Walka z antysemityzmem musi nabrać tempa

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

„Antysemickie graffiti jest smutną codziennością na polskich ulicach. Niektóre napisy kierowane są do drużyn piłkarskich, inne wycelowane w Żydów” – pisze Nissan Tzur w The Jewish Chronicle Online. Autor alarmuje, że coraz częściej zaczęły pojawiać się napisy typu „Żydy do pieca”. Wypowiadający się w artykule Polacy z różnych organizacji pozarządowych za obecną sytuację winią władze.

Londyńska gazeta ani słowem nie wspomina o tym, jakie są oddolne inicjatywy walczące z rasizmem oraz wulgaryzmami w przestrzeni publicznej. Zacząć można choćby od działań krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej.

Mapa wstydu

Wielu ludzi zapomina, że działają oni cały rok. W tym roku skupili się na stworzeniu mapy wstydu i usuwaniu z przestrzeni publicznej antysemickich malunków. Na razie trwają prace nad jej ostatecznym uruchomianiem. Dzięki temu każdy będzie mógł zgłosić dany napis i malunek o treści antysemickiej, który zostanie następnie zamalowany.

– Skupiamy się na Podgórzu i Kazimierzu - naszym najbliższym otoczeniu. Antygraffitii jest tylko wyrazem problemu, który składa się z wielu innych aspektów – mówi zastępca dyrektora Festiwalu Kultury Żydowskiej.

Ważniejsze od samej likwidacji fizycznych oznak rasizmu jest gaszenie go w zarodku. Mają w tym pomóc wolontariusze. – Nie będziemy organizować otwartych szkoleń czy warsztatów, tylko wyślemy wolontariuszy do szkół, by przekonywali i uwrażliwiali ludzi na tę sprawę – tłumaczy Gądek. Takie działania gwarantują dotarcie nie tylko do osób, które mają wiedzę na ten temat, ale również są w jakiś sposób obojętne lub nawet negatywnie nastawione do walki z rasizmem i jego oznakami, pojawiającymi się w przestrzeni publicznej.

Smutna codzienność czy przesada?

O komentarz do tezy The Jewish Chronicle, że problem oznak antysemityzmu w Krakowie wzrasta, poprosiliśmy Roberta Gądka. – Myśleliśmy, że skala problemu jest mniejsza niż w rzeczywistości, ale po pierwszym uzupełnieniu mapy okazało się, że wcale nie jest tak dobrze – uważa. – Jednym z aspektów tego całego problemu jest to, że większości rzeczy nie zauważamy. Są one obecne na murach od miesięcy, lat. My stajemy się na nie ślepi, bo wtapiają się w krajobraz. Reszta odnosi się do klubów piłkarskich, więc ich nie traktujemy dosłownie. Ludzie z zewnątrz zupełnie inaczej na to reagują – tłumaczy Robert Gądek.

Grzech bazgrołu

Pogromcy Bazgrołów nie ograniczają się tematycznie ani obszarowo. Dodatkowo w ramach budżetu obywatelskiego otrzymali 400 tysięcy złotych. Realizacją zadania zajmie się jednak wydział urzędu miasta. – Społeczeństwo za naszą sprawą wykazało taką potrzebę. Poza tym, że miasto będzie realizować projekt, to ja osobiście będę działał – mówi Waldemar Domański z Pogromców Bazgrołów, radny Dzielnicy X - Swoszowice.

Co to będą za działania? Przede wszystkim chodzi o integrację. – Chciałbym, aby w ograniczaniu mowy nienawiści działały lokalne społeczności: spółdzielnie, szkoły, parafie, wzmocnione stowarzyszeniami. Ważne jest również zaktywizowanie osób starszych, żeby jeszcze zawalczyli, choćby z pędzlem i wałkiem – dodaje Domański.

Ważnym elementem jest apelowanie do osób bazgrzących po murach. Waldemar Domański zapowiada, że będzie zwracał się do tej garstki, która usilnie szpeci miejskie mury, o to, by „swoje złości i frustracje przerzucała gdzie indziej”. Będzie też uświadamiał, że swoimi działaniami krzywdzą innych, dla przykładu dzieci i rodziców, ale również mieszkańców danych kamienic czy bloków, ponieważ usunięcie bazgrołów wiąże się z kosztami. Domański twierdzi, że „jesteśmy sterroryzowani przez kibolstwo, a ludzi dopadła pewnego rodzaju znieczulica na treści pojawiające się na murach”. Należy to zmienić przede wszystkim przed Światowymi Dniami Młodzieży, żeby o naszym mieście nie poszedł negatywny komunikat w świat.

Kościół pomoże?

Kolejną częścią planu jest zaangażowanie krakowskiego Kościoła. – Chcemy poprosić proboszczy o to, by wywołali szeroką dyskusję na temat grzechu, ponieważ czy użyję wulgaryzmu werbalnie czy go napiszę, on cały czas jest właśnie grzechem. A ten utrwalony pismem jest groźniejszy. Należy zatem poddać ostracyzmowi takie zachowania – przekonuje Pogromca Bazgrołów.

– Tego typu działania są czynione nie od dziś. Warto by tu wspomnieć chociażby katechezy o szanowaniu dobra wspólnego, które są prowadzone przynajmniej od 20 lat. Także w tej materii nie jest to nic nowego. O tym się pisze w prasie katolickiej rozprowadzanej w parafiach. A głos pana Domańskiego jest oczywiście wart poparcia – mówi ks. Robert Nęcek, rzecznik prasowy krakowskiej kurii.

comments powered by Disqus