzekający uznali, że czynnikiem obciążającym Dominika P. było zmienianie wersji przebiegu zdarzeń. W jednym z wariantów opowieści to pokrzywdzony miał mieć nóż i wyciągnąć go z rękawa w chwili, gdy ujrzał oskarżonego.

– Z protokołu sporządzonego po oględzinach wynikało jednak, że Mariusz K. miał wtedy na sobie koszulkę z krótkim rękawem. Była to więc konfabulacja i dostosowanie okoliczności do najkorzystniejszej dla oskarżonego wersji – stwierdza sędzia Szymański.

Sąd Apelacyjny skorzystał też z zasady doświadczenia życiowego. Skoro oskarżony miał wcześniej scysję z pokrzywdzonym i, jak stwierdził, przerażony uciekł do mieszkania, to zupełnie nieracjonalne było jego późniejsze zachowanie. Dominik P. wyszedł bowiem ponownie z domu i udał się w miejsce, gdzie mógł spotkać napastnika. Przed sądem tłumaczył, że poszedł tam, bo chciał sobie kupić kolejne piwo.

Wątpliwości wzbudziło również to zachowanie oskarżonego, kiedy zobaczył Mariusza K, dzierżącego nóż w ręce. I mimo że wcześniej był przestraszony i uciekł, postanowił skonfrontować się z uzbrojonym, według jego opowieści, napastnikiem. W to sąd również nie uwierzył.

– W konsekwencji sąd uznał to, że to Dominik P. przyszedł na miejsce z nożem. Ta okoliczność podwyższa społeczną szkodliwość czynu oraz stopień winy. Prokurator chciał piętnastu lat, ale oskarżony był niekarany, miał dobrą opinię i jakby na to nie patrzeć, to sam zgłosił się do policjantów. Więc to w pewnym sensie było przyznanie się do popełnienia czynu – tłumaczy Tomasz Szymański.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Wzgórza Krzesławickie
comments powered by Disqus